Nie niańka, nie sprzątaczka, a pomoże potrzebującym
02.08.2011
, aktualizacja: 02.08.2011 18:58
Niezaradne rodziny korzystające z opieki społecznej mają od niedawna nową pomoc. Asystenci rodzinni uczą je, jak rozwiązywać nie tylko skomplikowane, ale nawet najbardziej banalne problemy życiowe
ZOBACZ TAKŻE
- Nowa świetlica dla Romów przy ul. Warszawskiej (04-10-11, 17:47)
- Radni PiS proponują: Talerz zupy dla każdego ucznia (04-09-11, 13:47)
- J. Czarne pomoże ludziom, nie potrafiącym znaleźć pracy (03-04-11, 19:29)
- Cięższa dola bezrobotnych po obcięciu dotacje na firmy (16-01-11, 16:36)
Zgodnie z przyjętą w czerwcu ustawą o wspieraniu rodziny, od początku 2012 r. samorządy będą musiały zatrudniać asystentów rodzinnych. Ich zadaniem będzie zmobilizować osoby objęte opieką do podnoszenia kwalifikacji zawodowych i szukania pracy, doradzać, jak rozwiązać problemy finansowe i planować wydatki, jak sobie radzić z dziećmi, a gdy będzie taka potrzeba, pomóc dzieciom w odrabianiu lekcji. Nie będą to jednak niańki czy sprzątaczki. - Asystent ma być przyjacielem rodziny, ale przyjacielem wymagającym i dobrze przygotowanym - mówi Elżbieta Bronakowska, dyrektor olsztyńskiego Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. - Założenia ustawy są bardzo dobre.
W Olsztynie pracę zaczęło 10 asystentów. Choć swoje obowiązki będą wykonywać tylko przez trzy miesiące i obejmą one ledwie 25 godzin, już widać pierwsze efekty ich działań. - Pracownicy socjalni z MOPS-u są obładowani obowiązkami i nie mają na wszystko czasu, a my możemy wejść do rodziny i bliżej poznać jej problemy - mówi Ewelina Piórkowska-Głąb, jedna z asystentek.
Inna z asystentek, Anna Bugaj, opowiada, podopiecznemu musiała pomóc wyrobić dowód osobisty, bo nie wiedział, jak to zrobić. Innego podopiecznego przekonała do wizyty u lekarza. - Pomagałam nawet przy sprzątaniu i gotowaniu. Bo nie jest problemem przyrządzić zwykły posiłek. Sztuką jest zrobić zdrowy posiłek, mając niemal pustą lodówkę - podkreśla. - Nasza praca to przede wszystkim zachęcanie. Dla tych osób to bardzo ważne, nawet gdy chodzi o czynności drobne i mało znaczące.
Z asystentki zadowolona jest Joanna, samotna matka. Dzięki jej pomocy znowu zaczęła wierzyć w siebie, myśleć o dalszej edukacji oraz przestała przejmować się tym, co mówią o niej inni. - Na początku broniłam się przed pomocą, ale potem zobaczyłam, ile ona mi daje. Dzięki niej nie mam już obaw i z nadzieją patrzę w przyszłość - chwali swoją asystentkę Dorotę Gołębiewską-Szeląg.
Marzena, którą opiekuje się Anna Bugaj, dodaje: - Żałuję tylko, że tych godzin jest tak mało, bo bardzo się zaprzyjaźniłyśmy. Nawet mój synek krzyczy ciągle "Ania, Ania".
W regionie też asystenci byli lub są, jednak nie na taką skalę, jak to będzie od 2012 r. Ośrodki pomocy społecznej korzystały z ich pomocy dzięki pieniądzom z funduszy unijnych. Tak było w Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej w Lubawie, gdzie dziewięciu asystentów przydzielono do 36 rodzin. - Na początku prawie wszyscy obawiali się kontaktu z asystentem, bo to jednak bardzo mocna ingerencja w ich prywatne życie - podkreśla Brygida Jęczewska-Koziorzemska z tamtejszego ośrodka. - Dziś możemy jednak stwierdzić, że asystenci się sprawdzili. Pomagali rodzinom niepełnym, z problemami opiekuńczo-wychowawczymi lub tym, w których występują uzależnienia. Jesteśmy bardzo zadowoleni z ich pracy. Niektórzy utrzymują kontakty ze "swoimi" rodzinami nawet po zakończeniu umowy.
W Olsztynie pracę zaczęło 10 asystentów. Choć swoje obowiązki będą wykonywać tylko przez trzy miesiące i obejmą one ledwie 25 godzin, już widać pierwsze efekty ich działań. - Pracownicy socjalni z MOPS-u są obładowani obowiązkami i nie mają na wszystko czasu, a my możemy wejść do rodziny i bliżej poznać jej problemy - mówi Ewelina Piórkowska-Głąb, jedna z asystentek.
Inna z asystentek, Anna Bugaj, opowiada, podopiecznemu musiała pomóc wyrobić dowód osobisty, bo nie wiedział, jak to zrobić. Innego podopiecznego przekonała do wizyty u lekarza. - Pomagałam nawet przy sprzątaniu i gotowaniu. Bo nie jest problemem przyrządzić zwykły posiłek. Sztuką jest zrobić zdrowy posiłek, mając niemal pustą lodówkę - podkreśla. - Nasza praca to przede wszystkim zachęcanie. Dla tych osób to bardzo ważne, nawet gdy chodzi o czynności drobne i mało znaczące.
Z asystentki zadowolona jest Joanna, samotna matka. Dzięki jej pomocy znowu zaczęła wierzyć w siebie, myśleć o dalszej edukacji oraz przestała przejmować się tym, co mówią o niej inni. - Na początku broniłam się przed pomocą, ale potem zobaczyłam, ile ona mi daje. Dzięki niej nie mam już obaw i z nadzieją patrzę w przyszłość - chwali swoją asystentkę Dorotę Gołębiewską-Szeląg.
Marzena, którą opiekuje się Anna Bugaj, dodaje: - Żałuję tylko, że tych godzin jest tak mało, bo bardzo się zaprzyjaźniłyśmy. Nawet mój synek krzyczy ciągle "Ania, Ania".
W regionie też asystenci byli lub są, jednak nie na taką skalę, jak to będzie od 2012 r. Ośrodki pomocy społecznej korzystały z ich pomocy dzięki pieniądzom z funduszy unijnych. Tak było w Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej w Lubawie, gdzie dziewięciu asystentów przydzielono do 36 rodzin. - Na początku prawie wszyscy obawiali się kontaktu z asystentem, bo to jednak bardzo mocna ingerencja w ich prywatne życie - podkreśla Brygida Jęczewska-Koziorzemska z tamtejszego ośrodka. - Dziś możemy jednak stwierdzić, że asystenci się sprawdzili. Pomagali rodzinom niepełnym, z problemami opiekuńczo-wychowawczymi lub tym, w których występują uzależnienia. Jesteśmy bardzo zadowoleni z ich pracy. Niektórzy utrzymują kontakty ze "swoimi" rodzinami nawet po zakończeniu umowy.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




