Czekali na miliony i się doczekali. NFZ płaci za życie
28.01.2011
, aktualizacja: 28.01.2011 19:22
Już nie lata, ale miesiące wystarczają szpitalom, by odzyskać z Narodowego Funduszu Zdrowia pieniądze za leczenie większej liczby pacjentów. Dyrektorzy dziwią się, że NFZ woli iść do sądu niż płacić dobrowolnie
ZOBACZ TAKŻE
- Pacjenci z Ostródy cztery godziny jadą na dializę (14-09-11, 18:47)
- Ubezpieczenie zdrowotne ważne dłużej od Nowego Roku (28-12-10, 12:16)
- Nie ma kasy dla dializowanych chorych z powikłaniami (07-05-10, 19:08)
- Szpitale musiały się zbuntować i powiedzieć "nie" NFZ (06-01-10, 16:59)
"Nadlimit" to pojęcie, które na stałe zagościło w terminologii medycznej. Określa się nim pacjentów, których szpital leczy, choć skończyły mu się pieniądze, które dostał z Narodowego Funduszu Zdrowia. Szpitale nie odsyłają chorych do domu, zwłaszcza gdy ich życie jest zagrożone, ale płacą za wszystko z własnych pieniędzy, a potem liczą, że NFZ im je zwróci. Często te nadzieje okazują się płonne. Zostaje sąd. Ale procesy ciągnęły się latami, w tym czasie długi szpitali rosły.
Tak było w przypadku Szpitala Wojewódzkiego, który jako pierwszy - w 2003 roku - poszedł do sądu z Funduszem Zdrowia. Dyrekcja placówki zażądała zapłaty za ratowanie życia nadlimitowych pacjentów na oddziale intensywnej terapii i po trzech latach odzyskała pieniądze.
W ostatnich miesiącach sprawy nabrały tempa. Szpitale nie muszą już czekać tak długo jak dawniej. Szpital Dziecięcy pół roku temu złożył w sądzie okręgowym pozew o zapłatę 2,3 mln zł za 2009 rok. - Fundusz zgodził się na zapłatę za procedury ratujące życie - opowiada Krystyna Piskorz-Ogórek - Na dwóch rozprawach ordynatorzy kilku oddziałów, w tym onkologicznych czy chirurgicznych udowadniali, że były to przypadki zagrożenia życia.
W grudniu zapadł wyrok. Sąd nakazał wypłatę 1,95 mln zł. - W styczniu ta suma była już na naszym koncie - dodaje Piskorz-Ogórek. - Nie odzyskaliśmy pieniędzy za ponadlimitowych pacjentów przyjętych przez specjalistów w poradniach i na oddziale rehabilitacyjnym. Zrezygnowaliśmy z nich, bo proces byłby znacznie dłuższy, a szpital potrzebował szybko pieniędzy na leczenie.
Znacznie więcej odzyskała poliklinika MSWiA. Szpital we wrześniu zaczął starać się o zwrot 14 mln zł za 2009 rok. Już dostał 9,5 mln zł. Janusz Chełchowski, dyrektor polikliniki wyjaśnia, że zdecydował się na drogę sądową, bo chodziło o dużo większą kwotę niż w poprzednich latach, kiedy roszczenia sięgały "zaledwie" 2-3 mln zł. - Wtedy doszło do ugody. Teraz nie było na to szans - wyjaśnia Chełchowski. - Fundusz zgodził się zapłacić za ponadlimitowe świadczenia ratujące życie naszych pacjentów. W naszym przypadku chodziło głównie o chorych przyjętych na onkologii.
Juliusz Ciejek, rzecznik prasowy sądu okręgowego w Olsztynie wyjaśnia, że przyznanie pieniędzy szpitalom to skutek uznania, że państwo ma obowiązek pokryć koszty ratowania ludzkiego życia. - Jeśli jest zagrożenie życia i zdrowia, szpitalowi nie wolno wygnać pacjenta, tłumacząc się wyczerpaniem limitu na leczenie - mówi sędzia. - Ale to też kosztuje, więc szpitalowi należą się pieniądze i NFZ ma obowiązek pokryć te wydatki, nawet jeśli nie były zakontraktowane.
Dyrektorów szpitali, z którymi rozmawialiśmy, dziwi jednak, dlaczego Fundusz nie płaci za nadlimity dobrowolnie, odmawia podpisywania wyższych kontraktów, a woli iść do sądu. - Takie są przepisy, a my się do nich stosujemy - mówi Magdalena Mil, rzeczniczka NFZ w Olsztynie. - Na taki cel jak przegrana w sądzie jest specjalna rezerwa, z której korzysta się w razie potrzeby.
Szpital Dziecięcy, jak i poliklinika już szykują się do złożenia pozwów za nadlimity w 2010 roku. Dziecięcy będzie domagał się ok. 3,5 mln zł, poliklinika 11 mln. - Przetarliśmy ścieżki, więc sprawy powinniśmy wygrać bez kłopotów - mówi Janusz Chełchowski.
Także inne szpitale chcą podać NFZ do sądu. - Staramy się o zwrot kwoty przewyższającej milion złotych - mówi Halina Sarul, dyrektorka szpitala w Mrągowie. - Sąd to droga ciernista i ciężka, ale inaczej nie można dobrać się do należnych pieniędzy.
Sławomir Ogórek, dyrektor placówki w Ostródzie i przewodniczący związku szpitali specjalistycznych w regionie zastrzega jednak, że nie wszystkim opłaca się proces sądowy. - My dostaliśmy od NFZ 700 tys. z 1,2 mln zł zaległości - mówi. - Zadowoliliśmy się tym. Decyzja zawsze należy do dyrektora konkretnej placówki.
Tak było w przypadku Szpitala Wojewódzkiego, który jako pierwszy - w 2003 roku - poszedł do sądu z Funduszem Zdrowia. Dyrekcja placówki zażądała zapłaty za ratowanie życia nadlimitowych pacjentów na oddziale intensywnej terapii i po trzech latach odzyskała pieniądze.
W ostatnich miesiącach sprawy nabrały tempa. Szpitale nie muszą już czekać tak długo jak dawniej. Szpital Dziecięcy pół roku temu złożył w sądzie okręgowym pozew o zapłatę 2,3 mln zł za 2009 rok. - Fundusz zgodził się na zapłatę za procedury ratujące życie - opowiada Krystyna Piskorz-Ogórek - Na dwóch rozprawach ordynatorzy kilku oddziałów, w tym onkologicznych czy chirurgicznych udowadniali, że były to przypadki zagrożenia życia.
W grudniu zapadł wyrok. Sąd nakazał wypłatę 1,95 mln zł. - W styczniu ta suma była już na naszym koncie - dodaje Piskorz-Ogórek. - Nie odzyskaliśmy pieniędzy za ponadlimitowych pacjentów przyjętych przez specjalistów w poradniach i na oddziale rehabilitacyjnym. Zrezygnowaliśmy z nich, bo proces byłby znacznie dłuższy, a szpital potrzebował szybko pieniędzy na leczenie.
Znacznie więcej odzyskała poliklinika MSWiA. Szpital we wrześniu zaczął starać się o zwrot 14 mln zł za 2009 rok. Już dostał 9,5 mln zł. Janusz Chełchowski, dyrektor polikliniki wyjaśnia, że zdecydował się na drogę sądową, bo chodziło o dużo większą kwotę niż w poprzednich latach, kiedy roszczenia sięgały "zaledwie" 2-3 mln zł. - Wtedy doszło do ugody. Teraz nie było na to szans - wyjaśnia Chełchowski. - Fundusz zgodził się zapłacić za ponadlimitowe świadczenia ratujące życie naszych pacjentów. W naszym przypadku chodziło głównie o chorych przyjętych na onkologii.
Juliusz Ciejek, rzecznik prasowy sądu okręgowego w Olsztynie wyjaśnia, że przyznanie pieniędzy szpitalom to skutek uznania, że państwo ma obowiązek pokryć koszty ratowania ludzkiego życia. - Jeśli jest zagrożenie życia i zdrowia, szpitalowi nie wolno wygnać pacjenta, tłumacząc się wyczerpaniem limitu na leczenie - mówi sędzia. - Ale to też kosztuje, więc szpitalowi należą się pieniądze i NFZ ma obowiązek pokryć te wydatki, nawet jeśli nie były zakontraktowane.
Dyrektorów szpitali, z którymi rozmawialiśmy, dziwi jednak, dlaczego Fundusz nie płaci za nadlimity dobrowolnie, odmawia podpisywania wyższych kontraktów, a woli iść do sądu. - Takie są przepisy, a my się do nich stosujemy - mówi Magdalena Mil, rzeczniczka NFZ w Olsztynie. - Na taki cel jak przegrana w sądzie jest specjalna rezerwa, z której korzysta się w razie potrzeby.
Szpital Dziecięcy, jak i poliklinika już szykują się do złożenia pozwów za nadlimity w 2010 roku. Dziecięcy będzie domagał się ok. 3,5 mln zł, poliklinika 11 mln. - Przetarliśmy ścieżki, więc sprawy powinniśmy wygrać bez kłopotów - mówi Janusz Chełchowski.
Także inne szpitale chcą podać NFZ do sądu. - Staramy się o zwrot kwoty przewyższającej milion złotych - mówi Halina Sarul, dyrektorka szpitala w Mrągowie. - Sąd to droga ciernista i ciężka, ale inaczej nie można dobrać się do należnych pieniędzy.
Sławomir Ogórek, dyrektor placówki w Ostródzie i przewodniczący związku szpitali specjalistycznych w regionie zastrzega jednak, że nie wszystkim opłaca się proces sądowy. - My dostaliśmy od NFZ 700 tys. z 1,2 mln zł zaległości - mówi. - Zadowoliliśmy się tym. Decyzja zawsze należy do dyrektora konkretnej placówki.
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień




