Recepty bez zniżek. Kto jest winny zamieszania? SONDA
03.01.2012
, aktualizacja: 03.01.2012 15:45
Wszystkie strony sporu winą za kłopoty pacjentów obarczają innych. A zwykli pacjenci, do kogo mają największy żal?
ZOBACZ TAKŻE
- "Dawno nie słyszałem faceta wypowiadającego się z taką butą" - komentatorzy o szefie NRL (03-01-12, 11:19)
- Arłukowicz uspokaja, lekarze swoje (03-01-12, 09:02)
- Recepty pełne nerwów. Pacjent ma zawsze pod górkę (02-01-12, 21:00)
- Co się zmienia w lekach (27-12-11, 07:30)
SONDAŻ
W poniedziałek weszła w życie nowa ustawa refundacyjna. Jej konsekwencje doprowadziły do protestu. Lekarze nie chcą się zgodzić na kary (nawet więzienia) za błędy w receptach i wypisanie ich pacjentom, którzy nie są ubezpieczeni. Do ministerstwa zdrowia mają też pretensję, że przed wypisaniem recepty muszą wykonać dodatkową pracę papierkową (sprawdzają, jaka zniżka przysługuje choremu). Jak tłumaczą, tracą czas, który mogliby poświęcić na konsultację z pacjentem. I dlatego stawiają na receptach pieczątkę "Refundacja do decyzji NFZ". W proteście.
Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz mówił we wtorek w Radiu Tok FM, że pacjenci powinni żądać od lekarzy recept z określonym poziomem refundacji, tym bardziej, że większość lekarzy dobrze zna swoich pacjentów i wie, czy są ubezpieczeni i na co chorują.
Farmaceuci skarżyli się, że Narodowy Fundusz Zdrowia w ostatniej chwili poinformował ich, co mają zrobić z receptami, na których będzie pieczątka "Refundacja do decyzji NFZ".
Olsztyński NFZ ripostował, że informacje te były dostępne już... w piątek, czyli dwa dni przed końcem roku, choć minister zdrowia przypominał w programie "Tomasz Lis na żywo", że te zasady są znane od połowy grudnia.
Rzecznik Praw Pacjenta na poniedziałkowej konferencji transmitowanej przez media radziła, by szukać "ludzkiego farmaceuty", który wyda lek, mimo, że pacjent przyjdzie z receptą ze słynną pieczątką lekarza.
Są i tacy, którzy są przekonani, że ten spór to wynik działania koncernów farmaceutycznych, które nie mogą się pogodzić, że przez nową ustawę refundacyjną stracą część zysków i będą musiały sprzedawać leki taniej.
Jednym słowem, trudno znaleźć winnego, powstają teorie spiskowe, a cierpi pacjent. Jak się w tym połapać? Polecamy artykuły w "Gazecie Wyborczej" i na stronie internetowej wyborcza.pl.
A przy okazji prosimy o odpowiedź na pytanie, kto w opinii pacjentów jest winny tego zamieszania.
Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz mówił we wtorek w Radiu Tok FM, że pacjenci powinni żądać od lekarzy recept z określonym poziomem refundacji, tym bardziej, że większość lekarzy dobrze zna swoich pacjentów i wie, czy są ubezpieczeni i na co chorują.
Farmaceuci skarżyli się, że Narodowy Fundusz Zdrowia w ostatniej chwili poinformował ich, co mają zrobić z receptami, na których będzie pieczątka "Refundacja do decyzji NFZ".
Olsztyński NFZ ripostował, że informacje te były dostępne już... w piątek, czyli dwa dni przed końcem roku, choć minister zdrowia przypominał w programie "Tomasz Lis na żywo", że te zasady są znane od połowy grudnia.
Rzecznik Praw Pacjenta na poniedziałkowej konferencji transmitowanej przez media radziła, by szukać "ludzkiego farmaceuty", który wyda lek, mimo, że pacjent przyjdzie z receptą ze słynną pieczątką lekarza.
Są i tacy, którzy są przekonani, że ten spór to wynik działania koncernów farmaceutycznych, które nie mogą się pogodzić, że przez nową ustawę refundacyjną stracą część zysków i będą musiały sprzedawać leki taniej.
Jednym słowem, trudno znaleźć winnego, powstają teorie spiskowe, a cierpi pacjent. Jak się w tym połapać? Polecamy artykuły w "Gazecie Wyborczej" i na stronie internetowej wyborcza.pl.
A przy okazji prosimy o odpowiedź na pytanie, kto w opinii pacjentów jest winny tego zamieszania.
- 8 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




