Misja 21. Z kasjerka na migi, taksówkarz naciągnął
20.06.2011
, aktualizacja: 21.06.2011 08:49
Rebecca przekonała się, że nie wszyscy w Olsztynie mówią po angielsku. Nie mówi kasjerka na dworcu PKP, pani w informacji, ani taksówkarz, który najpierw myli adres, a później każe sobie za to dopłacić.
ZOBACZ WIDEO
ZOBACZ TAKŻE
- Kortowo - niezwykłe miasto w mieście, kandydat co cudu (06-07-11, 16:46)
- Olsztyn okiem turysty. Piękna Łyna, świetne Kortowo (24-06-11, 18:32)
- Śmierdzący problem czeka na rozwiązanie w Olsztynie (07-07-11, 19:21)
- Rozkład MPK będzie łatwiejszy dla obcokrajowców (30-06-11, 16:04)
- Misja21: Obcokrajowiec i "szyfrowany" rozkład jazdy (28-06-11, 18:01)
- Francuzka: Olsztyn bez piłki na Euro to dobry pomysł (27-06-11, 17:18)
- Portret naszego rodaka sporządzony przez cudzoziemca (26-06-11, 16:38)
- Misja 21: Jak z tą polską religijnością jest naprawdę? (23-06-11, 19:37)
- Rebecca już przyjechała. Czy Francuzka polubi Olsztyn? (19-06-11, 18:11)
- Olsztyńskie plusy i minusy. Rozstrzygnięcie plebiscytu (17-06-11, 18:25)
- Francuzka sprawdzi, czy jesteśmy gotowi na Euro 2012 (07-06-11, 17:57)
- Rebecca w Olsztynie, czyli gdzie zjeść i spędzić czas (21-06-11, 18:53)
SERWISY
Odkąd w sobotę wieczorem Rebecca Suner przyjechała do Olsztyna, wciąż powtarzała, że wszystko jej się tu podoba. Odwiedza Warmię, bo jako jedna z 21 studentów dziennikarstwa z zagranicy dostała zadanie od "Gazety": sprawdzić i opisać, jak Polska jest przygotowana na przyjęcie turystów podczas Euro 2012.
Nie zniechęciła jej bardzo powolna podróż niezbyt czystym pociągiem z Warszawy. - Miałam chwilę, żeby odpocząć - stwierdziła. Zdziwiła się również, kiedy jej powiedziałam, że olsztynianie uważają dworzec za okropne miejsce. - Naprawdę? Moim zdaniem nie jest tak źle - odparła.
Do tej pory studentka nie miała też większych problemów z porozumiewaniem się z ludźmi, których spotkała na swojej drodze. - Prawie wszyscy mówią tu po angielsku - relacjonowała. Bardzo polubiła też mieszkańców stolicy regionu. Uznała, że są niezwykle mili. Francuzka zachwyciła się też olsztyńskimi lasami, jeziorami, plażami. Po niedzielnym koncercie zespołu Enej, polubiła także polską muzykę.
Słuchając nieustających zachwytów, próbowałam dowiedzieć się, czy cokolwiek w Polsce wywarło na niej złe wrażenie. - Nic takiego nie przychodzi mi do głowy - odpowiedziała.
W poniedziałek jej entuzjazm nieco opadł. Rebecca ponownie wybrała się na dworzec. Postanowiła pojechać tam miejskim autobusem. Dosyć szybko znalazła przystanek i kupiła bilet w kiosku. Później już nie było tak prosto. - Miałam problem z odczytaniem rozkładu jazdy - opowiada. - Jest tam jakiś dziwny podział na dni robocze, soboty i niedziele. Każdego dnia autobusy jeżdżą inaczej. Trudno się w tym połapać. Nie ma też żadnych znaków graficznych, które by wskazywały, że ten autobus jedzie np. na dworzec.
Na miejscu okazało się też, że jednak nie wszyscy w Olsztynie znają angielski. Na pewno nie znała go pani sprzedająca bilety na pociąg. W końcu pasażerowie, którzy czekali w kolejce, nie wytrzymali i wybawili dziewczynę z opresji.
Z biletem w ręku wyruszyłyśmy na dworzec PKS, tym razem aby kupić bilet na autobus do Warszawy. Tam inna kasjerka znała podstawy angielskiego, ale poinformowała dziewczynę, że do stolicy jeździ tylko jeden autobus dziennie i to ok. 6 rano. Rebecca zadała jeszcze kilka pytań aż w końcu zniecierpliwiona pani odesłała ją do informacji. I tu kolejna niespodzianka. Okienko było zamknięte, a na szybie wisiała jedynie kartka w języku polskim wyjaśniająca, że wszelkie informacje są udzielane w kasie sprzedającej bilety na przejazdy międzynarodowe. Rebecca nie zrozumiała, co jest napisane na karteczce, ale udało jej się trafić we właściwe miejsce. Pani pracująca w międzynarodowej kasie... nie mówiła w obcym języku. Ale na hasło "Warszawa" wydrukowała dziewczynie wykaz połączeń. Okazało się, że jest ich kilka.
Studentka zdecydowała, że wróci na Stare Miasto taksówką. Kierowca był kolejną osobą, która nie zna angielskiego. Rebecca wytłumaczyła panu, że chce dojechać do redakcji "Gazety Wyborczej". Pokazała mu również notatnik z naszym logo. Wszystko szło dobrze do momentu, kiedy kierowca zawiózł ją w zupełnie inne miejsce, czyli na ul. Głowackiego, gdzie "Gazeta" miała siedzibę kilka lat temu. - Pokazałam mu na mapie, że musi jechać na starówkę - opowiada dziewczyna. - To było dziwne, bo taksówkarz zabłądził, a ja musiałam zapłacić za kurs 2 zł więcej, niż zapowiadał.
Nie tylko redakcja okazała się miejscem trudnym do odnalezienia. Studentka długo szukała informacji turystycznej. Niestety, nikt z zaczepionych przechodniów dokładnie nie wiedział, gdzie to jest. Każdy podawał inny adres. Dopiero siódma osoba potrafiła wskazać właściwy. - Nie ma tam żadnego szyldu czy flag, które by na to wskazywały, tylko mała literka "i" na oknie - dziwi się Rebecca. - Całe szczęście kobieta, która tam pracuje, była niezwykle pomocna. Bardzo dobrze mówiła po angielsku, opowiedziała mi o Mazurach, dała foldery. Poradziła mi też, jak tam dojechać, wydrukowała rozkład jazdy pociągów. A na koniec wycięła mi z gazety dzisiejszy repertuar kinowy, w razie jakbym się nudziła.
Pomóż
Co Rebecca powinna zjeść w Olsztynie? Doradź jej na misja21.blox.pl, jakiego dania musi koniecznie spróbować odwiedzając stolicę Warmii i Mazur.
O misji studentów z Londynu czytaj też na misja21.pl.
Nie zniechęciła jej bardzo powolna podróż niezbyt czystym pociągiem z Warszawy. - Miałam chwilę, żeby odpocząć - stwierdziła. Zdziwiła się również, kiedy jej powiedziałam, że olsztynianie uważają dworzec za okropne miejsce. - Naprawdę? Moim zdaniem nie jest tak źle - odparła.
Do tej pory studentka nie miała też większych problemów z porozumiewaniem się z ludźmi, których spotkała na swojej drodze. - Prawie wszyscy mówią tu po angielsku - relacjonowała. Bardzo polubiła też mieszkańców stolicy regionu. Uznała, że są niezwykle mili. Francuzka zachwyciła się też olsztyńskimi lasami, jeziorami, plażami. Po niedzielnym koncercie zespołu Enej, polubiła także polską muzykę.
Słuchając nieustających zachwytów, próbowałam dowiedzieć się, czy cokolwiek w Polsce wywarło na niej złe wrażenie. - Nic takiego nie przychodzi mi do głowy - odpowiedziała.
W poniedziałek jej entuzjazm nieco opadł. Rebecca ponownie wybrała się na dworzec. Postanowiła pojechać tam miejskim autobusem. Dosyć szybko znalazła przystanek i kupiła bilet w kiosku. Później już nie było tak prosto. - Miałam problem z odczytaniem rozkładu jazdy - opowiada. - Jest tam jakiś dziwny podział na dni robocze, soboty i niedziele. Każdego dnia autobusy jeżdżą inaczej. Trudno się w tym połapać. Nie ma też żadnych znaków graficznych, które by wskazywały, że ten autobus jedzie np. na dworzec.
Na miejscu okazało się też, że jednak nie wszyscy w Olsztynie znają angielski. Na pewno nie znała go pani sprzedająca bilety na pociąg. W końcu pasażerowie, którzy czekali w kolejce, nie wytrzymali i wybawili dziewczynę z opresji.
Z biletem w ręku wyruszyłyśmy na dworzec PKS, tym razem aby kupić bilet na autobus do Warszawy. Tam inna kasjerka znała podstawy angielskiego, ale poinformowała dziewczynę, że do stolicy jeździ tylko jeden autobus dziennie i to ok. 6 rano. Rebecca zadała jeszcze kilka pytań aż w końcu zniecierpliwiona pani odesłała ją do informacji. I tu kolejna niespodzianka. Okienko było zamknięte, a na szybie wisiała jedynie kartka w języku polskim wyjaśniająca, że wszelkie informacje są udzielane w kasie sprzedającej bilety na przejazdy międzynarodowe. Rebecca nie zrozumiała, co jest napisane na karteczce, ale udało jej się trafić we właściwe miejsce. Pani pracująca w międzynarodowej kasie... nie mówiła w obcym języku. Ale na hasło "Warszawa" wydrukowała dziewczynie wykaz połączeń. Okazało się, że jest ich kilka.
Studentka zdecydowała, że wróci na Stare Miasto taksówką. Kierowca był kolejną osobą, która nie zna angielskiego. Rebecca wytłumaczyła panu, że chce dojechać do redakcji "Gazety Wyborczej". Pokazała mu również notatnik z naszym logo. Wszystko szło dobrze do momentu, kiedy kierowca zawiózł ją w zupełnie inne miejsce, czyli na ul. Głowackiego, gdzie "Gazeta" miała siedzibę kilka lat temu. - Pokazałam mu na mapie, że musi jechać na starówkę - opowiada dziewczyna. - To było dziwne, bo taksówkarz zabłądził, a ja musiałam zapłacić za kurs 2 zł więcej, niż zapowiadał.
Nie tylko redakcja okazała się miejscem trudnym do odnalezienia. Studentka długo szukała informacji turystycznej. Niestety, nikt z zaczepionych przechodniów dokładnie nie wiedział, gdzie to jest. Każdy podawał inny adres. Dopiero siódma osoba potrafiła wskazać właściwy. - Nie ma tam żadnego szyldu czy flag, które by na to wskazywały, tylko mała literka "i" na oknie - dziwi się Rebecca. - Całe szczęście kobieta, która tam pracuje, była niezwykle pomocna. Bardzo dobrze mówiła po angielsku, opowiedziała mi o Mazurach, dała foldery. Poradziła mi też, jak tam dojechać, wydrukowała rozkład jazdy pociągów. A na koniec wycięła mi z gazety dzisiejszy repertuar kinowy, w razie jakbym się nudziła.
Pomóż
Co Rebecca powinna zjeść w Olsztynie? Doradź jej na misja21.blox.pl, jakiego dania musi koniecznie spróbować odwiedzając stolicę Warmii i Mazur.
O misji studentów z Londynu czytaj też na misja21.pl.
- 12 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Problemem jest, że ona nie mówi po Polsku...
ka9
21.06.11, 12:38
... a nie, że kasjerka nie mówi po Angielsku.»
-
Misja 21. Z kasjerka na migi, taksówkarz naciągnął
mariusz2010
21.06.11, 15:45
To, że ktoś nie nie szprecha po angielsku, lub niemiecku, nie znaczy, że nie zna języków.Ja np. mogę porozumiec się po hiszpańsku, teraz uczę się włoskiego. Jesli nauka kilkudziesięciu słów »
-
Re: Misja 21. Z kasjerka na migi, taksówkarz naci
ol4
21.06.11, 17:21
A co wy się tak podjaraliście? Czasem dobrze posluchac co sądzi o naszym mieście osoba z zewnątrz a nie się oburzać:)»
Najczęściej czytane24 htydzień








odtwórz
odtwórz