Manifa i kontrmanifa. Dwa pochody w centrum miasta
06.03.2011
, aktualizacja: 06.03.2011 20:09
Dwie demonstracje - jedna w obronie praw kobiet, druga życia poczętego - spotkały się pod olsztyńskim ratuszem. Do rękoczynów nie doszło, skończyło się na pojedynku na hasła
ZOBACZ TAKŻE
- Stolica regionu w statystyce: Olsztyn miastem kobiet (07-03-11, 18:52)
- Olsztyńska Manifa tańczyła, śpiewała. A przeciwnicy? (11-03-12, 18:01)
- Młodzi z Olsztyna przeciw ACTA. Razem lewica i prawica (26-01-12, 20:20)
- W środę strajk olsztyńskich internautów przeciw ACTA (24-01-12, 07:00)
- Debata feministek z konserwatystami już w czwartek (22-03-11, 17:20)
- Manifa przejdzie przez miasto. "W obronie praw kobiet" (04-03-11, 18:46)
- Jak zostaliśmy ukarani za walkę o równouprawnienie (23-01-11, 19:11)
- Znany pisarz przeciw dyskryminacji kobiet w MOK-u (14-01-11, 17:18)
- Pierwsza olsztyńska "Manifa". W jedności kobiet siła (07-03-10, 17:30)
To już staje się tradycją, że w niedzielę przed 8 marca na ulicach polskich miast manifestują zwolennicy równouprawnienia kobiet. 11 lat temu kolorowy pochód po raz pierwszy przeszedł przez Warszawę.
W zeszłym roku Manifa odbyła się też w Olsztynie. Także w tym roku koalicja kilku organizacji zorganizowała marsz pod hasłem "Dość wyzysku! Wymawiamy służbę". Okazało się, że nie oni jedyni. Dzień wcześniej niż organizatorzy Manify z prośbą o zgodę na przemarsz zgłosiła się do ratusza grupa, która określiła się jako obrońcy praw nienarodzonych. Miasto zgodziło się więc, by w jednym terminie i miejscu odbyły się dwa pochody organizowane przez niezbyt przyjaźnie nastawione do siebie grupy. - Musieliśmy się na to zgodzić - tłumaczy Józef Sawiński, dyrektor wydziału zarządzania kryzysowego w ratuszu. - Ustawa mówi jednoznacznie, że manifestację trzeba trzy dni wcześniej zarejestrować, bo inaczej jest nielegalna. Ale jeśli się ten obowiązek wypełni, musimy wydać zgodę.
Ponieważ organizatorzy Manify zgłosili się jako drudzy, urzędnicy zasugerowali im, by zorganizowali swój marsz nie w południe, ale godzinę później i wybrali inną trasę. Ostatecznie terminu nie zmieniono.
W niedzielę przed godz. 12 na moście św. Jana zebrało się kilkudziesięciu zwolenników feminizmu. Zanim ruszyli, przez most św. Jana przeszła manifestacja obrońców życia. Było w niej kilkunastu ubranych na czarno młodych mężczyzn z flagami Falangi, którzy wykrzykiwali hasła "Święte życie, święta wojna", "Łapy precz od polskich dzieci" i tym podobne. Zwolennicy równouprawnienia, których było kilka razy więcej, zaprosili ich do wspólnej manifestacji. - Byli jacyś tacy smutni i nerwowi, mało barwni. Razem byłoby weselej - mówi Katarzyna Tobolska, jedna z organizatorek olsztyńskiej Manify. Jej uczestnicy, wśród których były i kobiety, i mężczyźni, a nawet całe rodziny z dziećmi, poszli pod ratusz przy dźwiękach bębnów, skandując hasła równouprawnienia kobiet i mężczyzn. Wołali "Olsztyn jest kobietą" i "Równa praca, równa płaca".
Obie demonstracje spotkały się ponownie pod Urzędem Miasta. Manifestacja dla życia stała na chodniku koło "Okrąglaka", obrońcy praw kobiet na placu przed ratuszem, dzieliła ich ulica, kordon funkcjonariuszy i policyjne busy. - Oglądaliśmy, jak takie marsze wyglądają w Warszawie - opowiada Józef Sawiński. - Tam trochę się poszarpali. U nas, jak wynika z oceny policji i straży miejskiej, nie było niebezpieczeństwa zadym, ale i tak na wszelki wypadek wszystko mieliśmy przygotowane.
Do rękoczynów rzeczywiście nie doszło, ale obie grupy podjęły walkę na hasła. Z jednej strony ulicy dobiegało skandowanie "Wolność, równość, siostrzeństwo", z drugiej "Bóg, honor, ojczyzna". Ludzie z Manify skandowali w obronie praw lesbijek, a Falanga próbowała ich przekrzyczeć, wołając "Feministki to faszystki". Po kilkudziesięciu minutach obie grupy się rozeszły.
Pochód ulicami miasta to dopiero początek olsztyńskiej Manify. Do środy obywać będą się spotkania, dyskusje, spektakle i projekcje pod wspólnym hasłem równych praw dla kobiet. Szczegółowy program imprez na s. 5.
W zeszłym roku Manifa odbyła się też w Olsztynie. Także w tym roku koalicja kilku organizacji zorganizowała marsz pod hasłem "Dość wyzysku! Wymawiamy służbę". Okazało się, że nie oni jedyni. Dzień wcześniej niż organizatorzy Manify z prośbą o zgodę na przemarsz zgłosiła się do ratusza grupa, która określiła się jako obrońcy praw nienarodzonych. Miasto zgodziło się więc, by w jednym terminie i miejscu odbyły się dwa pochody organizowane przez niezbyt przyjaźnie nastawione do siebie grupy. - Musieliśmy się na to zgodzić - tłumaczy Józef Sawiński, dyrektor wydziału zarządzania kryzysowego w ratuszu. - Ustawa mówi jednoznacznie, że manifestację trzeba trzy dni wcześniej zarejestrować, bo inaczej jest nielegalna. Ale jeśli się ten obowiązek wypełni, musimy wydać zgodę.
Ponieważ organizatorzy Manify zgłosili się jako drudzy, urzędnicy zasugerowali im, by zorganizowali swój marsz nie w południe, ale godzinę później i wybrali inną trasę. Ostatecznie terminu nie zmieniono.
W niedzielę przed godz. 12 na moście św. Jana zebrało się kilkudziesięciu zwolenników feminizmu. Zanim ruszyli, przez most św. Jana przeszła manifestacja obrońców życia. Było w niej kilkunastu ubranych na czarno młodych mężczyzn z flagami Falangi, którzy wykrzykiwali hasła "Święte życie, święta wojna", "Łapy precz od polskich dzieci" i tym podobne. Zwolennicy równouprawnienia, których było kilka razy więcej, zaprosili ich do wspólnej manifestacji. - Byli jacyś tacy smutni i nerwowi, mało barwni. Razem byłoby weselej - mówi Katarzyna Tobolska, jedna z organizatorek olsztyńskiej Manify. Jej uczestnicy, wśród których były i kobiety, i mężczyźni, a nawet całe rodziny z dziećmi, poszli pod ratusz przy dźwiękach bębnów, skandując hasła równouprawnienia kobiet i mężczyzn. Wołali "Olsztyn jest kobietą" i "Równa praca, równa płaca".
Obie demonstracje spotkały się ponownie pod Urzędem Miasta. Manifestacja dla życia stała na chodniku koło "Okrąglaka", obrońcy praw kobiet na placu przed ratuszem, dzieliła ich ulica, kordon funkcjonariuszy i policyjne busy. - Oglądaliśmy, jak takie marsze wyglądają w Warszawie - opowiada Józef Sawiński. - Tam trochę się poszarpali. U nas, jak wynika z oceny policji i straży miejskiej, nie było niebezpieczeństwa zadym, ale i tak na wszelki wypadek wszystko mieliśmy przygotowane.
Do rękoczynów rzeczywiście nie doszło, ale obie grupy podjęły walkę na hasła. Z jednej strony ulicy dobiegało skandowanie "Wolność, równość, siostrzeństwo", z drugiej "Bóg, honor, ojczyzna". Ludzie z Manify skandowali w obronie praw lesbijek, a Falanga próbowała ich przekrzyczeć, wołając "Feministki to faszystki". Po kilkudziesięciu minutach obie grupy się rozeszły.
Pochód ulicami miasta to dopiero początek olsztyńskiej Manify. Do środy obywać będą się spotkania, dyskusje, spektakle i projekcje pod wspólnym hasłem równych praw dla kobiet. Szczegółowy program imprez na s. 5.
- 47 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Manifa i kontrmanifa. Dwa pochody w centrum miasta
mike.recz
06.03.11, 17:09
I fajnie, wyszli sobie na świeże powietrze żeby sadełko się nie zawiązywało, dziennikarzmiał pracę...a w gruncie rzeczy oba środowiska uzupełniają się nawzajem i żyją w specyficznej »
-
Ale przecież
kasiunte
07.03.11, 11:55
jak najbardziej kobiety różnią się od mężczyzn ;) ale to, że jesteśmy różni od siebie, nie zmienia faktu, że jesteśmy RÓWNI i równo powinniśmy być traktowani. Równość szans, równość praw i »
Najczęściej czytane24 htydzień



