Zlecona przez marszałka analiza parku budzi wątpliwości

Magdalena Spiczak-Brzezińska
05.03.2010 , aktualizacja: 05.03.2010 19:15
A A A Drukuj
Ocena skutków utworzenia parku narodowego na Mazurach to trudny temat. Boję się, że wyniki opracowania zleconego przez Urząd Marszałkowski będą niepełne - mówi przyrodnik Jerzy Kruszelnicki.
Jerzy Kruszelnicki: - Dobrze, gdyby park narodowy został utworzony przed rozstrzygnięciem konkursu na siedem cudów natury w 2011 roku. W ten sposób udowodnilibyśmy, że naprawdę zależy nam na mazurskiej przyrodzie.
Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta
Jerzy Kruszelnicki: - Dobrze, gdyby park narodowy został utworzony przed rozstrzygnięciem konkursu na siedem cudów natury w 2011 roku. W ten sposób udowodnilibyśmy, że naprawdę zależy nam na mazurskiej przyrodzie.
Zarząd województwa warmińsko-mazurskiego ogłosił konkurs na wykonanie analizy, która pokaże, jakie skutki przyniesie utworzenie Mazurskiego Parku Narodowego. Z dokumentu mamy poznać plusy i minusy utworzenia parku, warianty jego granic, nakłady na potrzebne inwestycje i wysokość rekompensat dla samorządów.

Rozmowa z przyrodnikiem

Magdalena Spiczak-Brzezińska: Propozycja granic parku na Mazurach jest znana od lat, plusy jego utworzenia są oczywiste. Czy potrzebna jest analiza, którą zlecił zarząd województwa?

Jerzy Kruszelnicki*: Na pewno dobrze, że władze regionu po wielomiesięcznej dyskusji w mediach wreszcie podjęły temat parku narodowego, bo Ministerstwo Środowiska od ubiegłego roku milczy w tej sprawie. Zastanawiam się jednak, jakie intencje ma Urząd Marszałkowski. Czemu ma służyć analiza plusów i minusów powstania parku? Niepokoją mnie niektóre tematy, które mają się znaleźć w analizie, a niektórych wytycznych zwyczajnie nie rozumiem. Przecież wcześniej były już przygotowane podobne opracowania, m.in. przez prof. Tomasza Żylicza, ekonomistę z Uniwersytetu Warszawskiego. A od strony przyrodniczej i geodezyjnej przygotowywałem je z Grzegorzem Wagnerem, ówczesnym dyrektorem Mazurskiego Parku Krajobrazowego.

Co budzi pana wątpliwości?

- Na czym ma polegać wyznaczenie wariantów granic i otuliny parku narodowego? Żeby utworzenie parku miało sens, w jego obrębie muszą się znaleźć konkretne gatunki roślin i zwierząt, całe ekosystemy. Od tego zależą granice parku, choć w niektórych przypadkach trzeba też wziąć pod uwagę partykularne interesy pewnych grup czy osób, o ile nie są one sprzeczne z samym sensem powstania parku.

Zaskakujące, że analiza ma obejmować przeprowadzenie konsultacji z leśnikami i myśliwymi, czyli grupami, które na utworzeniu parku stracą, a nie ma mowy o konsultacjach wśród samorządowców i mieszkańców.

- Dotarcie do mieszkańców jest najważniejsze, bo to na ich życie będzie miało wpływ stworzenie parku. Nie chodzi mi tylko o wójtów czy burmistrzów, ale o zwykłych ludzi. Trzeba im wytłumaczyć, jak działa park, bo dotąd dostawali niepełne, a nawet sprzeczne z prawdą informacje.

Niejasne są też punkty dotyczące określenia potrzeb inwestycyjnych i rozwoju infrastruktury.

- Trudno powiedzieć, co autor konkursu ma na myśli. Czy chodzi o infrastrukturę związaną z działaniem parku, a może o oczyszczalnie ścieków czy kanalizację, które powinny powstać na tym terenie? Albo o infrastrukturę związaną z rozwojem turystyki, drogi dojazdowe?

Czy za 14 tys. euro, które planuje zapłacić Urząd Marszałkowski za tę analizę, można ją przygotować rzetelnie?

- Jeśli będzie to robiła firma spoza regionu, będzie to raczej niemożliwe. Trzeba znać mazurską specyfikę. Taka firma musiałaby wziąć podwykonawcę, kupować gotowe już opracowania, a to kosztuje. Kluczowy jest też termin, w jakim opracowanie ma powstać, bo czas goni. Dobrze byłoby, żeby park został utworzony przed rozstrzygnięciem konkursu na siedem cudów natury, które planowane jest na 2011 rok. W ten sposób udowodnilibyśmy, że naprawdę zależy nam na przyrodzie i chcemy chronić unikat, jakim są mazurskie jeziora. Niestety, czasami mam wrażenie, że nie wszyscy chcą, by Mazury były wysoko w tym konkursie, bo wtedy większą wagę będzie trzeba przykładać do ochrony środowiska.

Co w takim razie można by zrobić, by władze województwa miały potrzebną wiedzę dotyczącą parku?

- Trzeba by stworzyć grupę roboczą przy marszałku, która zajęłaby się przygotowaniem takiego opracowania. To nie wiązałoby się z tak dużymi wydatkami. Wystarczyłaby dieta i zwrot kosztów dojazdu uczestników.

Kto powinien być w tej grupie?

- Eksperci z różnych dziedzin. Leśnik i osoba znająca się na krajobrazie kulturowym Mazur, np. konserwator zabytków. Koniecznie musi być ktoś z branży turystycznej, by już na tym etapie ustalić, gdzie potrzebne są większe hotele, a gdzie postawić na agroturystykę.

Nie mogłoby zabraknąć ekonomisty.

- Tak, ale musi to być osoba, która już wcześniej miała do czynienia z ochroną środowiska, by określiła ekonomiczny wpływ tworzenia obszarów chronionych na lokalną ludność. Ponieważ duża część parku to wody, potrzebny byłby hydrobiolog, a także geodeta i to taki, który zna się na gospodarce nieruchomościami, bo wytyczenie granic i sprawy własnościowe to jedno z najtrudniejszych zadań przy tworzeniu parku narodowego. Nie można zapomnieć o kimś od infrastruktury, który miał do czynienia z planowaniem inwestycji, zarówno oczyszczalni ścieków, jak i dróg. No i trzeba by w prace zespołu zaangażować światłego samorządowca.

Czy takiemu zespołowi nie grozi, że pracowałby zbyt długo?

- Myślę, że wystarczyłoby cztery, pięć dłuższych spotkań. To pozwoliłoby na przygotowanie kompletnej analizy, opartej na wiedzy specjalistów którzy znają mazurskie realia.

Jerzy Kruszelnicki

Wybitny botanik i ekolog, współautor II wydania Polskiej Czerwonej Księgi Roślin, inicjator Fundacji na rzecz Ochrony Mazurskiego Parku Krajobrazowego Dorzecza Krutyni.

Podziel się

  • 29 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos