Psychiatrzy zostali w domu, bo za mało zarabiają

Wioletta Sawicka
01.03.2010 , aktualizacja: 01.03.2010 18:57
A A A Drukuj
Tylko trzech z 21 psychiatrów Wojewódzkiego Zespołu Lecznictwa Psychiatrycznego, którzy domagali się podwyżek, wróciło do pracy. Dyrekcja szuka następców i zapewnia, że pacjentom nic nie grozi.
Od poniedziałku szpital zatrudnia tylko 17 lekarzy. Jednak jak zapewnia dyrektor Jan Citko, nawet z tak okrojonym składem placówka jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo pacjentom przez jakiś czas. - Jak długo? - Grafik mam rozpisany do przyszłego tygodnia - ucina dyrektor, który nie chce komentować odejścia z pracy 18 specjalistów.

Jednak podkreśla, że cały czas gotów jest do rozmów, jeśli tylko lekarze zechcą zatrudnić się ponownie i przyjąć proponowane warunki. To 1000 zł podwyżki w tym roku, ale bez gwarancji dalszego wzrostu o 1,6 tys. zł w przyszłym, czego domagali się protestujący lekarze.

Jeszcze nie ma wypisów i przewożenia pacjentów do innych szpitali, ale niewykluczone, że to nastąpi, jeśli wkrótce nie przybędzie specjalistów. Teraz ograniczane są wizyty w poradniach i przyjęcia na oddziały do przypadków bezwzględnie koniecznych. Jednak w miniony weekend hospitalizacji wymagało aż 10 nowych chorych.

Szpital stara się też zatrudnić nowych psychiatrów. W tym celu daje ogłoszenia w prasie. - Mam już oferty od dwóch specjalistów z innych miast - dodaje Citko.

Lekarze, którzy zdecydowali się zostać w szpitalu, niechętnie mówią o swojej decyzji. - Nie zdecydowałem się na odejście z obawy przed przyszłością - nie ukrywa jeden z nich, który prosił o nieujawnianie nazwiska.

Psychiatrów wspiera Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy. - Zauważyli, że zarabiają nędzne pieniądze. Powiedzieli wreszcie "dość" i mają rację - uważa Tadeusz Politewicz, przewodniczący regionalnych struktur związku.

Obecnego dyrektora krytykuje jego poprzednik Sławomir Ogórek. Jego zdaniem Citko powinien dać gwarancję wzrostu wynagrodzeń w przyszłym roku. - Tak już jest w negocjacjach, że czasem trzeba podjąć pewne ryzyko - tłumaczy. - W szpitalu w Ostródzie, którym kieruję, też podpisuję z pracownikami długoletnie porozumienia płacowe. Kiedy pojawia się trudna sytuacja, to przesuwamy zobowiązania.

Odejście 18 lekarzy sprawiło, że placówka ma dużo mniej psychiatrów niż wymaga NFZ, który z tego powodu może ograniczyć kontrakt. Jednak Fundusz nie zamierza tego robić, o czym poinformował w komunikacie.

Jednak dyrektor Citko obawia się, że nie uda się wypracować tegorocznego kontraktu. - Otrzymujemy pieniądze za pobyt pacjenta. Więc mniej chorych to mniej pieniędzy, a koszty są takie same - tłumaczy.

Placówka podlega samorządowi województwa. Ryszard Wasiński, dyrektor departamentu zdrowia marszałka, uważa, że "pracujący w trybie awaryjnym szpital zapewnia bezpieczeństwo i kontynuację leczenia pacjentom. A dyrekcja stara się uzupełnić kadrę lekarską". Nie dał też nadziei na gwarantowanie podwyżek przez samorząd. "Organ założycielski może szpital wspierać w działaniach inwestycyjnych, ale nie może finansować bieżącej działalności, w tym wynagrodzeń" - napisał Wasiński.

Podziel się

  • 12 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów