Miasto wyrzekło się bruku, choć jest piękny i cenny
25.07.2010
, aktualizacja: 25.07.2010 17:12
Mieszkańcy Zatorza dziwią się, że wykonawca zabiera piękne kostki spod al. Wojska Polskiego. - Firma ma prawo do utylizacji i wykorzystywania materiałów rozbiórkowych - wyjaśniają urzędnicy.
ZOBACZ TAKŻE
- Remont wiaduktu - będzie szlaban, będą korki (05-07-10, 18:07)
- Nagrobki na cmentarzu św. Jakuba tuż nad drogą (03-08-10, 18:05)
- Budują ul. Artyleryjską i po mieście jeździ się gorzej (14-06-10, 20:12)
- Podziemna komora stopuje budowę nowej Artyleryjskiej (08-07-10, 18:06)
W dobie królującej betonowej kostki stare bruki to towar poszukiwany i drogocenny. Bogate miasta zachodniej Europy kupują kamienie z odzysku, by wykładać nimi uliczki i place. To przydaje im uroku i splendoru.
Niestety niektóre polskie samorządy nie widzą jeszcze korzyści z takiego działania. Wszystko wskazuje, że Olsztyn także do nich należy. Mieszkańcy alarmują o tym, co dzieje się w związku z budową ul. Artyleryjskiej: z al. Wojska Polskiego bruk właśnie znika. - Nie mogę zrozumieć, że miasto pozbywa się tak cennego, historycznego materiału - mówi zatroskana mieszkanka Zatorza. - Takie elementy trzeba chronić i wykorzystywać w innych częściach miasta. Mamy przecież mnóstwo miejsc, które warto wyłożyć pięknym, starym brukiem.
Bo właśnie taki materiał jest najdoskonalszy, a co za tym idzie, najdroższy. Używany kamień jest już wygładzony i spatynowany. Na taki efekt trzeba czekać długie dziesiątki lat i dlatego najbogatsze miasta w Europie chętnie kupują takie rarytasy. Koszt tony to kilkaset złotych. - Stary bruk dodaje miastu prestiżu. Miasta, które kiedyś go zrywały, teraz słono płacą za taki materiał - wyjaśniał nam niedawno Cyprian Kucharczyk, właściciel firmy zajmującej się sprzedażą i układaniem nawierzchni.
Olsztyńscy urzędnicy uważają jednak, że wybrali właściwe rozwiązanie. - W umowie specjalnie umieściliśmy zapisy, że wszystko, co wykonawcy znajdą pod jezdnią, przechodzi na ich własność. Nie dotyczy to jedynie tego, co podlega konserwatorowi zabytków i badaniom archeologicznym - mówi Andrzej Karwowski, szef ratuszowej jednostki odpowiedzialnej za budowę ulicy. - Mamy świadomość, że bruk może być wykorzystany przez wykonawcę. Nie wiemy dokładnie, ile go jest pod al. Wojska Polskiego, ale wiemy, że będzie musiał dołożyć taką nawierzchnię w innych miejscach: na zatokach autobusowych i prawoskrętach.
Nie jest jednak powiedziane, że stary bruk nie może zostać sprzedany, a na zatoki przeznaczony nowy, mniej szlachetny. - W to nie wnikamy. Chodziło o to, żeby były to rozwiązania ujednolicone - wyjaśnia Karwowski. - Podejrzewam, że dzięki temu wykonawca obniżył sobie koszty.
Czy nie szkoda starej kostki? - Nie rozpatrujemy tego w tych kategoriach. Chodzi o wypełnienie warunków kontraktu - mówi Aneta Szpaderska, rzeczniczka urzędu miasta. - W jego ramach wykonawca nie tylko może odzyskać kostkę, ale musi także zutylizować np. stare rury.
Nieco lepiej zapowiada się przyszłość starych studzienek. Jeden z naszych czytelników, który zainteresował się nimi po lekturze ubiegłorocznego Spacerownika "Gazety", wskazał nawet urzędnikom konkretne lokalizacje takich starych pokryw. Pismo trafiło do nadzorujących projekt. - Zostaną one zabezpieczone i jeśli ich parametry wytrzymałości okażą się wystarczające, to wrócą na swoje miejsce - zapewnia Andrzej Karwowski.
Niestety niektóre polskie samorządy nie widzą jeszcze korzyści z takiego działania. Wszystko wskazuje, że Olsztyn także do nich należy. Mieszkańcy alarmują o tym, co dzieje się w związku z budową ul. Artyleryjskiej: z al. Wojska Polskiego bruk właśnie znika. - Nie mogę zrozumieć, że miasto pozbywa się tak cennego, historycznego materiału - mówi zatroskana mieszkanka Zatorza. - Takie elementy trzeba chronić i wykorzystywać w innych częściach miasta. Mamy przecież mnóstwo miejsc, które warto wyłożyć pięknym, starym brukiem.
Bo właśnie taki materiał jest najdoskonalszy, a co za tym idzie, najdroższy. Używany kamień jest już wygładzony i spatynowany. Na taki efekt trzeba czekać długie dziesiątki lat i dlatego najbogatsze miasta w Europie chętnie kupują takie rarytasy. Koszt tony to kilkaset złotych. - Stary bruk dodaje miastu prestiżu. Miasta, które kiedyś go zrywały, teraz słono płacą za taki materiał - wyjaśniał nam niedawno Cyprian Kucharczyk, właściciel firmy zajmującej się sprzedażą i układaniem nawierzchni.
Olsztyńscy urzędnicy uważają jednak, że wybrali właściwe rozwiązanie. - W umowie specjalnie umieściliśmy zapisy, że wszystko, co wykonawcy znajdą pod jezdnią, przechodzi na ich własność. Nie dotyczy to jedynie tego, co podlega konserwatorowi zabytków i badaniom archeologicznym - mówi Andrzej Karwowski, szef ratuszowej jednostki odpowiedzialnej za budowę ulicy. - Mamy świadomość, że bruk może być wykorzystany przez wykonawcę. Nie wiemy dokładnie, ile go jest pod al. Wojska Polskiego, ale wiemy, że będzie musiał dołożyć taką nawierzchnię w innych miejscach: na zatokach autobusowych i prawoskrętach.
Nie jest jednak powiedziane, że stary bruk nie może zostać sprzedany, a na zatoki przeznaczony nowy, mniej szlachetny. - W to nie wnikamy. Chodziło o to, żeby były to rozwiązania ujednolicone - wyjaśnia Karwowski. - Podejrzewam, że dzięki temu wykonawca obniżył sobie koszty.
Czy nie szkoda starej kostki? - Nie rozpatrujemy tego w tych kategoriach. Chodzi o wypełnienie warunków kontraktu - mówi Aneta Szpaderska, rzeczniczka urzędu miasta. - W jego ramach wykonawca nie tylko może odzyskać kostkę, ale musi także zutylizować np. stare rury.
Nieco lepiej zapowiada się przyszłość starych studzienek. Jeden z naszych czytelników, który zainteresował się nimi po lekturze ubiegłorocznego Spacerownika "Gazety", wskazał nawet urzędnikom konkretne lokalizacje takich starych pokryw. Pismo trafiło do nadzorujących projekt. - Zostaną one zabezpieczone i jeśli ich parametry wytrzymałości okażą się wystarczające, to wrócą na swoje miejsce - zapewnia Andrzej Karwowski.
- 18 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




