Grunwald: VIP w Litwinów rzucił butelką piwa
19.07.2010
, aktualizacja: 19.07.2010 20:16
Po skandalu, jakim skończyła się sobotnia inscenizacja na polach grunwaldzkich, jej organizatorzy nie wykluczają, że za rok impreza się nie odbędzie
ZOBACZ TAKŻE
- Koniec nudy pod Grunwaldem. Będzie bitwa na całego (14-07-11, 19:09)
- Kto zatkał Grunwald czyli jak uniknąć korków za rok (20-07-10, 20:00)
- Ludzie oburzeni po sobotnim skandalu w Grunwaldzie (19-07-10, 20:13)
- Skąd najlepiej oglądać bitwę? Zobacz plan Grunwaldu (15-07-11, 11:57)
- Koniec nudy, ustawka pod Grunwaldem (15-07-11, 08:00)
- Urzędnicy dostali nagrody, a społecznicy figę (14-09-10, 20:27)
- Pomysły na odkorkowanie Grunwaldu za rok (13-08-10, 19:12)
- Zmarnowana grunwaldzka okazja (20-07-10, 01:00)
- Krajobraz po wielkiej bitwie. Co będzie w 2011 roku (19-07-10, 20:09)
Tomasz Kurs: Widzowie inscenizacji pod Grunwaldem nie rozmawiają o niczym innym, jak tylko o korkach przed i po bitwie.
Jacek Szymański, współorganizator części historycznej (odgrywa rolę króla Jagiełły): W tym roku obchody były robione z wielkim zadęciem. Jednak nie jestem przekonany, czy za rok ta inscenizacja w ogóle się odbędzie. Po tym, co się działo, teraz zastanawiam się, czy to ma jakiś sens. Dostaję mnóstwo e-maili dotyczących korków na drogach, choć przecież nie ja jestem odpowiedzialny za organizację ruchu. Trzeba będzie jednak jakoś tym ludziom odpowiedzieć i ich przeprosić.
Słychać gorycz w słowach ludzi - nie tylko pana - którzy byli zaangażowani w przygotowanie inscenizacji.
- Zrobiono za duże pieniądze telewizyjną reklamówkę i nikogo nie obchodziło, że nie ma ona nic wspólnego z historią. Tych, którzy od 18 lat zajmowali się tą imprezą, potraktowano fatalnie. Podczas obchodów prezydenckich [w czwartek 15 lipca - red.] słyszeliśmy przemówienia o solidarności, tymczasem nikt z oficjeli nawet nie podszedł do nas po pokazie rycerskim, który zrobiliśmy specjalnie na tę okazję. Dziewczyny z obozu musiały przeciskać się przez borowców, żeby dać nam coś do picia. Gdy politycy pili kawę w muzeum, my staliśmy w upale. Prezydent Litwy podeszła do litewskich rycerzy, a do nas zupełnie nikt. Dlaczego? Zrobiło mi się wtedy bardzo przykro. Poczuliśmy się całkowicie olani.
Uczestnikom rekonstrukcji było przykro?
- W tym roku postanowiłem popełnić polityczne samobójstwo i powiedzieć, co myślę o tym wszystkim. Niestety, niektóre stacje i dziennikarze mówią wprost, że nie chcą o tym słuchać. A mi po prostu zależy na chłopakach, którzy od lat przyjeżdżają pod Grunwald na inscenizację i nadal chcą coś robić. To dzięki nim powstają te spektakle. Nie może być jednak tak, że my jesteśmy traktowani po macoszemu. W styczniu była konferencja [w Warszawie otwierająca obchody jubileuszu - red.] i usłyszałem na niej od przedstawicieli Ministerstwa Kultury, żebym nie przychodził na oficjalne spotkanie w worku, choć byłem ubrany w strój historyczny. Tymczasem gwiazdą konferencji był Pudzian. Przykro mi, że zostaliśmy tak potraktowani. Politycy przyznali sobie przed bitwą nagrody, wręczali dyplomy, a o nas zupełnie zapomnieli. Docenił nas tylko wójt z Grunwaldu Henryk Kacprzyk. Smutno było jednak patrzeć, jak na apelu dostał miejsce w odległym rzędzie, a dla Józefa Podolaka z Fundacji Grunwald w ogóle go zabrakło. Niestety tego dnia najważniejsze były VIP-y. A ja usłyszałem skargę od ludzi z chorągwi litewskiej, że jeden z rycerzy dostał w plecy rzucaną z namiotu VIP-ów butelką piwa. Może namiot VIP-ów powinien być odgrodzony specjalną siatką ochronną?
I przyszedł czas, by powiedzieć "dość"?
- Tę imprezę robimy nie dla nich, ale dla siebie i turystów. Jestem dumny, że mogę pracować z takimi ludźmi. Proszę wziąć pod uwagę, że żadna chorągiew nie zrezygnowała z wyjścia w pole, mimo że graniczyło to z szaleństwem. Wzięliśmy na pole termometr. Pokazał 54 stopnie Celsjusza w słońcu. Pociekły mi łzy, gdy widziałem wychodzące w ten skwar oddziały. Niektórych mimo to nie opuściło poczucie humoru. Chorągiew śląska usmażyła na zbroi sadzone jajko. Jestem pełen podziwu dla ludzi, którzy odważyli się wyjść w tych warunkach.
Jaka nauka na przyszłość?
- Boję się, że wspaniała okazja, jaką był ten jubileusz, będzie zaprzepaszczona. Naraziłem się wielu osobom, ale mam nadzieję, że zostaną z tego wyciągnięte wnioski. Bo inaczej może być nawet tak, że w przyszłym roku bitwy w ogóle nie będzie. Obliczyłem, że rekonstruktorzy zainwestowali w tę inscenizację ok. 24 mln zł. Wystarczy pomnożyć 6 tys. osób, które przyjechały pod Grunwald i zamieszkały w historycznym obozie, przez 4 tys. zł. Tyle średnio wynoszą koszty dojazdu, przygotowania wyposażenia i wyżywienia. Za wszystko ci ludzie płacą sami i to był czas, by im podziękować za to, co robią od lat. Trzeba docenić ich rolę.
Jacek Szymański, współorganizator części historycznej (odgrywa rolę króla Jagiełły): W tym roku obchody były robione z wielkim zadęciem. Jednak nie jestem przekonany, czy za rok ta inscenizacja w ogóle się odbędzie. Po tym, co się działo, teraz zastanawiam się, czy to ma jakiś sens. Dostaję mnóstwo e-maili dotyczących korków na drogach, choć przecież nie ja jestem odpowiedzialny za organizację ruchu. Trzeba będzie jednak jakoś tym ludziom odpowiedzieć i ich przeprosić.
Słychać gorycz w słowach ludzi - nie tylko pana - którzy byli zaangażowani w przygotowanie inscenizacji.
- Zrobiono za duże pieniądze telewizyjną reklamówkę i nikogo nie obchodziło, że nie ma ona nic wspólnego z historią. Tych, którzy od 18 lat zajmowali się tą imprezą, potraktowano fatalnie. Podczas obchodów prezydenckich [w czwartek 15 lipca - red.] słyszeliśmy przemówienia o solidarności, tymczasem nikt z oficjeli nawet nie podszedł do nas po pokazie rycerskim, który zrobiliśmy specjalnie na tę okazję. Dziewczyny z obozu musiały przeciskać się przez borowców, żeby dać nam coś do picia. Gdy politycy pili kawę w muzeum, my staliśmy w upale. Prezydent Litwy podeszła do litewskich rycerzy, a do nas zupełnie nikt. Dlaczego? Zrobiło mi się wtedy bardzo przykro. Poczuliśmy się całkowicie olani.
Uczestnikom rekonstrukcji było przykro?
- W tym roku postanowiłem popełnić polityczne samobójstwo i powiedzieć, co myślę o tym wszystkim. Niestety, niektóre stacje i dziennikarze mówią wprost, że nie chcą o tym słuchać. A mi po prostu zależy na chłopakach, którzy od lat przyjeżdżają pod Grunwald na inscenizację i nadal chcą coś robić. To dzięki nim powstają te spektakle. Nie może być jednak tak, że my jesteśmy traktowani po macoszemu. W styczniu była konferencja [w Warszawie otwierająca obchody jubileuszu - red.] i usłyszałem na niej od przedstawicieli Ministerstwa Kultury, żebym nie przychodził na oficjalne spotkanie w worku, choć byłem ubrany w strój historyczny. Tymczasem gwiazdą konferencji był Pudzian. Przykro mi, że zostaliśmy tak potraktowani. Politycy przyznali sobie przed bitwą nagrody, wręczali dyplomy, a o nas zupełnie zapomnieli. Docenił nas tylko wójt z Grunwaldu Henryk Kacprzyk. Smutno było jednak patrzeć, jak na apelu dostał miejsce w odległym rzędzie, a dla Józefa Podolaka z Fundacji Grunwald w ogóle go zabrakło. Niestety tego dnia najważniejsze były VIP-y. A ja usłyszałem skargę od ludzi z chorągwi litewskiej, że jeden z rycerzy dostał w plecy rzucaną z namiotu VIP-ów butelką piwa. Może namiot VIP-ów powinien być odgrodzony specjalną siatką ochronną?
I przyszedł czas, by powiedzieć "dość"?
- Tę imprezę robimy nie dla nich, ale dla siebie i turystów. Jestem dumny, że mogę pracować z takimi ludźmi. Proszę wziąć pod uwagę, że żadna chorągiew nie zrezygnowała z wyjścia w pole, mimo że graniczyło to z szaleństwem. Wzięliśmy na pole termometr. Pokazał 54 stopnie Celsjusza w słońcu. Pociekły mi łzy, gdy widziałem wychodzące w ten skwar oddziały. Niektórych mimo to nie opuściło poczucie humoru. Chorągiew śląska usmażyła na zbroi sadzone jajko. Jestem pełen podziwu dla ludzi, którzy odważyli się wyjść w tych warunkach.
Jaka nauka na przyszłość?
- Boję się, że wspaniała okazja, jaką był ten jubileusz, będzie zaprzepaszczona. Naraziłem się wielu osobom, ale mam nadzieję, że zostaną z tego wyciągnięte wnioski. Bo inaczej może być nawet tak, że w przyszłym roku bitwy w ogóle nie będzie. Obliczyłem, że rekonstruktorzy zainwestowali w tę inscenizację ok. 24 mln zł. Wystarczy pomnożyć 6 tys. osób, które przyjechały pod Grunwald i zamieszkały w historycznym obozie, przez 4 tys. zł. Tyle średnio wynoszą koszty dojazdu, przygotowania wyposażenia i wyżywienia. Za wszystko ci ludzie płacą sami i to był czas, by im podziękować za to, co robią od lat. Trzeba docenić ich rolę.
- 106 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
69 głosów
-
VIP-y z PO zablokwały wyjazd spod Grunwaldu
hpvntrue
20.07.10, 11:48
Jednak apogeum wściekłości kierowców było jak po bitwie kolumna VIP-ów najpierw jechała pod pród, a potem zawróciła i wszyscy musieli na nich czekać i przepuścić.»
-
VIP - very irritating primitives
miroslove
20.07.10, 12:48
Tak jak pokazują obchody powstania politykierzy są najwarzniejsi. Uświetniają, poklepują, nagradzają. Niech wreszcie znajdzie się jakiś odważny organizator i - z przeproszeniem - kopnie ich »
-
Re: Grunwald: VIP w Litwinów rzucił butelką piwa
kiemlicz88
20.07.10, 13:18
Chamstwo POlityków jest przerażające. Dlaczego musimy się za nich wstydzić?Dlaczego wybieramy takie bydło?»
Najczęściej czytane24 htydzień





