W olsztyńskich autobusach gapowicze biją kontrolerów

Marcin Wojciechowski
29.07.2010 , aktualizacja: 29.07.2010 16:36
A A A Drukuj
O tym, że sprawdzanie biletów może być niebezpieczne, przekonał się pracownik firmy, która łapie gapowiczów w olsztyńskich autobusach. Pobił go pijany pasażer. - Takich aktów agresji jest bardzo dużo - mówią "kanarzy"
Sprawdzaniem biletów w olsztyńskich miejskich autobusach zajmuje się 20 osób. Każdego dnia przeprowadzają kilkadziesiąt kontroli. Efekty ich pracy? Miesięcznie łapią od 2 do 2,5 tys. gapowiczów. Nie zawsze kończy się na wypisaniu mandatu.

Tak było w środę o godz. 21.30. Dwaj kontrolerzy sprawdzali bilety pasażerów podróżujących autobusem linii nr 20 w kierunku Jarot. Groźnie zrobiło się, gdy podeszli do dwóch młodych mężczyzn. Obaj oznajmili, że nie mają biletów. Ale zamiast przyjąć mandat za jazdę na gapę, zaczęli się awanturować. Według policji jeden z nich - 25-letni Daniel K. - uderzył kontrolera najpierw w twarz, a potem w brzuch. Z kolei jego kolega Adam Ł. miał próbować pobić drugiego.

Młodzi mężczyźni chcieli wysiąść na przystanku przy ul. Krasickiego, naprzeciwko hipermarketu Carrefour. Kontrolerzy nie wypuścić ich jednak z autobusu i wezwali policję. - Obaj mężczyźni byli pijani. K. miał ponad 2 promile alkoholu w organizmie, a jego rówieśnik Ł. - ponad 1 promil - opowiada Dawid Stefański z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie. - Noc spędzili w policyjnym areszcie. Danielowi K. za pobicie grozi kara do trzech lat więzienia.

Funkcjonariusze przyznają, że nie prowadzą statystyk dotyczących ataków na kontrolerów w miejskich autobusów. - Jednak na pewno nie zdarza się to zbyt często - zapewnia Stefański.

Inne zdanie na ten temat mają kierowcy MPK. - Z czymś podobnym ostatnio zetknąłem się w maju, podczas Kortowiady - opowiada jeden z nich. - Był ranek. Do autobusu wsiadł podpity młody człowiek. Gdy kontrolerzy poprosili go o bilet, zaczął ich wyzywać, groził im. Do rękoczynów na szczęście nie doszło, bo na przystanek szybko podjechał radiowóz.

O pracy kontrolerów porozmawialiśmy również z Joanną Kopacz, dyrektor ds. kontroli w firmie Weksel, którą olsztyński przewoźnik wynajął do sprawdzania pasażerów. - Nasi pracownicy na przystankach często obrzucani są koszami na śmieci, wypychani z autobusów, a czasem kontrola dla któregoś z nich kończy się pobytem w szpitalu - mówi. - Tak jest zarówno w Olsztynie, jak i w innych miastach. Spotykają się z taką agresją, choć tylko wykonują swoje obowiązki.

MPK zapewnia jednak, że bezpieczeństwo kontrolerów, jak i samych pasażerów poprawia się. - Dzieje się tak głównie poprzez sukcesywne montowanie w autobusach kamer monitoringu oraz przycisków antynapadowych, dzięki którym w razie konieczności kierowca może błyskawicznie połączyć się z dyspozytorem ruchu - tłumaczy Przemysław Kaperzyński, rzecznik prasowy MPK w Olsztynie.

Rzecznik przyznaje, że autobus, w którym miało dojść do pobicia kontrolera, nie był wyposażony w monitoring. Nie ukrywa też, że dla MPK nadal mocno w kość dają wandale. - Rezultatem ich niszczycielskiej działalności najczęściej są porysowane ostrymi przedmiotami siedzenia i szyby wewnątrz autobusów, a także pomalowana sprayem karoseria - tłumaczy Kaperzyński. - Zanika za to zjawisko niszczenia kasowników. Chyba dlatego, że te obecnie używane są dość masywne i wykonane z metalu, a nie jak wcześniejsze z plastiku.

MPK dodaje, że rekompensata finansowa od zakładu ubezpieczeniowego nie pokrywa wszystkich strat spowodowanych przez wandali. - W 2009 r. dokonali oni zniszczeń na kwotę 30 tys. zł. Tymczasem z tytułu ubezpieczenia autocasco za te szkody otrzymaliśmy nieco ponad 18 tys. zł - mówi Kaperzyński.

Podziel się

  • 10 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy