Miasto jednak spróbuje pomóc młodzieży z "samotniaka"
21.03.2010
, aktualizacja: 21.03.2010 18:23
Urzędnicy pomogą jednak lokatorce z cieszącego się złą sławą "samotniaka" przy ul. Niepodległości, która stara się pokazać młodym ludziom, że można żyć bez alkoholu i przemocy. Chętni będą mogli spędzać czas w świetlicy podczas zajęć edukacyjnych. W ich organizację angażują się kolejne instytucje
Tydzień temu napisaliśmy o jednej z lokatorek "samotniaka", która nie mogła pogodzić się, że na jej oczach stacza się mieszkająca tam młodzież. Pani Mirosława jest kobietą w średnim wieku, po zagranicznych studiach, z doktoratem teologii. Tłumaczy książki zagranicznych autorów dla największych polskich wydawnictw. Życie rodzinne tak jej się skomplikowało, że w połowie listopada 2009 roku została eksmitowana do budynku przy ul. Niepodległości, którym administruje miasto.
Kobieta przyznaje, że pierwsze dni były dla niej koszmarem. - Wysyłałam do wszystkich znajomych SMS-y z prośbą, by mnie zabrali z tego piekła - wspomina. - Na porządku dziennym są tu narkotyki, alkohol, w jednym z mieszkań prowadzona jest nawet agencja towarzyska. To getto funkcjonujące z przyzwoleniem miasta.
Patologiczną sytuację panującą w "samotniaku" potwierdza policja. - Naprawdę często musimy interweniować w tym budynku - mówi Andrzej Góźdź, komendant policji miejskiej w Olsztynie.
Pani Mirosława zaczęła powoli poznawać sąsiadów. - Okazało się, że wielu z nich to wartościowi ludzie, ale skrzywdzeni przez życie - mówi.
Najbardziej było jej żal mieszkających tam dzieci i młodzieży. Chce oderwać ich od libacji urządzanych przez rodziców, narkotyków i agresji. Zaczęła starać się o miejsce, gdzie mogliby się uczyć języków obcych i brać udział w innych zajęciach edukacyjnych.
Urzędnicy do tej pory bezradnie rozkładali ręce. Twierdzili, że nie mają możliwości wygospodarowania potrzebnego lokalu. Radzili pani Mirosławie, by poczekała do planowanej przebudowy "samotniaka". Ale ta inwestycja jest niepewna, bo zależy od zakwalifikowania wniosku o dofinansowanie przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej.
Nieoczekiwanie sprawa ruszyła z miejsca. - Jesteśmy po spotkaniu ze Zbigniewem Karpowiczem [dyrektorem Zakładu Lokali i Budynków Komunalnych, administratorem "samotniaka" - red.] - mówi radny Bogdan Dżus, do którego kobieta zwróciła się o pomoc. - Zapewnił nas, że znalazł potrzebne miejsce, w którym można urządzić świetlicę.
Uważa, że teraz trzeba uzbroić się w cierpliwość, bo od wyznaczenia jednego pomieszczenia młodzież się nie zmieni. - Musimy im pomagać metodą małych kroków - uważa radny.
Pani Mirosławie nie dość, że udało się zdobyć miejsce na świetlicę, to z pomocą przychodzą jej kolejne instytucje. Szefowie Miejskiego Zespołu Profilaktyki i Terapii Uzależnień już rozmawiali z nią w tej sprawie. W poniedziałek zaplanowane jest kolejne, na którym ustalone zostaną szczegóły współpracy. - Chcąc prowadzić skuteczną terapię, należy wyrwać młodych ludzi z otaczającego środowiska. W tym przypadku pole do popisu będą mieli pedagodzy i tzw. streetwalkerzy - mówi Błażej Gawroński, dyrektor placówki.
I dodaje: - Podejmowaliśmy już próby wyciągnięcia młodych osób z "samotniaka" na zajęcia do znajdującego się po sąsiedzku Domu Dziennego Pobytu Dziecka Arka. Jednak frekwencja była niezadowalająca. Wiele dzieci jest bitych przez rodziców i ci nie chcą, by ktoś się o tym dowiedział.
Po publikacji w "Gazecie" panią Mirosławą zainteresowały się ogólnopolskie media. Kobieta podchodzi do tego jednak z dystansem. - Proszę nie robić ze mnie bohaterki. To ci młodzi ludzie z "samotniaka" są bohaterami, bo muszą żyć w tak katastrofalnych warunkach - kończy.
Napisz lub zadzwoń
Jak jeszcze można pomóc młodzieży z „samotniaka”?
Nr tel. 194 86
redakcja@olsztyn.agora.pl
www.forum.gazeta.pl
Kobieta przyznaje, że pierwsze dni były dla niej koszmarem. - Wysyłałam do wszystkich znajomych SMS-y z prośbą, by mnie zabrali z tego piekła - wspomina. - Na porządku dziennym są tu narkotyki, alkohol, w jednym z mieszkań prowadzona jest nawet agencja towarzyska. To getto funkcjonujące z przyzwoleniem miasta.
Patologiczną sytuację panującą w "samotniaku" potwierdza policja. - Naprawdę często musimy interweniować w tym budynku - mówi Andrzej Góźdź, komendant policji miejskiej w Olsztynie.
Pani Mirosława zaczęła powoli poznawać sąsiadów. - Okazało się, że wielu z nich to wartościowi ludzie, ale skrzywdzeni przez życie - mówi.
Najbardziej było jej żal mieszkających tam dzieci i młodzieży. Chce oderwać ich od libacji urządzanych przez rodziców, narkotyków i agresji. Zaczęła starać się o miejsce, gdzie mogliby się uczyć języków obcych i brać udział w innych zajęciach edukacyjnych.
Urzędnicy do tej pory bezradnie rozkładali ręce. Twierdzili, że nie mają możliwości wygospodarowania potrzebnego lokalu. Radzili pani Mirosławie, by poczekała do planowanej przebudowy "samotniaka". Ale ta inwestycja jest niepewna, bo zależy od zakwalifikowania wniosku o dofinansowanie przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej.
Nieoczekiwanie sprawa ruszyła z miejsca. - Jesteśmy po spotkaniu ze Zbigniewem Karpowiczem [dyrektorem Zakładu Lokali i Budynków Komunalnych, administratorem "samotniaka" - red.] - mówi radny Bogdan Dżus, do którego kobieta zwróciła się o pomoc. - Zapewnił nas, że znalazł potrzebne miejsce, w którym można urządzić świetlicę.
Uważa, że teraz trzeba uzbroić się w cierpliwość, bo od wyznaczenia jednego pomieszczenia młodzież się nie zmieni. - Musimy im pomagać metodą małych kroków - uważa radny.
Pani Mirosławie nie dość, że udało się zdobyć miejsce na świetlicę, to z pomocą przychodzą jej kolejne instytucje. Szefowie Miejskiego Zespołu Profilaktyki i Terapii Uzależnień już rozmawiali z nią w tej sprawie. W poniedziałek zaplanowane jest kolejne, na którym ustalone zostaną szczegóły współpracy. - Chcąc prowadzić skuteczną terapię, należy wyrwać młodych ludzi z otaczającego środowiska. W tym przypadku pole do popisu będą mieli pedagodzy i tzw. streetwalkerzy - mówi Błażej Gawroński, dyrektor placówki.
I dodaje: - Podejmowaliśmy już próby wyciągnięcia młodych osób z "samotniaka" na zajęcia do znajdującego się po sąsiedzku Domu Dziennego Pobytu Dziecka Arka. Jednak frekwencja była niezadowalająca. Wiele dzieci jest bitych przez rodziców i ci nie chcą, by ktoś się o tym dowiedział.
Po publikacji w "Gazecie" panią Mirosławą zainteresowały się ogólnopolskie media. Kobieta podchodzi do tego jednak z dystansem. - Proszę nie robić ze mnie bohaterki. To ci młodzi ludzie z "samotniaka" są bohaterami, bo muszą żyć w tak katastrofalnych warunkach - kończy.
Napisz lub zadzwoń
Jak jeszcze można pomóc młodzieży z „samotniaka”?
Nr tel. 194 86
redakcja@olsztyn.agora.pl
www.forum.gazeta.pl
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
-
Miasto jednak spróbuje pomóc młodzieży z "samot...
weganin11
22.03.10, 09:42
Jednak można coś ruszyć, ale trzeba chęci których biurokratom brakowało.»
Najczęściej czytane24 htydzień


