Siatkówka nie dla uczniów podstawówki. "Za młodzi"

Marta Bełza
10.03.2010 , aktualizacja: 10.03.2010 19:36
A A A Drukuj
Ratusz nie zgadza się na nabór do jedynej w mieście klasy siatkarskiej w podstawówkach. Sprzeciwił się też tworzeniu sportowych oddziałów o innych profilach. Urzędnicy uważają, że to za wcześnie, aby stwierdzić, czy dziecko jest uzdolnione
Paweł Loret prowadzi trening w siatkarskiej klasie w Szkole Podstawowej nr 30
Fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta
Paweł Loret prowadzi trening w siatkarskiej klasie w Szkole Podstawowej nr 30
Siatkarska klasa istnieje w Szkole Podstawowej nr 30 przy ul. Pieczewskiej od 1997 r. Mogą się do niej zapisywać czwartoklasiści, którzy kontynuują naukę przez kolejne dwa lata. To inicjatywa wuefisty Pawła Loreta. Pomysł zyskał aprobatę rodziców, dyrektora placówki, a także urzędników z miejskiego wydziału edukacji. Uczniowie zamiast czterech planowych lekcji wychowania fizycznego mają 10. Na zajęciach ćwiczą taktykę, wytrzymałość, a najwięcej grają w siatkówkę.

Jednak problemy zaczęły się szybciej, niż przyszły sukcesy. W 2008 r. pracownicy magistratu uznali, że klasę należy rozwiązać. Dlaczego, skoro siatkówka to najważniejsza dyscyplina w mieście, akademicy mają tysiące zagorzałych sympatyków, a zawodnicy z Olsztyna zdobywali złote medale olimpijskie (Mirosław Rybaczewski i Zbigniew Lubiejewski w Montrealu, 1976 r.) i tytuły wicemistrzów świata (Wojciech Grzyb i Łukasz Kadziewicz w Tokio, 2006 r.)? Urzędnicy argumentowali, że nabór do niej odbywa się co trzy lata, a nie co rok, a to jest niezgodne z ministerialnymi przepisami, regulującymi działalność klas sportowych. Pisaliśmy o tym w "Gazecie". Wątpliwości Urzędu Miasta rozwiała wtedy kurator oświaty, która stwierdziła, że z rozporządzenia MEN nie wynika taki obowiązek.

Siatkarska klasa przetrwała, ale ratusz znów wraca do pomysłu jej likwidacji. - Urzędnicy nie chcą, aby odbył się kolejny nabór - opowiada Paweł Loret. - A zainteresowanie jest ogromne. Na spotkaniu, gdzie o tym rozmawialiśmy, było ok. 60 osób.

Hanna Kowalska, dyrektor wydziału edukacji: - My wydajemy w tej sprawie jedynie opinię - zastrzega. - Ostateczną decyzję podejmie prezydent.

Decyzję o zamknięciu klasy popiera także wiceprezydent Jerzy Szmit. Tłumaczy, że ratusza nie stać na finansowanie wszystkich pomysłów miejskich placówek. - Innym szkołom, które chciały otworzyć klasy sportowe, także odmówiliśmy - tłumaczy. - Podstawówka na Dajtkach planowała utworzyć klasę piłkarską, a SP nr 9 - taneczną. A trzeba pamiętać, że takie oddziały to nie dodatkowe zajęcia z WF-u. To klasy dla osób uzdolnionych. W szkole podstawowej jest za wcześnie, aby przeprowadzić selekcję i stwierdzić, czy ktoś ma talent, czy nie. Dobór dzieci jest przypadkowy. Może być tak, że ktoś ma wielkie zdolności, a za kilka lat z jakiegoś powodu nagle okazuje się, że wcale nie jest dobry w danym sporcie.

Czy tak jest rzeczywiście? W Olsztynie są szkoły, w których uczniowie, chcący uprawiać jakiś sport, muszą wykazać się talentem znacznie wcześniej. W SP nr 2 działa klasa pływacka, do której przyjmowane są dzieci już w klasie drugiej, a w trzeciej uczestniczą w zajęciach szkółki pływackiej. - Dzięki temu możemy wybrać dziecko, które świetnie radzi sobie w różnych stylach pływackich, i przyjąć je do czwartej klasy - wyjaśnia dyrektor Iwona Jasińska. - Myślę, że dzieci powinny zaczynać jak najwcześniej, bo poza celami sportowymi, wyznaczamy sobie także cele wychowawcze. Zależy nam na kształtowaniu charakteru dziecka, a sport pomaga w utrwalaniu dobrych nawyków.

W Gimnazjum nr 13 funkcjonuje klasa siatkarska, w której swoje umiejętności mogą doskonalić także uczniowie z SP nr 30. Jadwiga Kaczmarczyk, dyrektorka "13", podkreśla, że mało kto wyraża zainteresowanie sportem, dopiero kiedy przychodzi do gimnazjum i dowiaduje się o istnieniu klasy sportowej. - Kandydaci muszą zdać test sprawnościowy - wyjaśnia. - Dlatego nasi nauczyciele, jeżeli jest zainteresowanie i zgoda rodziców, znacznie wcześniej prowadzą zajęcia przygotowawcze dla dzieci. Dzięki temu już wcześniej znają młodzież, która potem przychodzi do szkoły.

W piątek decyzję w sprawie klasy siatkarskiej w SP nr 30 ma podjąć prezydent Piotr Grzymowicz.

Komentarz Tomasza Kursa

Dowiedzieliśmy się od Jerzego Szmita, że utalentowanego ucznia nie sposób rozpoznać w podstawówce. Wiceprezydent wyciąga z tego jeszcze dalej idący wniosek, że nie warto inwestować w dzieci ze szkół podstawowych. Jak nic czeka nas teraz likwidacja w Olsztynie zajęć dodatkowych rozwijających zainteresowania najmłodszych uczniów.

Według tej teorii zapewne brazylijscy mistrzowie piłki nożnej niepotrzebnie grali całe dzieciństwo i młodość, mały Chopin bez celu ćwiczył na fortepianie, a Robert Kubica nie wiadomo po co tak wcześnie zaczął jeździć gokartami. Talent - jeśli dziecko go ma - i tak się ujawni, tyle że dopiero po podstawówce. Zamiast znanych powiedzeń "trening czyni mistrza" i "czym skorupka za młodu nasiąknie" wiceprezydent pewnie woli dwa inne: "śpiesz się powoli" i "na naukę nigdy nie jest za późno".

Podziel się

  • 29 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

  • Siatkówka nie dla uczniów podstawówki. "Za młodzi" zjemwaswszystkich 11.03.10, 12:57

    Podstawówka to za wcześnie, ale na chodzenie do kościoła, a nie na sport iinne zainteresowania. Dlaczego nie zlikwidujecie religii w szkołachpodstawowych? Do kościółka na kolankach śmigać »

  • PiSowski jełop bombarduje wszystko co się napatocz agentwrogiegoukladu 11.03.10, 14:54

    Po raz kolejny p. Prawy i Sprawiedliwy wiceprezydent Szmit (który, przypomnę -dwukrotnie w zeszłym roku miał zabierane prawo jazdy za notoryczne łamaniekodeksu drogowego) popisuje się w »