Debata o Olsztynie, czyli teatr jednego aktora
25.03.2010
, aktualizacja: 25.03.2010 18:17
Miała być dyskusja nad najważniejszym dokumentem w mieście. Ale większość uczestników była zawiedziona tym, co zaserwowali im urzędnicy. - Potrzeba osoby odpowiedzialnej w ratuszu za konsultacje - mówią
ZOBACZ TAKŻE
- Droga tylko dla inżynierów. Laik się nie zorientuje (28-03-10, 18:06)
- Jaki będzie Olsztyn 2030 roku? Zależy od mieszkańców (24-03-10, 20:04)
- Przyjdź do ratusza i powiedz jak mamy się rozwijać (23-03-10, 18:40)
- Projekt Galerii Warmińskiej chwalony w Cannes (11-03-10, 19:09)
- Plan dla Krzywego gotowy. Teraz czas na inwestycje (16-11-09, 20:44)
- Centra handlowe: wielkie kuszenie miasta (25-06-09, 17:48)
Debata publiczna jest wymagana przez prawo, bo studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego to dokument ważny. Nakreśla on na najbliższe kilkadziesiąt lat to, jak Olsztyn ma się rozwijać, jakie dziedziny życia będą traktowane priorytetowo. Nie jest to tylko dokument planistyczny, bo obejmuje większość spraw, którymi zajmuje się gmina: ochronę środowiska naturalnego, komunikację, dziedzictwo kulturowe, lokalizację inwestycji. Według planistów "kręgosłup Olsztyna ma biec od Kortowa, poprzez Śródmieście, przez al. Piłsudskiego, po tereny przemysłowe. Tutaj mają się skupiać miejskie funkcje i reprezentacyjna zabudowa. Urzędnicy przewidują też, że rosnąć będzie rola UWM i nauki w życiu miasta.
Zawiedli się jednak ci, którzy sądzili, że ratusz potraktuje debatę z należytą powagą. Okazało się, że jedyną osobą, której można było zadawać pytania, jest dyrektor biura planowania przestrzennego Jerzy Piekarski. On też zafundował tym, którzy przyszli na prelekcję, podczas której opowiadał o założeniach studium, pokazywał mapy, strzałki i obszary... Kłopot w tym, że nawet architekci, którzy przyszli na spotkanie, nie bardzo mogli zorientować się, o czym mówił Piekarski. Nic dziwnego, że wiele osób wyszło jeszcze w trakcie trwania debaty. - Tak się nie robi - skomentowała dosadnie jedna z mieszkanek, która zniechęciła się formą wykładu.
Takich osób było więcej i wraz z upływem czasu sala coraz bardziej się wyludniała. Niedosyt czuli uczestnicy, którzy pytali o misję miasta, czyli strategiczne cele, jakie mają być realizowane w nadchodzących latach. O zadawaniu pytań przedstawicielom innych wydziałów można było z kolei tylko pomarzyć, bo po prostu tych urzędników na sali nie było. Władze także tego dnia nie znalazły czasu dla olsztynian.
Spotkanie zakończyło się po 3,5 godz. - Mało konkretów, dużo lania wody. Był to w zasadzie teatr jednego aktora - podsumował architekt Piotr Rożen. - Brak mi było reprezentacji osób decydujących o najważniejszych sprawach w ratuszu. Jedynie na części spotkania pojawiła się wiceprezydent miasta [Halina Zaborowska-Boruch - red.].
Poza tym ponadtrzygodzinny maraton przypominał bardziej starcie obliczone na wyczerpanie przeciwnika niż dyskusję. Zabrakło atrakcyjnej formy prezentacji, a dyrektor biura planowania przestrzennego samotnie dawał odpór. Przy takiej formule nawet przy najlepszych chęciach urzędnik nie byłby w stanie zadowolić zgromadzonych. Można z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że wielu uczestników debaty, następnych spotkań konsultacyjnych organizowanych przez Urząd Miasta będzie unikało jak ognia.
Nawet zaprawieni w ratuszowych spotkaniach konsultacyjnych mieli problem ze zrozumieniem tego, co się działo w środę w ratuszu. - To jasno pokazuje, że miasto powinno stworzyć wreszcie stanowisko dla osoby odpowiedzialnej za organizowanie i prowadzenie konsultacji społecznych. Być może trzeba zatrudnić w tym celu profesjonalną firmę - mówił Mirosław Arczak, społecznik walczący m.in. o miasto przyjazne rowerzystom.
Miasto odniosło jednak "sukces" po raz kolejny debata publiczna została "zaliczona", a przepisom stało się zadość. Niepokojące jest to, że urząd powtarza te same i wytykane po wielekroć błędy organizacyjne. Na spotkanie przyszło kilkadziesiąt osób. Zawiadomienie o debacie wisiało na tablicy ogłoszeń, a na kilka dni przed nim informacja pojawiła się na stronie ratusza. W sumie niewiele tego jak na najważniejszą dyskusję o przyszłości Olsztyna. Już sam czas (godz. 15.30) nie sprzyjał osobom pracującym. Wątku studium próżno też szukać na platformie konsultacyjnej uruchomionej przez Urząd Miasta. Stawia to pod znakiem zapytania sens jej istnienia. Bo po co komu platforma, skoro nie zawiera najważniejszych spraw?
Zawiedli się jednak ci, którzy sądzili, że ratusz potraktuje debatę z należytą powagą. Okazało się, że jedyną osobą, której można było zadawać pytania, jest dyrektor biura planowania przestrzennego Jerzy Piekarski. On też zafundował tym, którzy przyszli na prelekcję, podczas której opowiadał o założeniach studium, pokazywał mapy, strzałki i obszary... Kłopot w tym, że nawet architekci, którzy przyszli na spotkanie, nie bardzo mogli zorientować się, o czym mówił Piekarski. Nic dziwnego, że wiele osób wyszło jeszcze w trakcie trwania debaty. - Tak się nie robi - skomentowała dosadnie jedna z mieszkanek, która zniechęciła się formą wykładu.
Takich osób było więcej i wraz z upływem czasu sala coraz bardziej się wyludniała. Niedosyt czuli uczestnicy, którzy pytali o misję miasta, czyli strategiczne cele, jakie mają być realizowane w nadchodzących latach. O zadawaniu pytań przedstawicielom innych wydziałów można było z kolei tylko pomarzyć, bo po prostu tych urzędników na sali nie było. Władze także tego dnia nie znalazły czasu dla olsztynian.
Spotkanie zakończyło się po 3,5 godz. - Mało konkretów, dużo lania wody. Był to w zasadzie teatr jednego aktora - podsumował architekt Piotr Rożen. - Brak mi było reprezentacji osób decydujących o najważniejszych sprawach w ratuszu. Jedynie na części spotkania pojawiła się wiceprezydent miasta [Halina Zaborowska-Boruch - red.].
Poza tym ponadtrzygodzinny maraton przypominał bardziej starcie obliczone na wyczerpanie przeciwnika niż dyskusję. Zabrakło atrakcyjnej formy prezentacji, a dyrektor biura planowania przestrzennego samotnie dawał odpór. Przy takiej formule nawet przy najlepszych chęciach urzędnik nie byłby w stanie zadowolić zgromadzonych. Można z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że wielu uczestników debaty, następnych spotkań konsultacyjnych organizowanych przez Urząd Miasta będzie unikało jak ognia.
Nawet zaprawieni w ratuszowych spotkaniach konsultacyjnych mieli problem ze zrozumieniem tego, co się działo w środę w ratuszu. - To jasno pokazuje, że miasto powinno stworzyć wreszcie stanowisko dla osoby odpowiedzialnej za organizowanie i prowadzenie konsultacji społecznych. Być może trzeba zatrudnić w tym celu profesjonalną firmę - mówił Mirosław Arczak, społecznik walczący m.in. o miasto przyjazne rowerzystom.
Miasto odniosło jednak "sukces" po raz kolejny debata publiczna została "zaliczona", a przepisom stało się zadość. Niepokojące jest to, że urząd powtarza te same i wytykane po wielekroć błędy organizacyjne. Na spotkanie przyszło kilkadziesiąt osób. Zawiadomienie o debacie wisiało na tablicy ogłoszeń, a na kilka dni przed nim informacja pojawiła się na stronie ratusza. W sumie niewiele tego jak na najważniejszą dyskusję o przyszłości Olsztyna. Już sam czas (godz. 15.30) nie sprzyjał osobom pracującym. Wątku studium próżno też szukać na platformie konsultacyjnej uruchomionej przez Urząd Miasta. Stawia to pod znakiem zapytania sens jej istnienia. Bo po co komu platforma, skoro nie zawiera najważniejszych spraw?
- 15 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień





