Skansen prezentuje życie i śmierć u dawnych Bałtów
21.08.2011
, aktualizacja: 22.08.2011 13:05
Gdy anglosaski kupiec Wulfstan odwiedził w zamierzchłym średniowieczu tereny na południowym wschodzie Bałtyku, wiele tamtejszych obyczajów zdziwiło go i zaciekawiło. Jego relacja z podróży stała się inspiracją dla Festiwalu Bałtyjskiego organizowanego przez Towarzystwo Naukowe Pruthenia.
ZOBACZ TAKŻE
- Grunwald chce przyciągnąć turystów nie tylko w lipcu (29-07-11, 15:00)
- Grunwald był jak jarmark, zjawił się nawet Shrek (17-07-11, 19:20)
- Strzeżcie się mężczyźni, baby opanowały Olsztyn (17-06-11, 18:28)
- Zapomniana wioska Amalang ożyje (08-06-09, 20:19)
Już po raz trzeci do olsztyneckiego skansenu przyjechali wikingowie, Polanie i Prusowie, a tak naprawdę współcześni, którzy w wolnych chwilach lubią wcielać się postacie z dawnych epok. Widzowie mogli podpatrywać codzienne czynności ludzi żyjących z rejonie Bałtyku tysiąc lat temu, sposób przygotowywania posiłków, produkcję narzędzi, wypalanie garnków czy dowiedzieć się, jak robili instrumenty muzyczne. Byli świadkami zbrojnych potyczek i turnieju wojów. A że nieodłącznym elementem ludzkiego życia jest śmierć, mieli też okazję wziąć udział w pogrzebie wodza Prusów.
W pobliżu wioski stanął stos i stoły biesiadne, bo jak opisuje Wulfstan, Prusowie po śmierci przez kilka miesięcy, a nawet pół roku ucztują w domu zmarłego. W dzień, w którym zamierzają spalić ciało, dzielą majątek nieboszczyka na pięć części, rozkładają je na obszarze kilku mil i urządzają wyścig. Kto pierwszy dopadnie zdobyczy, może ją zatrzymać. Potem zwłoki mogą już spłonąć na stosie, a prochy grzebie się w kurhanie. - To bardzo ciekawe widowisko - ocenia Katarzyna Koska z Olsztyna. - Podobało mi się dużo bardziej niż impreza pod Grunwaldem, bo nie był to taki wielki spęd i atmosfera jest dużo lepsza. Poza tym to strasznie ciekawa epoka historyczna, o której praktycznie nie uczy się w szkole. W podręczniku jest może coś o Biskupinie, ale o życiu ludzi, którzy kiedyś mieszkali na tych terenach, nie mówi się wcale.
W pobliżu wioski stanął stos i stoły biesiadne, bo jak opisuje Wulfstan, Prusowie po śmierci przez kilka miesięcy, a nawet pół roku ucztują w domu zmarłego. W dzień, w którym zamierzają spalić ciało, dzielą majątek nieboszczyka na pięć części, rozkładają je na obszarze kilku mil i urządzają wyścig. Kto pierwszy dopadnie zdobyczy, może ją zatrzymać. Potem zwłoki mogą już spłonąć na stosie, a prochy grzebie się w kurhanie. - To bardzo ciekawe widowisko - ocenia Katarzyna Koska z Olsztyna. - Podobało mi się dużo bardziej niż impreza pod Grunwaldem, bo nie był to taki wielki spęd i atmosfera jest dużo lepsza. Poza tym to strasznie ciekawa epoka historyczna, o której praktycznie nie uczy się w szkole. W podręczniku jest może coś o Biskupinie, ale o życiu ludzi, którzy kiedyś mieszkali na tych terenach, nie mówi się wcale.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień









więcej zdjęć