Nie chodzimy na wybory, czas przełamać złą tradycję
13.06.2010
, aktualizacja: 13.06.2010 20:02
20 czerwca wybierzemy prezydenta Polski. Na Warmii i Mazurach, w porównaniu z resztą kraju, frekwencja wyborcza niestety od zawsze była kiepska. Teraz nadarza się okazja, żeby wreszcie zmienić niechlubny wynik.
ZOBACZ TAKŻE
- Aby frekwencja nie była niższa, niż dwa tygodnie temu (02-07-10, 18:51)
- Poczekamy dwa tygodnie na prezydenta (20-06-10, 20:57)
- Spytaliśmy olsztynian, dlaczego idą na wybory (18-06-10, 19:05)
- 100 tys. zł za głosowanie. Które osiedle zwycięży? (17-06-10, 18:15)
- "Gazeta" z władzami miasta mobilizuje do głosowania (16-06-10, 20:23)
- W niedzielę wybory. Gdziekolwiek będziesz, zagłosuj (15-06-10, 17:47)
- Wybory już w niedzielę. Namów sąsiada, by głosował (14-06-10, 20:10)
- Kandydat lewicy na prezydenta spacerował po starówce (09-06-10, 18:10)
- Ulica im. Kaczyńskich podzieliła mieszkańców Dajtek (01-06-10, 18:55)
- Powstał komitet poparcia Bronisława Komorowskiego (24-05-10, 19:04)
- Do wyborów tylko miesiąc, a kampanii nie widać (12-05-10, 16:52)
SONDAŻ
W najbliższą niedzielę pójdziemy do urn, żeby wskazać prezydenta Polski. Frekwencja w tych wyborach, zwłaszcza w pierwszej turze, zazwyczaj jest dość wysoka. Niestety poza województwem warmińsko-mazurskim, które wypada pod tym względem bardzo słabo. Dość powiedzieć, że kiedy ostatnio wybieraliśmy prezydenta kraju, jedynie w województwie opolskim frekwencja była gorsza. W 2005 r. do lokali wyborczych pofatygowało się zaledwie 44,4 proc. uprawnionych. To o ponad 5 procent mniej, niż wynosiła średnia kraju. Najgorzej wypadła gmina Banie Mazurskie, gdzie zaledwie 28,5 proc. wyborców poszło do urn. Nie lepiej było w gminach: Prostki, Zalewo, Budry...
Ale w innych głosowaniach też wypadaliśmy słabo. W ubiegłorocznych eurowyborach frekwencja na Warmii i Mazurach nie przekroczyła nawet 19 proc. i była najniższa w kraju. Także w wyborach parlamentarnych jesteśmy na szarym końcu. W 2007 r. wyprzedziliśmy pod względem frekwencji raptem trzy województwa. W niektórych gminach zdarzało się, że zaledwie jedna piąta uprawnionych zjawiała się przy urnach.
Średnią podnosiły nam jedynie duże miasta, szczególnie Olsztyn. W poprzednich wyborach prezydenckich w stolicy regionu głosowało 57,5 proc. uprawnionych. Najlepiej wypadł obwód wyborczy z lokalem przy ul. Dybowskiego z ponad 72-procentową obecnością uprawnionych. A w czasie ostatnich wyborów do parlamentu do urn poszło prawie 80 proc. osób. - Ile razy chodzę na wybory, to jeszcze nie zdarzyło się, żeby lokal był pusty. Zawsze ktoś w nim głosował, co świadczy, że nasi mieszkańcy bardzo interesują się wyborami - mówi Stanisław Sosak, przewodniczący rady osiedla Kortowo. - Mieszka tu wiele wykształconych osób, kadry uniwersyteckiej. Zapewne dlatego poczucie obowiązku obywatelskiego jest większe.
Wójt Bań Mazurskich zastanawia się z kolei, skąd wśród jego mieszkańców bierze się taka apatia. - Trudno to sensownie umotywować. To środowisko popegeerowskie i sądzę, że ludziom tak jest po prostu wygodniej - komentuje Jan Subota. - Stale mówię na spotkaniach, że wiele zależy od nich samych, jednak brak im wiary w siebie. A to już drugie pokolenie żyjące w tym przekonaniu. Być może nasi mieszkańcy kiedyś uwierzą, że mogą współdecydować chodząc do urn.
Przeczucia te potwierdza socjolog: - Na pewno skorelowane jest to z poziomem wykształcenia i byciem w głównym nurcie życia społecznego i gospodarczego. Ludzie z dawnych PGR-ów są poza tym nurtem, więc myślą: dlaczego mamy uczestniczyć w czymś, co jest dla nas obcym światem? - komentuje dr Jacek Poniedziałek z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.
W tym roku mieszkańcy Warmii i Mazur mają szansę wypaść lepiej. Jako nieliczni w kraju nie zaznali udręk związanych ze skutkami wielkiej powodzi. Ludzie żyli dramatycznymi wydarzeniami, o których informowały media, ale mogli też spokojnie śledzić kampanię wyborczą. Pozostaje pytanie, czy i na ile ten komfort przełoży się na obecność w lokalach wyborczych?
Zabłysnąć jednak będzie bardzo trudno. - Myślę, że po raz kolejny nie będziemy najbardziej aktywni w Polsce. Poza lenistwem młodych ludzi, zwraca uwagę niezwykle nudna do tej pory kampania. Może się to odbić na frekwencji w całym kraju - uważa Jacek Poniedziałek. - Pomóc mogłoby wprowadzenie głosowania przez internet albo rozciągnięcie go na dwa dni.
Głosować jednak warto. - Komuś, kto nie poszedł na wybory, powiedziałbym, że nie powinien potem mieć pretensji, iż nie podoba mu się, co robi władza - kończy socjolog.
Ale w innych głosowaniach też wypadaliśmy słabo. W ubiegłorocznych eurowyborach frekwencja na Warmii i Mazurach nie przekroczyła nawet 19 proc. i była najniższa w kraju. Także w wyborach parlamentarnych jesteśmy na szarym końcu. W 2007 r. wyprzedziliśmy pod względem frekwencji raptem trzy województwa. W niektórych gminach zdarzało się, że zaledwie jedna piąta uprawnionych zjawiała się przy urnach.
Średnią podnosiły nam jedynie duże miasta, szczególnie Olsztyn. W poprzednich wyborach prezydenckich w stolicy regionu głosowało 57,5 proc. uprawnionych. Najlepiej wypadł obwód wyborczy z lokalem przy ul. Dybowskiego z ponad 72-procentową obecnością uprawnionych. A w czasie ostatnich wyborów do parlamentu do urn poszło prawie 80 proc. osób. - Ile razy chodzę na wybory, to jeszcze nie zdarzyło się, żeby lokal był pusty. Zawsze ktoś w nim głosował, co świadczy, że nasi mieszkańcy bardzo interesują się wyborami - mówi Stanisław Sosak, przewodniczący rady osiedla Kortowo. - Mieszka tu wiele wykształconych osób, kadry uniwersyteckiej. Zapewne dlatego poczucie obowiązku obywatelskiego jest większe.
Wójt Bań Mazurskich zastanawia się z kolei, skąd wśród jego mieszkańców bierze się taka apatia. - Trudno to sensownie umotywować. To środowisko popegeerowskie i sądzę, że ludziom tak jest po prostu wygodniej - komentuje Jan Subota. - Stale mówię na spotkaniach, że wiele zależy od nich samych, jednak brak im wiary w siebie. A to już drugie pokolenie żyjące w tym przekonaniu. Być może nasi mieszkańcy kiedyś uwierzą, że mogą współdecydować chodząc do urn.
Przeczucia te potwierdza socjolog: - Na pewno skorelowane jest to z poziomem wykształcenia i byciem w głównym nurcie życia społecznego i gospodarczego. Ludzie z dawnych PGR-ów są poza tym nurtem, więc myślą: dlaczego mamy uczestniczyć w czymś, co jest dla nas obcym światem? - komentuje dr Jacek Poniedziałek z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.
W tym roku mieszkańcy Warmii i Mazur mają szansę wypaść lepiej. Jako nieliczni w kraju nie zaznali udręk związanych ze skutkami wielkiej powodzi. Ludzie żyli dramatycznymi wydarzeniami, o których informowały media, ale mogli też spokojnie śledzić kampanię wyborczą. Pozostaje pytanie, czy i na ile ten komfort przełoży się na obecność w lokalach wyborczych?
Zabłysnąć jednak będzie bardzo trudno. - Myślę, że po raz kolejny nie będziemy najbardziej aktywni w Polsce. Poza lenistwem młodych ludzi, zwraca uwagę niezwykle nudna do tej pory kampania. Może się to odbić na frekwencji w całym kraju - uważa Jacek Poniedziałek. - Pomóc mogłoby wprowadzenie głosowania przez internet albo rozciągnięcie go na dwa dni.
Głosować jednak warto. - Komuś, kto nie poszedł na wybory, powiedziałbym, że nie powinien potem mieć pretensji, iż nie podoba mu się, co robi władza - kończy socjolog.
- 39 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Szlag może trafić.
mariusz2010
13.06.10, 20:31
Miałem się nie wypowiadać na temat tych wyborów medialnych kandydatów, którzy w nich reprezentują siebie, popierającą ich grupę aktywistów żądnych stanowisk dla siebie i kolesiów, oraz... »
-
Nie chodzimy na wybory, czas przełamać złą trad...
ot48
14.06.10, 20:15
Dopóki nie będzie okręgów jednomandatowych w wyborach parlamentarnych nie będębrał udziału. Chcę wiedzieć imiennie na kogo głosuję partie mnie nie interesują. »
Najczęściej czytane24 htydzień




