Rebecca już przyjechała. Czy Francuzka polubi Olsztyn?
19.06.2011
, aktualizacja: 19.06.2011 18:11
Rebecca od razu zwróciła uwagę na baby pruskie, które licznie pojawiły się w głównych punktach miasta za sprawą happeningu artystycznego.
Tajemnicze tablice na dworcu PKP, konduktor zdziwiony biletem kupionym przez internet i przemili ludzie, którzy pomogli nieść walizkę - to pierwsze wrażenia Francuzki, która przyjechała zobaczyć, jak szykujemy się na Euro 2012.
ZOBACZ TAKŻE
- Misja 21. Z kasjerka na migi, taksówkarz naciągnął (20-06-11, 19:57)
- Śmierdzący problem czeka na rozwiązanie w Olsztynie (07-07-11, 19:21)
- Olsztyńskie plusy i minusy. Rozstrzygnięcie plebiscytu (17-06-11, 18:25)
- Misja 21. Niech Francuzka zobaczy olsztyńskie stadiony (09-06-11, 18:12)
- Francuzka sprawdzi, czy jesteśmy gotowi na Euro 2012 (07-06-11, 17:57)
- Rebecca w Olsztynie, czyli gdzie zjeść i spędzić czas (21-06-11, 18:53)
SERWISY
Na zaproszenie "Gazety" do Polski przyjechało 21 studentów dziennikarstwa z Londynu. Sprawdzą, jak nasz kraj jest przygotowany na tłumy zagranicznych turystów, którzy przyjadą przy okazji Euro 2012. Nazwaliśmy ich "misjonarzami", bo Polska to dla nich nieznane miejsce. Muszą się tu odnaleźć, poznać polskie zwyczaje, mentalność, zderzyć ze stereotypami; sprawdzić, czy naprawdę jesteśmy rasistami, pijakami i brudasami.
Olsztyn będzie oceniać Francuzka Rebecca Suner. Nie mogła się doczekać przyjazdu do Polski. Dzień przed podróżą była tak podekscytowana, że nie mogła spać. Lot z Londynu do Warszawy, jak opowiada, był przyjemny. Uczestnicy akcji spotkali się w redakcji "Gazety" przy ul. Czerskiej, gdzie pozowali do zdjęć i udzielali wywiadów. - To było dla nas ogromne zaskoczenie - mówi Rebecca. - Nie wiedzieliśmy, że będziemy traktowani tak wyjątkowo.
Po tym miłym przywitaniu w Polsce, "misjonarze" rozjechali się do "swoich" miast. Każdy samodzielnie musiał dotrzeć do miejsca, gdzie spędzi najbliższy tydzień. Francuzka uznała, że najprościej będzie dotrzeć do Olsztyna pociągiem. Początkowo planowała przyjechać autobusem jakiejś prywatnej linii spod Pałacu Kultury, jak radzili jej internauci na blogu misja21.blox.pl. Okazało się jednak, że to nie takie proste. - Nie mogłam znaleźć w "sieci" strony z informacją, jak zarezerwować miejsce i z godzinami odjazdu - opowiada dziewczyna. - Udało mi się za to kupić bilet na pociąg.
Na warszawskim dworcu głównym studentka poczuła się jednak trochę zagubiona. Na tablicach informacyjnych pomieszanie z poplątaniem. Trudno było się jej połapać, z którego peronu odjeżdża pociąg, gdzie są godziny przyjazdów, a gdzie odjazdów. W końcu udało jej się rozszyfrować ten skomplikowany "kod". Chociaż większość Polaków narzeka na usługi PKP, Rebecca uważa, że podróż naszymi pociągami nie jest taka zła. - To prawda, że było trochę brudno, a pociągi jeżdżą bardzo powoli, ale przynajmniej mogłam podziwiać piękne widoki za oknem - opowiada. Błogi spokój został zakłócony na chwilę przez kontrolera, który... nie miał pojęcia, że można kupić bilet przez internet. Oglądał blankiet z każdej strony, próbował o coś pytać, ale nie rozumiał obcego języka. W końcu udał się po radę do młodszego kolegi, który znał język angielski. Rebecca wyjaśniła mu, w jaki sposób kupiła bilet. Dalsza podróż przebiegła bez kłopotu.
Kiedy studentka dotarła do Olsztyna, postanowiła pieszo dotrzeć z dworca do hotelu "Pod Zamkiem", gdzie zarezerwowała pokój. Miasto (w porównaniu choćby do stolicy Wielkiej Brytanii) nie jest duże, poza tym miała ze sobą mapę, dlatego nie sprawiło jej to większych problemów. Pogubiła się dopiero, gdy była już całkiem blisko celu. Na szczęście spotkała bardzo miłe małżeństwo, które od razu zaoferowało pomoc. - Mężczyzna wziął też mój bagaż, żebym nie musiała dźwigać - relacjonuje Rebecca.
Pierwsze wrażenia z Polski? - Myślałam, że tu jest bardzo zimno - śmieje się. - Taki mam obraz w głowie na temat Wschodniej Europy. Tymczasem jest tu o wiele cieplej niż w Londynie. Ciągle mi gorąco.
Olsztyn będzie oceniać Francuzka Rebecca Suner. Nie mogła się doczekać przyjazdu do Polski. Dzień przed podróżą była tak podekscytowana, że nie mogła spać. Lot z Londynu do Warszawy, jak opowiada, był przyjemny. Uczestnicy akcji spotkali się w redakcji "Gazety" przy ul. Czerskiej, gdzie pozowali do zdjęć i udzielali wywiadów. - To było dla nas ogromne zaskoczenie - mówi Rebecca. - Nie wiedzieliśmy, że będziemy traktowani tak wyjątkowo.
Po tym miłym przywitaniu w Polsce, "misjonarze" rozjechali się do "swoich" miast. Każdy samodzielnie musiał dotrzeć do miejsca, gdzie spędzi najbliższy tydzień. Francuzka uznała, że najprościej będzie dotrzeć do Olsztyna pociągiem. Początkowo planowała przyjechać autobusem jakiejś prywatnej linii spod Pałacu Kultury, jak radzili jej internauci na blogu misja21.blox.pl. Okazało się jednak, że to nie takie proste. - Nie mogłam znaleźć w "sieci" strony z informacją, jak zarezerwować miejsce i z godzinami odjazdu - opowiada dziewczyna. - Udało mi się za to kupić bilet na pociąg.
Na warszawskim dworcu głównym studentka poczuła się jednak trochę zagubiona. Na tablicach informacyjnych pomieszanie z poplątaniem. Trudno było się jej połapać, z którego peronu odjeżdża pociąg, gdzie są godziny przyjazdów, a gdzie odjazdów. W końcu udało jej się rozszyfrować ten skomplikowany "kod". Chociaż większość Polaków narzeka na usługi PKP, Rebecca uważa, że podróż naszymi pociągami nie jest taka zła. - To prawda, że było trochę brudno, a pociągi jeżdżą bardzo powoli, ale przynajmniej mogłam podziwiać piękne widoki za oknem - opowiada. Błogi spokój został zakłócony na chwilę przez kontrolera, który... nie miał pojęcia, że można kupić bilet przez internet. Oglądał blankiet z każdej strony, próbował o coś pytać, ale nie rozumiał obcego języka. W końcu udał się po radę do młodszego kolegi, który znał język angielski. Rebecca wyjaśniła mu, w jaki sposób kupiła bilet. Dalsza podróż przebiegła bez kłopotu.
Kiedy studentka dotarła do Olsztyna, postanowiła pieszo dotrzeć z dworca do hotelu "Pod Zamkiem", gdzie zarezerwowała pokój. Miasto (w porównaniu choćby do stolicy Wielkiej Brytanii) nie jest duże, poza tym miała ze sobą mapę, dlatego nie sprawiło jej to większych problemów. Pogubiła się dopiero, gdy była już całkiem blisko celu. Na szczęście spotkała bardzo miłe małżeństwo, które od razu zaoferowało pomoc. - Mężczyzna wziął też mój bagaż, żebym nie musiała dźwigać - relacjonuje Rebecca.
Pierwsze wrażenia z Polski? - Myślałam, że tu jest bardzo zimno - śmieje się. - Taki mam obraz w głowie na temat Wschodniej Europy. Tymczasem jest tu o wiele cieplej niż w Londynie. Ciągle mi gorąco.
- 14 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień






