Wójcie, zapłać miastu za swoich przedszkolaków

Marta Bełza
06.09.2010 , aktualizacja: 06.09.2010 18:00
A A A Drukuj
Ratusz chce zmusić okoliczne gminy do zwrotu pieniędzy za dzieci, które chodzą do miejskich przedszkoli, ale nie są zameldowane w Olsztynie. - Nie wykluczamy skierowania sprawy do sądu - mówią urzędnicy
Czy wszyscy przedszkolacy w Olsztynie mogą spać spokojnie?
Fot. Tomasz Waszczuk / Agencja G
Czy wszyscy przedszkolacy w Olsztynie mogą spać spokojnie?
Pracownicy magistratu alarmują, że pieniądze na oświatę zapisane w budżecie miasta to aż 48,5 proc. bieżących wydatków Olsztyna. To powoduje, że mamy jeden z najdroższych systemów szkolnictwa w kraju. Większość środków jest przeznaczana na płace, a tylko 19 proc. na remonty czy zakupy szkolnych pomocy. Dlatego urzędnicy nie chcą jeszcze dopłacać do edukacji dzieci z sąsiednich gmin, które chodzą do publicznych i niepublicznych olsztyńskich przedszkoli. Chociaż nie są tu zameldowane, do ich nauki dopłaca miasto, przekazując placówkom dotacje na każdego podopiecznego. Ratusz stara się więc odzyskać pieniądze od samorządów, na których terenie maluchy mieszkają na co dzień.

Z ustaleń urzędników wynika, że ok. 70 proc. gmin dokonuje zwrotu środków terminowo. Miasto odzyskało w ten sposób już ponad 990 tys. zł. Jednak nie wszyscy wójtowie chcą płacić od razu. - Wysłaliśmy pisma do kilkunastu gmin - mówi wiceprezydent Jerzy Szmit. - Większość zrozumiała nasze racje i zaczęła spłacać nam należności, które ponieśliśmy z tytułu dotacji. Gmina Purda, która była nam winna znaczna kwotę, poprosiła o umożliwienie spłacania zaległości w ratach. Zgodziliśmy się na to.

Do tej pory pieniędzy nie zwróciły Świątki, Jonkowo i Gietrzwałd. - Jeżeli chodzi o Światki, to są naprawdę symboliczne opłaty - informuje Hanna Kowalska, dyrektor ratuszowego wydziału edukacji. - Poza tym ta gmina płaci nam wszystkie należności za 2010 rok. W przypadku pozostałych gmin są to znaczne kwoty. Za poprzedni rok zalegały Olsztynowi ponad 280 tys. zł.

Hanna Kowalska dodaje, że pozew do sądu będzie rozwiązaniem ostatecznym. Olsztyńscy urzędnicy wciąż mają nadzieję, że uda się załatwić sprawę polubownie i podmiejskie samorządy będą chciały się dogadać. - Gminy muszą wiedzieć, że zapłata tych pieniędzy jest nieuchronna - wyjaśnia. - Sprawa w sądzie może być dla nich o tyle korzystna, że wszystko się przeciągnie i zaoszczędzą na czasie. Jednak sąd może nakazać im spłacić również odsetki.

Zbigniew Marek Małkowski, wójt gminy Gietrzwałd, zapewnia, że zwróci miastu należne pieniądze. - Będziemy spłacać należności etapami, już rozmawiałem z prezydentem o rozłożeniu ich na raty - opowiada. - To prawie 300 tys. zł. Jednak to dla mnie jakiś bubel prawny i głupota. Samorządy się kłócą, a posłowie nie potrafią przygotować jakiś rozsądnych rozwiązań. Mam u siebie trzy przedszkola, ale mieszkańcy, którzy pracują w Olsztynie, wolą, żeby ich dzieci chodziły do tamtejszych placówek. Tak jest im wygodniej i nie ma co się dziwić. Ale ja tracę z tego powodu subwencje.

Wójt dodaje, że taka sytuacja dotyczy nie tylko przedszkoli, ale również szkoły podstawowej i gimnazjum. - Około 150 dzieci odchodzi do Olsztyna - tłumaczy Małkowski. - Mój wnuk chodzi do szóstej klasy w Gietrzwałdzie. W jego klasie jest tylko 12 uczniów, w mieście klasy liczą ponad 20 osób. Ale rówieśnicy mojego wnuka są w szkole w Olsztynie. To dla gminy strata kolejnych dotacji, a jednocześnie absurd, którego nikt na szczeblu centralnym nie próbuje rozwiązać.

Podziel się

  • 8 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

  • Wójcie, zapłać miastu za swoich przedszkolaków bartlomiej.jasinski 07.09.10, 14:42

    Rzecz się ma podobnie jak z dofinansowaniem do połączeń MPK z ościennymi gminami. Miasto dokłada zarówno do przedszkoli jak i MPK, de facto do osób niezameldowanych w Olsztynie, co oznacza, »