Ratusz przyznaje: Wydaliśmy zgodę na wyburzenie

Tomasz Kurs
17.03.2010 , aktualizacja: 17.03.2010 18:34
A A A Drukuj
Interwencja konserwatorów zatrzymała prace przy rozbiórce jednego z obiektów w koszarach przy ul. Artyleryjskiej. Miejscy urzędnicy "zapomnieli" przy przyjmowaniu zgłoszenia o demontażu zapytać o zgodę służb ochrony zabytków.
Teraz konserwator ma dwa miesiące, aby wpisać budynek do rejestru zabytków.
Fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta
Teraz konserwator ma dwa miesiące, aby wpisać budynek do rejestru zabytków.
O tym, że gospodarczy budynek może zniknąć, dwa tygodnie temu zawiadomił nas zaniepokojony mieszkaniec, który zauważył, że ktoś demontuje dach. Już wtedy obiekt obejrzeli konserwatorzy zabytków, którzy uznali, że trzeba sprawdzić, czy nie powinien zostać wpisany do rejestru zabytków. Są ku temu poważne podstawy, bo powstał pod koniec XIX wieku i należy do pierwotnej tkanki koszar piechoty przy ul. Artyleryjskiej. Póki co nie jest wpisany do rejestru, ani nawet zaznaczony na planie zagospodarowania jako obiekt historyczny.

W środę sytuacja powtórzyła się. Ekipa budowlana ustawiła rusztowania, zdjęła część dachu i rynny. Na miejsce pojechały niezwłocznie służby budowlane i konserwatorskie. Okazało się, że pod względem formalnym wszystko jest w porządku. - Mam wszystkie niezbędne zgody - wyjaśnił właściciel i pokazał pisma wydane przez urzędników w ratuszu.

Biznesmen żadnego grzechu więc nie popełnił. Po prostu działał na podstawie obowiązujących przepisów. - Rzeczywiście miał wymagane do rozbiórki dokumenty - przyznaje Kazimierz Sobaczewski z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków. - Nakazaliśmy jednak wstrzymanie robót. Mamy prawo to zrobić w przypadku obiektu niewpisanego do rejestru zabytków, jeśli spełnia on warunki uzasadniające dokonanie wpisu do rejestru.

Rozbiórkę można była rozpocząć, bo błąd zrobili urzędnicy ratusza. Na czym polegał? Zawiadomienie o tym, że właściciel chce rozebrać obiekt, zostało przez nich przyjęte w grudniu ub. roku. - Jednak w przypadku obiektu leżącego w strefie ochrony, taka decyzja powinna być uzgodniona z Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków. Nic takiego nie miało jednak miejsca - tłumaczy Sobaczewski.

Ratusz przyznaje się do pomyłki. - Wydział architektury i budownictwa wydaje setki podobnych dokumentów i hasło budynku gospodarczego nie wzbudziło zaniepokojenia pracowników - usprawiedliwia urzędników Aneta Szpaderska, rzecznik Urzędu Miasta.

Właściciel tłumaczy, że chce zburzyć budynek, bo jest mu już niepotrzebny. Postanowił się go pozbyć po tym, gdy dowiedział się, że część jego działki oraz należącego do niego garażu ma zostać przejęte pod drogę. Uznał więc, że będzie tu za mało miejsca na dalsze prowadzenie działalności gospodarczej. Jednak po decyzji służb ochrony zabytków odwołał robotników. Teraz wojewódzki konserwator ma dwa miesiące na wpisanie obiektu do rejestru. Jeśli tak się nie stanie, budynek może bezpowrotnie zniknąć z powierzchni ziemi.

Komentarz Tomasza Kursa

Uchronienie obiektu było możliwe dzięki interwencji mieszkańca, który powiadomił konserwatorów. Jednak gdyby rozbiórka odbywała się np. w weekend, gdy urzędy są pozamykane, prawdopodobnie budynku przy Artyleryjskiej już by nie było. Właśnie w ten sposób znikła kilkanaście dni temu historyczna budka przed wjazdem do dawnej gazowni przy ul. Knosały. W poniedziałek po prostu budyneczku już nie było. Urzędnicy miejscy zlecili jej zburzenie pod poszerzenie drogi. Nie było zatem nawet szansy, żeby przemyśleć, czy kwalifikuje się ona do ochron. Historia ta dowodzi, że plany zagospodarowania mają często poważne luki. Historyczne budynki nie są w nich często w ogóle ujęte, albo traktowane jako "zwykłe" obiekty. Trzeba to zmienić, jeśli chcemy zachować historyczne obiekty.

Podziel się

  • 56 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos