Na pomoc ginącemu jeziorku. Akcja miłośników Warmii

Magdalena Spiczak-Brzezińska
03.03.2011 , aktualizacja: 03.03.2011 19:13
A A A Drukuj
Można ratować wieloryby w Pacyfiku, foki w Kanadzie albo lasy tropikalne w Amazonii. A kobiety ze stowarzyszenia Dakini postanowiły uratować umierające jezioro koło wsi Pupki niedaleko Jonkowa

Fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta
ZOBACZ TAKŻE
Mieszkają w różnych częściach Polski - w Warszawie, Cieszynie, Olsztynie - ale od 11 lat spotykają się na Warmii. Kochają jej niepowtarzalny krajobraz i przyrodę. Szczególnie miejsce w ich sercach zajęło malownicze, leśne jezioro koło Pupek. Przed wojną nazywało się Stobbienk. Teraz nie ma swojej nazwy.

Niestety pięć lat temu zaczęło się z nim dziać coś niedobrego. - Zaczęło bardzo zarastać trzciną, woda staje się coraz mętniejsza, a jej poziom z każdym rokiem obniża się - opowiada Monika Jóźwiak, wiceprezes Stowarzyszenia Kobiet Dakini. - Nawet laik zauważy, że to nie jest naturalny proces. Niepokoiłyśmy się, więc postanowiłyśmy dowiedzieć się, co się dzieje, jaka jest przyczyna tego procesu i czy można coś na to poradzić.

Kobiety postanowiły, że spróbują uratować jezioro. Tak jak inni ratują tygrysy, pandy czy amazońskie lasy, one zdecydowały, że zaopiekują się leśnym oczkiem na Warmii. - W końcu mieszkamy w Polsce, do Pupek mamy niedaleko i możemy o nie zadbać - tłumaczy Jóźwiak.

Pomocy postanowiły poszukać na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. Przecież pracują tam specjaliści zajmujący się ochroną środowiska i oni będą potrafili określić przyczynę procesów zachodzących w jeziorku. Badania zdecydował się przeprowadzić dr inż. Michał Łopata, adiunkt z katedry inżynierii ochrony środowiska. Zaczął w listopadzie. - Może dla ludzi jeziorko to nie pełni żadnej ważnej roli, ale istnienie takich miejsc jest bardzo ważne dla przyrody - przekonuje naukowiec. - To oddzielny ekosystem, w którym mogą żyć cenne gatunki roślin i zwierząt. Ale każde z takich niewielkich jeziorek jest odpowiedzialne za przechwytywanie zanieczyszczeń z obszaru, na którym się znajduje. Jeżeli jakieś duże jezioro jest otoczone takimi mniejszymi zbiornikami, to pełnią one rolę buforową. Można powiedzieć, że to pułapki na zanieczyszczenia. Oczywiście nie sposób nie wspomnieć o walorach estetycznych i rekreacyjnych. Można przecież nad nim w spokoju odpocząć od tłumu, skorzystać z uroków przyrody.

Naukowcy zyskają na tym przedsięwzięciu podwójnie, bo obserwacje jeziorka będą dla nich cennym materiałem naukowym. Michał Łopata mówi, że brakuje opracowań na temat ratowania podobnych jezior, a nie jest to proste w przypadku tak małych akwenów. - Można je porównać do staruszków. Trzeba się liczyć, że z czasem będą zarastać, aż stopniowo zmienią się w torfowiska. Jeśli dzieje się to powoli, praktycznie niezauważalnie w ciągu długiego życia człowieka, to nie ma w tym nic złego. Gorzej jeśli przyczynia się do tego człowiek i proces następuje bardzo szybko - dodaje naukowiec.

Żeby sfinansować te prace - ich koszt to ok. 15 tys. zł - kobiety z Dakini zorganizowały w grudniu kiermasz świąteczny w jednej z warszawskich kawiarń, koncert w olsztyńskim klubie Pozytywka, zamieściły też apel o wsparcie na swojej stronie internetowej.

Pierwsze wnioski z badań będzie można wyciągnąć dopiero po roku, czyli pod koniec 2011 roku. Ale już można stawiać hipotezy. Prawdopodobnie stan jeziorka się pogarsza, bo w coraz gorszym stanie jest także woda w sąsiednim większym Jeziorze Łomskim, a oba akweny są połączone niewielkim strumykiem. Dopóki wypływająca z Łomskiego woda była czysta, w dobrej kondycji było też małe jeziorko. Gdy stała się bardziej zanieczyszczona, zaczęło zarastać i się kurczyć. Być może zaszkodziły mu też prace melioracyjne prowadzone w okolicy przed laty.

Gdyby te przypuszczenia się potwierdziły, sposobem na ratowanie jeziorka byłoby oczyszczenie Jeziora Łomskiego, ale to zadanie trudne i na lata. Można by też oczyszczać wodę w strudze lub w samym jeziorku. Odpowiednią metodę zaproponują naukowcy za kilka miesięcy. - To badania ważne dla nauki. Może na przykładzie Pupek uda się wypracować metodę, jak małe jeziora chronić przed szybkim umieraniem - dodaje Michał Łopata.

Na razie kobiety działające w Dakini będą się starały przekonać mieszkańców Pupek, by także zaangażowali się w ratowanie akwenu. W sobotę o godz. 19.30 podczas imprezy "Ostatki, zapusty" zorganizowanej przez Teatr Węgajty w świetlicy wiejskiej w tej wiosce opowiedzą o akcji na rzecz uratowania pupczańskiego jeziora. - Zależy nam na wspólnym działaniu, bo to cenne miejsce dla nas wszystkich - mówi Monika Jóźwiak.

Podziel się

  • 5 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

  • Na pomoc ginącemu jeziorku. Akcja miłośników Wa... st.czachorowski 03.03.11, 20:24

    Przedsięwzięcie warte wsparcia. "Leczenie" ekosystemów nie jest proste... ale przecież tylko trudne rzeczy są ambitne. Jest już dużo wzrorców, z których można skorzystać. A Paniom za »