Komentarz: Rowerowy pełnomocnik tylko na papierze
17.05.2010
, aktualizacja: 17.05.2010 20:04
Olsztyn nie może pochwalić się dziesiątkami kilometrów ścieżek rowerowych - bo tyle ich nie ma - czy ich jakością. Jak pisaliśmy w poniedziałkowej "Gazecie", w rankingu przygotowanym przez branżowe pismo "Rowertour", w długości ścieżek rowerowych wyprzedziliśmy tylko trzy miasta wojewódzkie: Gorzów Wlk., Kielce i Opole.
Olsztyn ma powody do dumy tylko z jednego powodu: w olsztyńskim ratuszu jest społeczny pełnomocnik ds. rowerowych. A to ewenement wśród dużych miast w Polsce. Jest nim Mirosław Arczak, najbardziej znany olsztyński rowerzysta, który jeździ rowerem latem i zimą, obojętnie czy świeci słońce, czy pada deszcz. To on miał przekazywać urzędnikom uwagi rowerzystów i dbać, aby uwzględniano je przy planowaniu miejskich inwestycji. I przekazuje. Dzięki tej funkcji Olsztyn zyskuje w rankingach rowerowych. W świat poszła fama, że jest miastem otwartym na rowerzystów i przyjaznym wszystkim, którzy jeżdżą rowerami.
Wszystko brzmi pięknie. Wygląda dużo gorzej. O kłopotach w relacjach pełnomocnik-urzędnicy już pisaliśmy. Teraz mamy kolejny przykład, który to potwierdza. Przy ul. Lubelskiej jest nowa ścieżka rowerowa. Problem w tym, że została zbudowana wbrew postulatom rowerzystów: jest z polbruku, a nie z asfaltu, na skraju trasy stoją uliczne latarnie, a między częścią dla rowerzystów i pieszych jest niebezpieczny dla jadących stopień.
Trudno to uznać za zwykłe niedopatrzenie, bo niedawno na łamach "Gazety" zwracaliśmy uwagę na podobne buble w innych rejonach miasta. By ich uniknąć, kilka miesięcy temu - dzięki uporowi społecznego pełnomocnika ds. rowerowych - ratuszowi urzędnicy zaakceptowali wytyczne, jak budować ścieżki rowerowe w Olsztynie. Zaakceptowali, by teraz, przy pierwszej lepszej okazji je zignorować, znajdując przy okazji mnóstwo argumentów na obronę swojej inwestycji. Negatywne opinie rowerowego pełnomocnika nie są w stanie uchronić miasta przed kolejnymi bublami na ścieżkach.
Takich przykładów, że pełnomocnik stał się niemal figurantem jest więcej. W maju urzędnicy zapowiedzieli w rozmowie z "Gazetą", że sprawdzą, które fragmenty ścieżek rowerowych w mieście można połączyć, by utworzyć jedną długą trasę. A mogli zapytać o to pełnomocnika, który od dawna deklaruje, że takie informacje może przekazać od ręki. A co myśleć o zapowiedzi urzędników, że przeprowadzą inspekcję ścieżek rowerowych i to z samochodu - zamiast skorzystać z doświadczeń rowerowego speca, którego mają w ratuszu? To tylko kilka z dowodów, jak traktowana jest działalność pełnomocnika.
Mirosław Arczak był jednym z rowerzystów zaproszonych kilka tygodni temu do Sejmu na ogólnopolską debatę o zmianach, które trzeba wprowadzić w prawie, by ułatwić życie rowerzystom w całym kraju. Jego głos ma znaczenie dla parlamentarzystów w stolicy. To jednak za mało, by ktoś chciał go wysłuchać w Olsztynie.
Wszystko brzmi pięknie. Wygląda dużo gorzej. O kłopotach w relacjach pełnomocnik-urzędnicy już pisaliśmy. Teraz mamy kolejny przykład, który to potwierdza. Przy ul. Lubelskiej jest nowa ścieżka rowerowa. Problem w tym, że została zbudowana wbrew postulatom rowerzystów: jest z polbruku, a nie z asfaltu, na skraju trasy stoją uliczne latarnie, a między częścią dla rowerzystów i pieszych jest niebezpieczny dla jadących stopień.
Trudno to uznać za zwykłe niedopatrzenie, bo niedawno na łamach "Gazety" zwracaliśmy uwagę na podobne buble w innych rejonach miasta. By ich uniknąć, kilka miesięcy temu - dzięki uporowi społecznego pełnomocnika ds. rowerowych - ratuszowi urzędnicy zaakceptowali wytyczne, jak budować ścieżki rowerowe w Olsztynie. Zaakceptowali, by teraz, przy pierwszej lepszej okazji je zignorować, znajdując przy okazji mnóstwo argumentów na obronę swojej inwestycji. Negatywne opinie rowerowego pełnomocnika nie są w stanie uchronić miasta przed kolejnymi bublami na ścieżkach.
Takich przykładów, że pełnomocnik stał się niemal figurantem jest więcej. W maju urzędnicy zapowiedzieli w rozmowie z "Gazetą", że sprawdzą, które fragmenty ścieżek rowerowych w mieście można połączyć, by utworzyć jedną długą trasę. A mogli zapytać o to pełnomocnika, który od dawna deklaruje, że takie informacje może przekazać od ręki. A co myśleć o zapowiedzi urzędników, że przeprowadzą inspekcję ścieżek rowerowych i to z samochodu - zamiast skorzystać z doświadczeń rowerowego speca, którego mają w ratuszu? To tylko kilka z dowodów, jak traktowana jest działalność pełnomocnika.
Mirosław Arczak był jednym z rowerzystów zaproszonych kilka tygodni temu do Sejmu na ogólnopolską debatę o zmianach, które trzeba wprowadzić w prawie, by ułatwić życie rowerzystom w całym kraju. Jego głos ma znaczenie dla parlamentarzystów w stolicy. To jednak za mało, by ktoś chciał go wysłuchać w Olsztynie.
- 12 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Kolejne cztery osoby zginęły jednym w wypadku
- Kierowca opla, w którym zginęły 4 osoby ...
- Prezydent tłumaczy się w sprawie lotniska
- Cztery osoby ranne w groźnym wypadku na ...
- Kortowiada: Czy to dobry znak firmowy ...
- Jakie tramwaje dla Olsztyna? Nadal nie wiemy
- Kortowiada. Jak studenci bawili się przez ...




