Nie ma za co odnowić miejskich budynków, więc niszczeją
26.08.2010
, aktualizacja: 26.08.2010 16:17
Remontów wymaga większość mieszkań komunalnych. Ratuszowi brakuje na to pieniędzy, podobnie jak na budowę ponad 900 lokali m.in. dla eksmitowanych. Nie ma też pomysłu na niszczejące lokale użytkowe
ZOBACZ TAKŻE
- Inwestycja w koszarach kawalerii. Co na to mieszkańcy? (07-06-10, 20:07)
- Zabiorę młodych z piekła przy ul. Niepodległości (14-03-10, 18:21)
- Stróż z samotniaka wytropi i przepędzi pijaka (15-05-09, 20:07)
- Wyrzucą awanturujących się z samotniaków (13-02-09, 19:32)
Z informacją o stanie zasobu mieszkaniowego należącego do gminy zapoznali się radni z komisji gospodarki komunalnej. Miasto posiada blisko 6 tys. lokali w około 900 budynkach. Jednak ich stan techniczny, a co za tym idzie komfort życia lokatorów, pozostawia wiele do życzenia. Jest to związane z wiekiem nieruchomości, bowiem trzy czwarte zostało wybudowanych przed II wojną światową, a wśród nich dominują kamienice powstałe jeszcze wcześniej, bo przed 1918 rokiem.
- Przy dochodzeniu do założonych standardów budynków i lokali komunalnych, według wstępnych ocen, około 70 proc. naszych zasobów mieszkaniowych wymaga remontów - przyznają urzędnicy w raporcie.
Ostatnie lata pokazują, że raczej niewiele się zmieniło. W ciągu minionej dekady gmina wybudowała zaledwie kilkanaście budynków z niespełna pół tysiącem lokali. To tylko w niewielkiej części poprawiło sytuację osób starających się o przydział choć niewielkiego lokum, bo roczne zapotrzebowanie przekracza liczbę mieszkań, które miasto wybudowało przez ostatnie 10 lat.
- Większość osób starających się o przydział jest naprawdę w trudnej sytuacji - przyznaje Łukasz Łukaszewski, przewodniczący komisji gospodarki komunalnej rady miasta, który też opiniuje składane wnioski. - W wielu przypadkach mamy do czynienia z ludzkimi tragediami. Jednak z braku wolnych lokali trudno natychmiast im pomóc.
Dochodzą też rodziny z wyrokami eksmisji, którym gmina zgodnie z orzeczonym wyrokiem sądowym ma obowiązek zapewnić lokal zastępczy. Co roku takich przypadków jest co najmniej setka. Wobec niemożliwości wyprowadzenia takich rodzin z zajmowanych mieszkań ich właściciele występują do gminy o wypłatę odszkodowania. Jak na razie miasto zażegnało widmo takich wypłat, dogadując się ze spółdzielniami mieszkaniowymi. Jednak nie ze wszystkim administratorami udaje się porozumieć. Od dochodzenia odszkodowań nie odstąpiła Wojskowa Agencja Mieszkaniowa, Polskie Koleje Państwowe i osoby prywatne.
Jednym z rozwiązań braku lokali zastępczych powinno być odzyskiwanie lokali. Jednak liczba takich mieszkań z roku na rok maleje, bo coraz więcej najemców decyduje się na ich wykup. A te, które się uda odzyskać, wymagają przeprowadzenia kosztownych remontów. - Otrzymałam przydział na mieszkanie w "samotniaku" przy ul. Niepodległości. Jednak po tygodniu zrezygnowałam, bo nie dało się tam żyć. Warunki były katastrofalne - mówi młoda kobieta, która mieszka ze swoim dzieckiem u rodziców.
Władze miasta deklarują, że z roku na rok sytuacja będzie się polepszała. W przyszłym roku na budowę lokali komunalnych i socjalnych ma zostać przeznaczony 1 mln zł. W następnych latach tych pieniędzy ma być zdecydowanie więcej, bo nakłady mają być na poziomie kilkunastu milionów złotych.
- Alternatywą dla budowy nowych lokali jest pomysł wykupywania mieszkań w blokach wystawionych przez syndyka na licytację. To szansa na pozyskanie mieszkań za niewielkie pieniądze. Ma to również pozytywną stronę, bo nie izolujemy w ten sposób mieszkańców w socjalnych gettach - mówi radny Łukaszewski.
Gmina ma problem nie tylko z lokalami mieszkaniowymi, ale również z użytkowymi. Zamiast zarabiać na ich wynajmie, blisko 6 tys. metrów kwadratowych to pustostany. Tak jest głównie w rejonie ul. Dąbrowskiego i Gietkowskiej.
- Kłopoty z ich wynajęciem związane są z położeniem takich pomieszczeń. Wiele z nich znajduje się nie na parterze, gdzie można byłoby urządzić sobie magazyn, ale np. na I piętrze, gdzie strop jest tak słaby, że nie wytrzyma nacisku nawet mebli - mówi Zbigniew Karpowicz, dyrektor Zakładu Lokali i Budynków Komunalnych.
grzegorz.szydlowski@olsztyn.agora.pl
- Przy dochodzeniu do założonych standardów budynków i lokali komunalnych, według wstępnych ocen, około 70 proc. naszych zasobów mieszkaniowych wymaga remontów - przyznają urzędnicy w raporcie.
Ostatnie lata pokazują, że raczej niewiele się zmieniło. W ciągu minionej dekady gmina wybudowała zaledwie kilkanaście budynków z niespełna pół tysiącem lokali. To tylko w niewielkiej części poprawiło sytuację osób starających się o przydział choć niewielkiego lokum, bo roczne zapotrzebowanie przekracza liczbę mieszkań, które miasto wybudowało przez ostatnie 10 lat.
- Większość osób starających się o przydział jest naprawdę w trudnej sytuacji - przyznaje Łukasz Łukaszewski, przewodniczący komisji gospodarki komunalnej rady miasta, który też opiniuje składane wnioski. - W wielu przypadkach mamy do czynienia z ludzkimi tragediami. Jednak z braku wolnych lokali trudno natychmiast im pomóc.
Dochodzą też rodziny z wyrokami eksmisji, którym gmina zgodnie z orzeczonym wyrokiem sądowym ma obowiązek zapewnić lokal zastępczy. Co roku takich przypadków jest co najmniej setka. Wobec niemożliwości wyprowadzenia takich rodzin z zajmowanych mieszkań ich właściciele występują do gminy o wypłatę odszkodowania. Jak na razie miasto zażegnało widmo takich wypłat, dogadując się ze spółdzielniami mieszkaniowymi. Jednak nie ze wszystkim administratorami udaje się porozumieć. Od dochodzenia odszkodowań nie odstąpiła Wojskowa Agencja Mieszkaniowa, Polskie Koleje Państwowe i osoby prywatne.
Jednym z rozwiązań braku lokali zastępczych powinno być odzyskiwanie lokali. Jednak liczba takich mieszkań z roku na rok maleje, bo coraz więcej najemców decyduje się na ich wykup. A te, które się uda odzyskać, wymagają przeprowadzenia kosztownych remontów. - Otrzymałam przydział na mieszkanie w "samotniaku" przy ul. Niepodległości. Jednak po tygodniu zrezygnowałam, bo nie dało się tam żyć. Warunki były katastrofalne - mówi młoda kobieta, która mieszka ze swoim dzieckiem u rodziców.
Władze miasta deklarują, że z roku na rok sytuacja będzie się polepszała. W przyszłym roku na budowę lokali komunalnych i socjalnych ma zostać przeznaczony 1 mln zł. W następnych latach tych pieniędzy ma być zdecydowanie więcej, bo nakłady mają być na poziomie kilkunastu milionów złotych.
- Alternatywą dla budowy nowych lokali jest pomysł wykupywania mieszkań w blokach wystawionych przez syndyka na licytację. To szansa na pozyskanie mieszkań za niewielkie pieniądze. Ma to również pozytywną stronę, bo nie izolujemy w ten sposób mieszkańców w socjalnych gettach - mówi radny Łukaszewski.
Gmina ma problem nie tylko z lokalami mieszkaniowymi, ale również z użytkowymi. Zamiast zarabiać na ich wynajmie, blisko 6 tys. metrów kwadratowych to pustostany. Tak jest głównie w rejonie ul. Dąbrowskiego i Gietkowskiej.
- Kłopoty z ich wynajęciem związane są z położeniem takich pomieszczeń. Wiele z nich znajduje się nie na parterze, gdzie można byłoby urządzić sobie magazyn, ale np. na I piętrze, gdzie strop jest tak słaby, że nie wytrzyma nacisku nawet mebli - mówi Zbigniew Karpowicz, dyrektor Zakładu Lokali i Budynków Komunalnych.
grzegorz.szydlowski@olsztyn.agora.pl
- 12 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




