Prawybory w PO. Politolog: "To dobry sygnał"

Wioletta Sawicka
28.03.2010 , aktualizacja: 28.03.2010 18:01
A A A Drukuj
Starano się stworzyć wrażenie, że jednak nie tylko Donald Tusk się liczy w tej partii. PO próbuje się udemokratycznić. To dobry sygnał - mówi Selim Chazbijewicz z Instytutu Nauk Politycznych UWM
Bronisław Komorowski został kandydatem Platformy Obywatelskiej na prezydenta. Dostał ponad dwa razy więcej głosów niż jego partyjny kolega Radosław Sikorski. O ile wyników głosowania można było się spodziewać, o tyle zaskoczyła niska frekwencja wyborcza, która ledwo przekroczyła 47 proc. W głosowania wzięła udział mniej niż połowa członków partii. Warmińsko-Mazurskie znalazło się jednak w pierwszej czwórce województw z najwyższą frekwencją. W naszym regionie głosowało 56 procent uprawnionych. - To bardzo dobry wynik - ocenia szef PO na Warmii i Mazurach Jacek Protas, który swój głos oddał na marszałka Sejmu.

Jego zdaniem słabe zainteresowanie głosowaniem to wynik testowania systemu łączności. - Okazało się, że nie do końca działa przepływ informacji i nie do wszystkich dotarła nasza gazetka "POgłos", w której były umieszczone niezbędne kody do głosowania - wyjaśnia Protas.

Co zmieniły pierwsze prawybory i czy mogą wejść na stałe do polskiej polityki - o tym w rozmowie z prof. Selimem Chazbijewiczem

Mówi politolog

Wioletta Sawicka: - Zaskoczył pana wynik prawyborów?

Selim Chazabijewicz: - Wybór Komorowskiego nie jest zaskoczeniem i myślę, że większość się tego spodziewała. Pokazała to już choćby ta debata telewizyjna. Są różne zarzuty: że była wyreżyserowana i z góry można było przewidzieć jej wynik. Komorowski wygrał, bo miał większe umocowanie wśród działaczy. Miał lepszy image. Jako marszałek Sejmu w sumie dobrze się sprawował. Większość wyborców zaczęła go utożsamiać ze stabilizacją, ze spokojem i z przewidywalnością. To są właśnie wartości, dzięki którym wygrał.

A jakie ma szanse, aby wygrać też wybory prezydenckie?

- Szanse ma, ale myślę, że nie aż tak duże, jak niektórzy działacze PO mogliby się spodziewać. Nie ma tej popularności Donalda Tuska. To, że Tusk nie zdecydował się na start w wyborach prezydenckich, to jego błąd polityczny.

O czym świadczy dość niska frekwencja w wyborach?

- Różne są tego interpretacje. Mówi się, że są "martwe dusze" w Platformie. Czyli członkowie zapisani, ale tak naprawdę niefunkcjonujący. Przyczyną małego udziału może być też to, że tzw. doły partyjne nie zawsze mają przekonanie o tym, że ich głos rzeczywiście coś znaczy. Być może terenowi działacze uznali też, że nie jest to aż tak ważne. Moim zdaniem PO będzie przywiązywało większą wagę do wyborów parlamentarnych niż prezydenckich.

Czy prawybory umocniły PO?

- Z pewnością starano się stworzyć inny obraz partii politycznej. Ostatnio dominował model wodzowski, zarówno jeśli chodzi o Platformę Obywatelską, jaki i o Prawo i Sprawiedliwość; kierowane przez mocnych przywódców; Tuska i Kaczyńskiego. Reszta partii jest pewnym sensie tylko dodatkiem. Tutaj chciano stworzyć wrażenie, że jednak nie tylko Tusk się liczy w tej partii. PO próbuje się udemokratycznić, to dobry sygnał.

Były to pierwsze prawybory, czy ten zwyczaj ma szanse przenieść się na inne ugrupowania i czy w ogóle jest to potrzebne?

- Myślę, że tak. Takie prawybory to też okazja dla sprawdzenia przez działaczy partyjnych pewnej solidarności własnego środowiska. Po drugie takie rozwiązanie upraszcza system wyborów. W Polsce powinna być praktyka, pozwalająca uniknąć różnych folklorystycznych kandydatów, którzy startując w wyborach nie tylko ośmieszają siebie, ale i urząd, o który się ubiegają. Tak jak w przypadku kandydata Krzysztofa Kononowicza z Białegostoku [W 2006 r. kandydował w wyborach na prezydenta tego miasta. Wsławił się powiedzeniem: "żeby nie było bandyctwa, żeby nie było złodziejstwa, żeby nie było niczego" - red.].

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos