Akcja "Gazety" i lekarzy. Kaski od ciepłowników
30.08.2010
, aktualizacja: 30.08.2010 20:04
Miejskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej przekazało oddziałowi chirurgicznemu 30 kasków rowerowych. Jeden z nich dostał Mateusz, który w piątek poturbował się podczas upadku z roweru
Olsztyńscy ciepłownicy przekazali Michałowi Pulińskiemu, chirurgowi ze Szpitala Dziecięcego, 10 kasków dla młodszych dzieci i 20 dla młodzieży. - Decyzję o kupieniu ochronnego sprzętu podjął zarząd spółki na moją propozycję - mówił Jerzy Uścinowicz, rzecznik prasowy MPEC. - Zależy nam, by naszą firmę kojarzono z bezpieczeństwem, dlatego odpowiedzieliśmy na apel "Gazety" i lekarzy.
Rzecznik miejskiej ciepłowni wspólnie z Jarosławem Mańkowskim z działu marketingu MPEC przynieśli zapakowane w kartony kaski do oddziałowej świetlicy, bo inne pomieszczenia szpitalne były za małe, by je pomieścić. - Bardzo się cieszymy z tego prezentu - powiedział Michał Puliński. - Nie tylko dlatego, że pozwolą chronić dzieci. Liczymy, że nasza akcja i informacje o kaskach przekazywanych pacjentom szpitala skłonią także pozostałych rodziców do kupowania kasków rowerowych swoim dzieciom. Bo tylko w ten sposób można się zabezpieczyć przed skutkami urazów.
O tym, że niewiele dzieci jeździ rowerami bez odpowiedniej ochrony głowy, napisaliśmy trzy tygodnie temu. Michał Puliński opowiedział na łamach "Gazety" o 17-latku, który po upadku z roweru doznał poważnego urazu głowy właśnie dlatego, że nie miał kasku. Na szczęście, mimo krwiaka, przeżył i nic mu już nie grozi. Jednak w ubiegłym roku podobne wypadki skończyły się śmiercią dwójki dzieci. Dlatego lekarz zaproponował akcję promocyjną na rzecz bezpieczeństwa na rowerach lub konkurs, w którym nagrodą byłyby kaski rowerowe dla dzieci.
Pierwszy na apel "Gazety" odpowiedział poseł PO Sławomir Rybicki, który zafundował trzy kaski. Dwa z nich dostali pacjenci oddziału chirurgicznego, którzy w połowie sierpnia opuszczali szpital: 10-letni Krystian i 17-letni Krzysztof. Obaj mieli groźne wypadki na rowerach.
W poniedziałek kask - tym razem od ciepłowników - dostał 17-letni Mateusz z Kętrzyna, który miał wypadek trzy dni temu. Jechał rowerem bez kasku. - Jak się okazało, miałem słabe pedały, które nie wytrzymały mojego ciężaru, i upadłem na tyle nieszczęśliwie, że konieczny był szpital - opowiadał. Chłopak w czasie wypadku najbardziej uszkodził sobie nerkę. Zapewnił, że kask mu się przyda. - Na pewno będę go zakładał. Dotąd nie ochraniałem głowy w żaden sposób - stwierdził po otrzymaniu kasku.
Lekarze przypominają, że obrażenia głowy są najgroźniejsze. - Takich wypadków nie jest zbyt dużo, jednak kiedy do nich dochodzi, może się skończyć tragedią - przestrzegał na łamach "Gazety" chirurg.
Niestety większość małych cyklistów nie nosi kasków. - Oceniamy, że zakłada je najwyżej 10 proc. - mówi Puliński. - Dlatego obawiam się, że pacjentów z urazami głowy nam nie zabraknie, a otrzymane kaski szybko rozdamy.
Nadal czekamy na kolejnych darczyńców. Gdyby ktoś zechciał ufundować kaski w konkursie zaproponowanym przez dr. Michała Pulińskiego, lub wesprzeć akcję promującą bezpieczeństwo na rowerze w inny sposób, prosimy o kontakt z redakcją "Gazety". Tel. 194 86 lub e-mail: redakcja@olsztyn.agora.pl
Rzecznik miejskiej ciepłowni wspólnie z Jarosławem Mańkowskim z działu marketingu MPEC przynieśli zapakowane w kartony kaski do oddziałowej świetlicy, bo inne pomieszczenia szpitalne były za małe, by je pomieścić. - Bardzo się cieszymy z tego prezentu - powiedział Michał Puliński. - Nie tylko dlatego, że pozwolą chronić dzieci. Liczymy, że nasza akcja i informacje o kaskach przekazywanych pacjentom szpitala skłonią także pozostałych rodziców do kupowania kasków rowerowych swoim dzieciom. Bo tylko w ten sposób można się zabezpieczyć przed skutkami urazów.
O tym, że niewiele dzieci jeździ rowerami bez odpowiedniej ochrony głowy, napisaliśmy trzy tygodnie temu. Michał Puliński opowiedział na łamach "Gazety" o 17-latku, który po upadku z roweru doznał poważnego urazu głowy właśnie dlatego, że nie miał kasku. Na szczęście, mimo krwiaka, przeżył i nic mu już nie grozi. Jednak w ubiegłym roku podobne wypadki skończyły się śmiercią dwójki dzieci. Dlatego lekarz zaproponował akcję promocyjną na rzecz bezpieczeństwa na rowerach lub konkurs, w którym nagrodą byłyby kaski rowerowe dla dzieci.
Pierwszy na apel "Gazety" odpowiedział poseł PO Sławomir Rybicki, który zafundował trzy kaski. Dwa z nich dostali pacjenci oddziału chirurgicznego, którzy w połowie sierpnia opuszczali szpital: 10-letni Krystian i 17-letni Krzysztof. Obaj mieli groźne wypadki na rowerach.
W poniedziałek kask - tym razem od ciepłowników - dostał 17-letni Mateusz z Kętrzyna, który miał wypadek trzy dni temu. Jechał rowerem bez kasku. - Jak się okazało, miałem słabe pedały, które nie wytrzymały mojego ciężaru, i upadłem na tyle nieszczęśliwie, że konieczny był szpital - opowiadał. Chłopak w czasie wypadku najbardziej uszkodził sobie nerkę. Zapewnił, że kask mu się przyda. - Na pewno będę go zakładał. Dotąd nie ochraniałem głowy w żaden sposób - stwierdził po otrzymaniu kasku.
Lekarze przypominają, że obrażenia głowy są najgroźniejsze. - Takich wypadków nie jest zbyt dużo, jednak kiedy do nich dochodzi, może się skończyć tragedią - przestrzegał na łamach "Gazety" chirurg.
Niestety większość małych cyklistów nie nosi kasków. - Oceniamy, że zakłada je najwyżej 10 proc. - mówi Puliński. - Dlatego obawiam się, że pacjentów z urazami głowy nam nie zabraknie, a otrzymane kaski szybko rozdamy.
Nadal czekamy na kolejnych darczyńców. Gdyby ktoś zechciał ufundować kaski w konkursie zaproponowanym przez dr. Michała Pulińskiego, lub wesprzeć akcję promującą bezpieczeństwo na rowerze w inny sposób, prosimy o kontakt z redakcją "Gazety". Tel. 194 86 lub e-mail: redakcja@olsztyn.agora.pl
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć