Naprawa "16" bez końca. Wciąż jakieś usterki
27.07.2010
, aktualizacja: 27.07.2010 17:32
Drogowcy po raz kolejny naprawiają zmodernizowaną niedawno drogę krajową nr 16 z Olsztyna do Barczewa. Kierowców na dodatek zdenerwowało prowadzenie prac w godzinach największego ruchu
ZOBACZ TAKŻE
- Na "szesnastce" najpierw budują, potem ją naprawiają (23-07-10, 18:12)
- Konsorcjum polskich i hiszpańskich firm na "16" (08-10-10, 18:41)
- Szef drogowców odpowiada: Musimy teraz remontować (24-08-10, 18:49)
- List czytelnika: Drogowcy paraliżują latem Mazury (18-08-10, 13:33)
- Minister zabiera kasę na "16" i obwodnicę Olsztyna (20-04-10, 20:27)
- Kolejny odcinek "szesnastki" jak autostrada (30-11-09, 18:00)
- Osiem firm chce modernizować krajową "siódemkę" (23-11-09, 18:19)
Nowa "szesnastka" na odcinkach z Olsztyna do Barczewa oraz z Gietrzwałdu do Naglad została oddana do użytku pod koniec 2008 r. Budowało ją konsorcjum trzech lokalnych firm - WMPD, PRIB i PUDiZ. W sumie 14 km drogi powstało za 140 mln zł. Jednak zaraz po jej ukończeniu kierowcy zaczęli narzekać, że droga - choć szersza i bezpieczniejsza - jest miejscami bardzo nierówna. Te spostrzeżenia szybko potwierdzili drogowcy z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Olsztynie. Zlecone przez nich badania pokazały wówczas, że w około 60 miejscach na całej trasie normy nierówności zostały przekroczone. Tych znaczących, powyżej 6 mm było około 20. Występowały na kilkusetmetrowych odcinkach koło Barczewa i Gietrzwałdu, a także w okolicach Wrocikowa i Kaplityn.
W sierpniu ubiegłego roku w pofałdowanych miejscach asfaltowa nawierzchnia została zdjęta i położona na nowo. Jednak nie minął nawet rok, a na "szesnastce" zostały wykryte kolejne usterki. Pisaliśmy o tym pod koniec zeszłego tygodnia. Drogowcy tłumaczyli wówczas, że w niektórych miejscach asfalt prawdopodobnie nie przetrzymał ostrej zimy i pękł wzdłuż osi jezdni, czyli na styku jej dwóch połówek. Ta informacja zbulwersowała kierowców. - Obecnie stosowane są takie technologie, że żaden mróz nie powinien zagrozić nowej nawierzchni - mówi pan Ryszard, który zadzwonił w tej sprawie do "Gazety". - Jestem ciekaw, jak długo trzeba będzie teraz czekać, żeby po usunięciu tych usterek pojawiły się następne. Żadnym pocieszeniem nie jest dla kierowców fakt, że wykonawca będzie usuwał je na własny koszt. Oczekujemy, że tak kosztowną inwestycję trzeba zrobić raz a porządnie, a nie naprawiać ją później bez końca i narażać kierowców na stanie w korkach.
Karol Głębocki, rzecznik olsztyńskiego oddziału GDDKiA zapewnia, że rozumie frustrację użytkowników dróg. - Nie dziwię się im, skoro ten fragment "szesnastki" przebudowany został zaledwie dwa lata temu, a już po raz drugi trzeba likwidować na nim usterki - mówi.
Drogowcy wyjaśniają, że nie srogi mróz jest przyczyną tzw. pęknięcia podłużnego na odcinku z Łęgajn do Wrocikowa, jak przedtem przypuszczali. - Niskie temperatury jedynie przyspieszyły wykrycie tej usterki - tłumaczy Głębocki. - Wiosną wypatrzyliśmy, że asfalt nie wytrzymał wzdłuż osi jezdni. Stało się tak, bo jedna połówka była grubsza od drugiej. Obciążenie na ich styku było rozkładane nierównomiernie, czego efektem było pęknięcie.
Drogowcy takie usterki dostrzegli na odcinku 840 m. Ale doszli wówczas do wniosku, że przy użyciu georadaru [wysyła fale elektromagnetyczne, które odbijają się od ciał obcych, np. kamieni i wracają. W ten sposób powstaje cyfrowy zapis - red.] jeszcze raz dokładnie przeanalizują grubość i jakość nawierzchni na całym przebudowanym 14-kilometrowym odcinku. Badania przeprowadzili w czerwcu. - Okazało się, że wadliwie wykonano także 600-metrowy fragment między Barczewem a Ruszajnami - mówi Głębocki. - Tam połówki jezdni także różnią się znacznie grubością. Co prawda pęknięć jeszcze nie widać, ale na wszelki wypadek poprosiliśmy wykonawcę o usunięcie tej usterki.
Winą za te błędy inwestor obarcza wykonawcę. Ten zaś nie uważa ich za poważne uchybienia. - Wierzchnią warstwę w tych miejscach zdejmiemy, położymy na spód metalową siatkę, przykryjemy ją nowym asfaltem i będzie po kłopocie - bagatelizuje Marek Lipski, prezes WMPD.
Zgodnie z planem remont miał potrwać do czwartku, a robotnicy mieli prowadzić prace w godz. 17-22 oraz od 3.30 do 11 - tak, żeby jak najmniej utrudniać życie kierowcom. Pogoda popsuła jednak szyki drogowców. We wtorek roboty trwały także po południu, a kierowcy klęli. - Co tu się teraz dzieje. Drogowców do godz. 17 miało tu nie być - denerwował się Tomasz, który stał w korku w pobliżu Łęgajn.
W sierpniu ubiegłego roku w pofałdowanych miejscach asfaltowa nawierzchnia została zdjęta i położona na nowo. Jednak nie minął nawet rok, a na "szesnastce" zostały wykryte kolejne usterki. Pisaliśmy o tym pod koniec zeszłego tygodnia. Drogowcy tłumaczyli wówczas, że w niektórych miejscach asfalt prawdopodobnie nie przetrzymał ostrej zimy i pękł wzdłuż osi jezdni, czyli na styku jej dwóch połówek. Ta informacja zbulwersowała kierowców. - Obecnie stosowane są takie technologie, że żaden mróz nie powinien zagrozić nowej nawierzchni - mówi pan Ryszard, który zadzwonił w tej sprawie do "Gazety". - Jestem ciekaw, jak długo trzeba będzie teraz czekać, żeby po usunięciu tych usterek pojawiły się następne. Żadnym pocieszeniem nie jest dla kierowców fakt, że wykonawca będzie usuwał je na własny koszt. Oczekujemy, że tak kosztowną inwestycję trzeba zrobić raz a porządnie, a nie naprawiać ją później bez końca i narażać kierowców na stanie w korkach.
Karol Głębocki, rzecznik olsztyńskiego oddziału GDDKiA zapewnia, że rozumie frustrację użytkowników dróg. - Nie dziwię się im, skoro ten fragment "szesnastki" przebudowany został zaledwie dwa lata temu, a już po raz drugi trzeba likwidować na nim usterki - mówi.
Drogowcy wyjaśniają, że nie srogi mróz jest przyczyną tzw. pęknięcia podłużnego na odcinku z Łęgajn do Wrocikowa, jak przedtem przypuszczali. - Niskie temperatury jedynie przyspieszyły wykrycie tej usterki - tłumaczy Głębocki. - Wiosną wypatrzyliśmy, że asfalt nie wytrzymał wzdłuż osi jezdni. Stało się tak, bo jedna połówka była grubsza od drugiej. Obciążenie na ich styku było rozkładane nierównomiernie, czego efektem było pęknięcie.
Drogowcy takie usterki dostrzegli na odcinku 840 m. Ale doszli wówczas do wniosku, że przy użyciu georadaru [wysyła fale elektromagnetyczne, które odbijają się od ciał obcych, np. kamieni i wracają. W ten sposób powstaje cyfrowy zapis - red.] jeszcze raz dokładnie przeanalizują grubość i jakość nawierzchni na całym przebudowanym 14-kilometrowym odcinku. Badania przeprowadzili w czerwcu. - Okazało się, że wadliwie wykonano także 600-metrowy fragment między Barczewem a Ruszajnami - mówi Głębocki. - Tam połówki jezdni także różnią się znacznie grubością. Co prawda pęknięć jeszcze nie widać, ale na wszelki wypadek poprosiliśmy wykonawcę o usunięcie tej usterki.
Winą za te błędy inwestor obarcza wykonawcę. Ten zaś nie uważa ich za poważne uchybienia. - Wierzchnią warstwę w tych miejscach zdejmiemy, położymy na spód metalową siatkę, przykryjemy ją nowym asfaltem i będzie po kłopocie - bagatelizuje Marek Lipski, prezes WMPD.
Zgodnie z planem remont miał potrwać do czwartku, a robotnicy mieli prowadzić prace w godz. 17-22 oraz od 3.30 do 11 - tak, żeby jak najmniej utrudniać życie kierowcom. Pogoda popsuła jednak szyki drogowców. We wtorek roboty trwały także po południu, a kierowcy klęli. - Co tu się teraz dzieje. Drogowców do godz. 17 miało tu nie być - denerwował się Tomasz, który stał w korku w pobliżu Łęgajn.
- 6 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




