Kto kogo napadł? Strażnik na studentkę, czy odwrotnie
28.03.2010
, aktualizacja: 28.03.2010 17:58
Mieszkanka Olsztyna skarży się, że strażnik miejski szarpał ją podczas interwencji. Mundurowy zaś twierdzi, że to on został zaatakowany przez agresywną kobietę
ZOBACZ TAKŻE
- Wytknął policjantom, że się mylą. I tak znaleźli haka (13-10-10, 19:01)
- Policjanci mieli kopnąć w brzuch mężczyznę z piwem (31-03-10, 18:43)
- Coraz bardziej niepewny bat na piratów (24-03-10, 20:09)
- Metody na psie odchody. Wybierz, która jest najlepsza (15-03-10, 19:17)
- Uliczna wojna o tulipany na Dzień Kobiet (07-03-10, 18:02)
- Kot pogryzł kobietę. Właściciel odpowie przed sądem (24-02-10, 23:00)
- Wandalizm dobrym sposobem na złamanie sobie kariery (22-02-10, 19:02)
Straż miejska szczyci się tym, że prawie połowa jej pracowników to ludzie z wykształceniem wyższym, którzy wiedzą, jak prawidłowo zachować się podczas interwencji. Funkcjonariusze biorą też udział w cyklicznych spotkaniach z psychologiem, gdzie uczą się np. jak okiełznać emocje.
Czy tego rodzaju lekcje przekładają się na pozytywne relacje z obywatelami? Nie zawsze. Tak przynajmniej uważa nasza czytelniczka. Pani Agnieszka studiuje w Olsztyńskiej Szkole Wyższej. 31 stycznia jadąc autem na zajęcia niechcący zakorkowała skrzyżowanie ul. Bydgoskiej z Rataja. Według dziewczyny strażniczka miejska, która to zauważyła, podeszła i spytała: "Co pani odwala?". Studentka, jak zapewnia, aby jak najszybciej odblokować ruch ominęła funkcjonariuszkę, wjechała w ul. Bydgoską i zatrzymała się pod halą sportową OSW, gdzie miała mieć zajęcia. W lusterku widziała jednak, że strażnicy idą do niej. - Nie uciekałam - zapewnia.
Strażnicy poprosili Agnieszkę o wylegitymowanie się. I wtedy wybuchła awantura. Dziewczyna odeszła kilka kroków na bok, by zadzwonić do znajomego policjanta i poradzić się, co w tej sytuacji ma zrobić. Wtedy usłyszała, że jest zatrzymana, przy czym - jak opowiada - strażnik nie ostrzegł, że zamierza użyć siły. - Złapał mnie wpół, przewrócił na śnieg i zaczął szarpać - opowiada. Studentka przyznaje, że zaczęła się bronić. Ale przez stres mało co pamięta, w jaki sposób. - Wiem, że używałam wulgaryzmów, bo emocje wzięły górę. Ale nie chciałam nikogo znieważyć czy skrzywdzić - zapewnia.
Interwencja zakończyła się przyjazdem policji. Studentka już bez żadnego sprzeciwu wylegitymowała się funkcjonariuszom. Strażnicy natomiast nie omieszkali od razu zgłosić, że jeden z nich został przez nią uderzony w twarz. Agnieszka z kolei poskarżyła się policjantom na niewłaściwe zachowanie strażników. - Zostałam skrzywdzona psychicznie i fizycznie. Czy to, że ktoś nosi mundur, daje prawo do naruszania mojej nietykalności cielesnej i obezwładniania jak jakiegoś przestępcę? - pyta.
Jej skarga dotarła najpierw do Józefa Kłoska, komendanta straży miejskiej w Olsztynie. - Interwencja była podjęta prawidłowo - zapewnia. - Dziewczyna po popełnieniu wykroczenia, zamiast wylegitymować się, zaczęła oddalać się w kierunku szkoły. A gdy strażnik próbował ją zatrzymać, został uderzony dwa razy w twarz.
Kłosek przyznaje, że podobne skargi zdarzają się dwa, trzy razy w roku. - Wkrótce w sądzie będzie rozpatrywana niemal identyczna sprawa - mówi. - Jednego dnia na ławie oskarżonych zasiądzie strażnik, a następnego dnia osoba, która oskarża go o przekroczenie uprawnień.
Kłosek uważa, że do takich sytuacji dochodziłoby rzadziej, gdyby mieszkańcy mieli świadomość, jakie uprawnienia mają jego podwładni. Od 24 grudnia ub. roku strażnicy mogą m.in. przeszukać zatrzymanego, a także użyć siły wobec osób, które zachowują się agresywnie. - Przez długi czas strażnik postrzegany był jako parkingowy, który poza wypisaniem mandatu za nieprawidłowe parkowanie nic więcej nie mógł zrobić - mówi. - Jest jednak inaczej. Dlatego, jeśli prosimy kogoś o wylegitymowanie się, to trzeba podporządkować się takiemu poleceniu. Wówczas nie dochodziłoby do sytuacji, kiedy to, np. chłopak pijący piwo "pod chmurką", zamiast wylegitymować się, uderza głową w twarz strażnika, jak podczas interwencji z zeszłego roku na ul. Kołobrzeskiej.
O interwencji strażników pod OSW wie już prokuratura. - Pierwsza sprawa jest rozpatrywana pod kątem przekroczenia uprawnień przez strażników miejskich, a druga - naruszenia przez studentkę nietykalności cielesnej funkcjonariuszy - opowiada Jarosław Krzysztoń, szef Prokuratury Rejonowej Olsztyn-Północ. - Nie zapadły jeszcze decyzje o przedstawieniu komukolwiek zarzutów. Teraz musimy obiektywnie ustalić, kto w tej sytuacji był naprawdę pokrzywdzonym.
Kłosek zapewnia, że niezależnie od tego, kto kogo skrzywdził podczas tej interwencji, cała ta sytuacja będzie omawiana ze strażnikami na odprawie. - Strażnicy muszą zdawać sobie sprawę, że obywatele mając z nimi kontakt mogą reagować bardzo różnie: jeden zaciśnie zęby i podporządkuje się ich poleceniom, innemu zaś mogą puścić nerwy, ale wtedy strażnik powinien zachować spokój aż do końca.
Czy tego rodzaju lekcje przekładają się na pozytywne relacje z obywatelami? Nie zawsze. Tak przynajmniej uważa nasza czytelniczka. Pani Agnieszka studiuje w Olsztyńskiej Szkole Wyższej. 31 stycznia jadąc autem na zajęcia niechcący zakorkowała skrzyżowanie ul. Bydgoskiej z Rataja. Według dziewczyny strażniczka miejska, która to zauważyła, podeszła i spytała: "Co pani odwala?". Studentka, jak zapewnia, aby jak najszybciej odblokować ruch ominęła funkcjonariuszkę, wjechała w ul. Bydgoską i zatrzymała się pod halą sportową OSW, gdzie miała mieć zajęcia. W lusterku widziała jednak, że strażnicy idą do niej. - Nie uciekałam - zapewnia.
Strażnicy poprosili Agnieszkę o wylegitymowanie się. I wtedy wybuchła awantura. Dziewczyna odeszła kilka kroków na bok, by zadzwonić do znajomego policjanta i poradzić się, co w tej sytuacji ma zrobić. Wtedy usłyszała, że jest zatrzymana, przy czym - jak opowiada - strażnik nie ostrzegł, że zamierza użyć siły. - Złapał mnie wpół, przewrócił na śnieg i zaczął szarpać - opowiada. Studentka przyznaje, że zaczęła się bronić. Ale przez stres mało co pamięta, w jaki sposób. - Wiem, że używałam wulgaryzmów, bo emocje wzięły górę. Ale nie chciałam nikogo znieważyć czy skrzywdzić - zapewnia.
Interwencja zakończyła się przyjazdem policji. Studentka już bez żadnego sprzeciwu wylegitymowała się funkcjonariuszom. Strażnicy natomiast nie omieszkali od razu zgłosić, że jeden z nich został przez nią uderzony w twarz. Agnieszka z kolei poskarżyła się policjantom na niewłaściwe zachowanie strażników. - Zostałam skrzywdzona psychicznie i fizycznie. Czy to, że ktoś nosi mundur, daje prawo do naruszania mojej nietykalności cielesnej i obezwładniania jak jakiegoś przestępcę? - pyta.
Jej skarga dotarła najpierw do Józefa Kłoska, komendanta straży miejskiej w Olsztynie. - Interwencja była podjęta prawidłowo - zapewnia. - Dziewczyna po popełnieniu wykroczenia, zamiast wylegitymować się, zaczęła oddalać się w kierunku szkoły. A gdy strażnik próbował ją zatrzymać, został uderzony dwa razy w twarz.
Kłosek przyznaje, że podobne skargi zdarzają się dwa, trzy razy w roku. - Wkrótce w sądzie będzie rozpatrywana niemal identyczna sprawa - mówi. - Jednego dnia na ławie oskarżonych zasiądzie strażnik, a następnego dnia osoba, która oskarża go o przekroczenie uprawnień.
Kłosek uważa, że do takich sytuacji dochodziłoby rzadziej, gdyby mieszkańcy mieli świadomość, jakie uprawnienia mają jego podwładni. Od 24 grudnia ub. roku strażnicy mogą m.in. przeszukać zatrzymanego, a także użyć siły wobec osób, które zachowują się agresywnie. - Przez długi czas strażnik postrzegany był jako parkingowy, który poza wypisaniem mandatu za nieprawidłowe parkowanie nic więcej nie mógł zrobić - mówi. - Jest jednak inaczej. Dlatego, jeśli prosimy kogoś o wylegitymowanie się, to trzeba podporządkować się takiemu poleceniu. Wówczas nie dochodziłoby do sytuacji, kiedy to, np. chłopak pijący piwo "pod chmurką", zamiast wylegitymować się, uderza głową w twarz strażnika, jak podczas interwencji z zeszłego roku na ul. Kołobrzeskiej.
O interwencji strażników pod OSW wie już prokuratura. - Pierwsza sprawa jest rozpatrywana pod kątem przekroczenia uprawnień przez strażników miejskich, a druga - naruszenia przez studentkę nietykalności cielesnej funkcjonariuszy - opowiada Jarosław Krzysztoń, szef Prokuratury Rejonowej Olsztyn-Północ. - Nie zapadły jeszcze decyzje o przedstawieniu komukolwiek zarzutów. Teraz musimy obiektywnie ustalić, kto w tej sytuacji był naprawdę pokrzywdzonym.
Kłosek zapewnia, że niezależnie od tego, kto kogo skrzywdził podczas tej interwencji, cała ta sytuacja będzie omawiana ze strażnikami na odprawie. - Strażnicy muszą zdawać sobie sprawę, że obywatele mając z nimi kontakt mogą reagować bardzo różnie: jeden zaciśnie zęby i podporządkuje się ich poleceniom, innemu zaś mogą puścić nerwy, ale wtedy strażnik powinien zachować spokój aż do końca.
- 55 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć