Po remoncie zwiedzimy zabytkowe poddasze zamku
25.07.2010
, aktualizacja: 25.07.2010 18:07
To, że mamy na zamku XVI-wieczną więźbę, jest prawdziwym ewenementem, a teraz ten cud średniowiecznej techniki doczekał się długo wyczekiwanego remontu. Jeszcze lepsza wiadomość jest taka, że poddasze będzie można zwiedzać
ZOBACZ TAKŻE
- Konstrukcja zamkowego dachu wisiała na włosku (29-10-10, 19:19)
- Na olsztyńskim będzie zamku nowy mnich, nowa mniszka (15-09-10, 18:47)
- Cegły z magazynu solnego do poprawki (19-08-10, 17:28)
- Resort da pieniądze, by nie zawalił się dach zamku (14-03-10, 18:07)
- Wymalują olsztyński zamek w rybie pęcherze i rozety (18-11-09, 18:01)
- Zamek pilnie do remontu. A marszałek zwleka (28-09-09, 19:24)
- Konserwatorzy na szczycie olsztyńskiego zamku (06-08-09, 18:31)
Budowa najstarszej części zamku rozpoczęła się ok. 1348 r. Najpierw powstało skrzydło północne, potem południowe. Kilka lat temu udało się także ustalić czas, kiedy powstawały więźby dachów. Dzięki porównaniu słojów drewna badacze ustalili, że modrzewie i sosny nad skrzydłem południowym zostały ścięte na przełomie 1428 i 1429 roku, a te ze skrzydła północnego zimą z 1372 na 1373 rok.
I właśnie ten najstarszy dach doczekał się teraz remontu. Muzealnicy zabiegali o to od lat, bo konstrukcja została poważnie nadwerężona przez ząb czasu.
Cieśle i dekarze już weszli na poddasze. O rozpoczęciu prac informują m.in. rusztowania stojące przy zamkowej ścianie od strony ul. Nowowiejskiego. Pół miliona na ten cel wyłożyło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Całość prac będzie kosztowała 700 tys. zł.
Wzmacnianie i naprawa tak starego dachu wymaga dużej pieczołowitości. - Spotkaliśmy się jeszcze raz z konserwatorami, żeby przejrzeć dokumentację. Wnioski są takie, że trzeba bardzo uważać, by nie popełnić najmniejszych błędów. W końcu to oryginał z 1373 roku - mówi Janusz Cygański, dyrektor Muzeum Warmii i Mazur. - Przyjęliśmy też zasadę, by remont prowadzić tak, żeby później dach można było udostępnić zwiedzającym. W przyszłości chcemy bowiem umożliwić turystom wędrówkę pośród drewnianej konstrukcji.
Nie ma w tym nic dziwnego, bo to jedna z najefektowniejszych części zamku, choć póki co, ukryta przed oczami zwiedzających. Jednak po remoncie i przystosowaniu do ruchu turystycznego może stać się jedną z większych atrakcji. Wędrówka po wysokim poddaszu, pośród grubych, średniowiecznych belek łączonych ze sobą za pomocą drewnianych kołków to nie lada przeżycie. Trudno wręcz uwierzyć, że kiedyś żywiczne drewno było aż tak trwałe i wytrzymałe.
W trakcie naprawy drewno zostanie zabezpieczone, a usunięte niegdyś fragmenty uzupełnione. Brakuje bowiem niektórych belek. Miecze i podpory zostaną wstawione tam, gdzie ich nie ma, poprawione zostaną też miejsca po kiepskich naprawach z przeszłości. Uzupełniona i przełożona ma być też dachówka, jednak odeskowanie z początku XX w. nie będzie wymieniane, jeśli nie będzie to konieczne.
Więźba była niegdyś składana przez rzemieślników na ziemi, a dopiero potem ponownie składana na górze. Stąd widoczne do dziś znaki ciesielskie, które pomagały przy jej składaniu. Teraz robotnicy nie będą mieli takiego komfortu i wszystkie zadania trzeba zrobić na górze. Tam też trzeba podejmować ważne decyzje.
Wielką uwagę trzeba bowiem zwracać na spasowanie drewna. Tutaj nie da się zrobić wszystkiego "pod linijkę", bo przez setki lat drewno w wielu miejscach odkształciło się. Drewniana więźba przypomina nieco żywą strukturę. Występują tam naprężenia, zmiany. Ślady pozostawił pożar, który miał tu miejsce w XVII w. po uderzeniu pioruna. Gołym okiem można zauważyć, że geometria dachu olsztyńskiego zamku jest nieco zachwiana. Tak właśnie ustabilizował się drewniany szkielet na przestrzeni lat. - Trzeba bardzo poważnie zastanowić się, czy należy "na siłę" prostować belki, które leżą tu od wieków - mówi Cygański. - Dlatego każdy wiązar będzie traktowany indywidualnie.
Naprawy powinny zostać zrobione jeszcze w tym roku. - Chcemy, żeby prace skończyły się do końca listopada. Wykonawca uważa nawet, że uda się to miesiąc przed tym terminem - zapowiada Cygański.
Muzealnicy myślą tymczasem już o remoncie drugiej, nieco tylko młodszej więźby nad skrzydłem południowym. Terminy zależą jednak od tego, czy uda się pozyskać fundusze na ten cel.
I właśnie ten najstarszy dach doczekał się teraz remontu. Muzealnicy zabiegali o to od lat, bo konstrukcja została poważnie nadwerężona przez ząb czasu.
Cieśle i dekarze już weszli na poddasze. O rozpoczęciu prac informują m.in. rusztowania stojące przy zamkowej ścianie od strony ul. Nowowiejskiego. Pół miliona na ten cel wyłożyło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Całość prac będzie kosztowała 700 tys. zł.
Wzmacnianie i naprawa tak starego dachu wymaga dużej pieczołowitości. - Spotkaliśmy się jeszcze raz z konserwatorami, żeby przejrzeć dokumentację. Wnioski są takie, że trzeba bardzo uważać, by nie popełnić najmniejszych błędów. W końcu to oryginał z 1373 roku - mówi Janusz Cygański, dyrektor Muzeum Warmii i Mazur. - Przyjęliśmy też zasadę, by remont prowadzić tak, żeby później dach można było udostępnić zwiedzającym. W przyszłości chcemy bowiem umożliwić turystom wędrówkę pośród drewnianej konstrukcji.
Nie ma w tym nic dziwnego, bo to jedna z najefektowniejszych części zamku, choć póki co, ukryta przed oczami zwiedzających. Jednak po remoncie i przystosowaniu do ruchu turystycznego może stać się jedną z większych atrakcji. Wędrówka po wysokim poddaszu, pośród grubych, średniowiecznych belek łączonych ze sobą za pomocą drewnianych kołków to nie lada przeżycie. Trudno wręcz uwierzyć, że kiedyś żywiczne drewno było aż tak trwałe i wytrzymałe.
W trakcie naprawy drewno zostanie zabezpieczone, a usunięte niegdyś fragmenty uzupełnione. Brakuje bowiem niektórych belek. Miecze i podpory zostaną wstawione tam, gdzie ich nie ma, poprawione zostaną też miejsca po kiepskich naprawach z przeszłości. Uzupełniona i przełożona ma być też dachówka, jednak odeskowanie z początku XX w. nie będzie wymieniane, jeśli nie będzie to konieczne.
Więźba była niegdyś składana przez rzemieślników na ziemi, a dopiero potem ponownie składana na górze. Stąd widoczne do dziś znaki ciesielskie, które pomagały przy jej składaniu. Teraz robotnicy nie będą mieli takiego komfortu i wszystkie zadania trzeba zrobić na górze. Tam też trzeba podejmować ważne decyzje.
Wielką uwagę trzeba bowiem zwracać na spasowanie drewna. Tutaj nie da się zrobić wszystkiego "pod linijkę", bo przez setki lat drewno w wielu miejscach odkształciło się. Drewniana więźba przypomina nieco żywą strukturę. Występują tam naprężenia, zmiany. Ślady pozostawił pożar, który miał tu miejsce w XVII w. po uderzeniu pioruna. Gołym okiem można zauważyć, że geometria dachu olsztyńskiego zamku jest nieco zachwiana. Tak właśnie ustabilizował się drewniany szkielet na przestrzeni lat. - Trzeba bardzo poważnie zastanowić się, czy należy "na siłę" prostować belki, które leżą tu od wieków - mówi Cygański. - Dlatego każdy wiązar będzie traktowany indywidualnie.
Naprawy powinny zostać zrobione jeszcze w tym roku. - Chcemy, żeby prace skończyły się do końca listopada. Wykonawca uważa nawet, że uda się to miesiąc przed tym terminem - zapowiada Cygański.
Muzealnicy myślą tymczasem już o remoncie drugiej, nieco tylko młodszej więźby nad skrzydłem południowym. Terminy zależą jednak od tego, czy uda się pozyskać fundusze na ten cel.
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć