Komentarz Tomasza Kursa: Polityczna choroba kuratorium
03.09.2010
, aktualizacja: 03.09.2010 18:14
Sprawa podejrzeń o mobbing w kuratorium oświaty w Olsztynie rzuciła światło na patologie w pracy urzędów obsadzanych według klucza partyjnego. Przypomnijmy. W piątek napisaliśmy, że ze stanowiska wicekuratora odeszła Jadwiga Bogdaniuk. Przy okazji składania rezygnacji poskarżyła się na swoją przełożoną, kurator Małgorzatę Bogdanowicz-Bartnikowską, która miała ją upokarzać przy współpracownikach. Wojewoda uznał, że może chodzić o mobbing, i powiadomił prokuraturę oraz Ministerstwo Edukacji.
ZOBACZ TAKŻE
- To może być mobbing. Konflikt na szczytach oświaty (02-09-10, 19:34)
- Konkurs na kuratora oświaty czy formalność? (02-09-08, 20:17)
Stanowisko kuratora - tak samo jak inne w administracji rządowej - przypada kandydatowi popieranemu przez partię, która jest przy władzy. Kolejne ekipy rządzące - od SLD, przez AWS, PiS po PO - wymiatały obcych kuratorów i zastępowały swoimi. Dwa lata temu, gdy po wyborach znów przyszedł czas na zmianę w kuratorium, pisaliśmy na długo przed wyborem nowego kuratora, że jest jasne, kto tę funkcję obejmie. I wszystko się sprawdziło. Została nim kandydatka kojarzona z Platformą Obywatelską. Jej zastępczyni była uważana za człowieka PSL.
Z ludźmi, którzy mają za sobą partyjne "plecy", współpracuje się na zupełnie innych zasadach. Przestaje więc dziwić na pozór absurdalna sytuacja, której staliśmy się świadkami przy okazji konfliktu w olsztyńskim kuratorium. Bezpośredni zwierzchnik kurator oświaty, czyli wojewoda - człowiek PSL-u - nie ma zupełnie wpływu na jej działania, a ta najwyraźniej ignoruje jego uwagi. Przyznał to sam wojewoda w rozmowie z "Gazetą": "Podjąłem się próby zażegnania konfliktu. Kilkanaście razy rozmawiałem z panią kurator o jej zachowaniu. Nie przyniosło to rezultatu". Przedstawiciel rządu w regionie jest bezradny, a jedyne, co może, to stwierdzić, że "jest zażenowany tym, co się dzieje w kuratorium". Takie są skutki partyjnych układów. Nie liczy się, kto jak pracuje, ale kto przez kogo i jak mocno jest popierany.
W rozpolitykowanych urzędach rozgrywki odbywają się w większym stopniu na poziomie personalnym niż profesjonalnym. Niestety, to wszystko widzą urzędnicy niższej rangi i zwykli ludzie. W takich warunkach spada autorytet nie tylko upolitycznionej instytucji, ale państwa w ogóle. Winni temu są politycy.
Z ludźmi, którzy mają za sobą partyjne "plecy", współpracuje się na zupełnie innych zasadach. Przestaje więc dziwić na pozór absurdalna sytuacja, której staliśmy się świadkami przy okazji konfliktu w olsztyńskim kuratorium. Bezpośredni zwierzchnik kurator oświaty, czyli wojewoda - człowiek PSL-u - nie ma zupełnie wpływu na jej działania, a ta najwyraźniej ignoruje jego uwagi. Przyznał to sam wojewoda w rozmowie z "Gazetą": "Podjąłem się próby zażegnania konfliktu. Kilkanaście razy rozmawiałem z panią kurator o jej zachowaniu. Nie przyniosło to rezultatu". Przedstawiciel rządu w regionie jest bezradny, a jedyne, co może, to stwierdzić, że "jest zażenowany tym, co się dzieje w kuratorium". Takie są skutki partyjnych układów. Nie liczy się, kto jak pracuje, ale kto przez kogo i jak mocno jest popierany.
W rozpolitykowanych urzędach rozgrywki odbywają się w większym stopniu na poziomie personalnym niż profesjonalnym. Niestety, to wszystko widzą urzędnicy niższej rangi i zwykli ludzie. W takich warunkach spada autorytet nie tylko upolitycznionej instytucji, ale państwa w ogóle. Winni temu są politycy.
- 14 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Stomil Olsztyn kiedyś i dziś. Co się zmieniło?
- Czytelniczka: dlaczego rano zamknięto ulice?
- Buspasy zablokowały główne ulice miasta
- Mieszkańcy Pieczewa mieli dość pijackiej ...
- Policjanci oskarżyli swoją przełożoną o ...
- Budują buspasy. Kierowcy od rana stanęli ...
- Przez buspasy pieszych też czekają niezłe ...


