Zabytek poszedł z ogniem. I co dalej?
01.03.2010
, aktualizacja: 01.03.2010 18:56
Kolejny fragment zabytkowych koszar przy ul. Gietkowskiej zamienił się w zgliszcza. Reszta pięknych kiedyś koszar, zamienionych przez urzędników w kompleks hurtowni i magazynów, nadal niszczeje
ZOBACZ TAKŻE
- Złomiarze wyprzedzili inwestora przy Gietkowskiej (27-06-11, 17:20)
- Z ubezpieczycielem do sądu za pożar koszar (09-07-10, 18:35)
- Jaki most na Łynie zasłoni nam wiadukty (10-03-10, 19:42)
- Konserwator na ratunek staremu budynkowi w koszarach (08-03-10, 19:38)
- Idźmy na zwiedzanie zanim spalą się kolejne zabytki (02-03-10, 19:44)
- Zgroza: zabytkowe koszary kawalerii znowu w ogniu (27-02-10, 10:17)
- Koszary bez grosza. Co z odszkodowaniem? (25-08-09, 18:12)
- Ratusz chce zburzyć spalone zabytkowe koszary (16-08-09, 17:55)
W poniedziałek w ratuszu spotkały się służby, administratorzy i urzędnicy. Rozmawiali o sobotnim pożarze w hurtowni AGD, która mieściła się w dawnych koszarach. Straty ocenili wstępnie na 16 mln zł. - Najważniejszą sprawą poza wyjaśnieniem przyczyn pożaru jest zabezpieczenie obiektów, które zapewni bezpieczeństwo pozostałym najemcom - mówi Aneta Szpaderska, rzecznik Urzędu Miasta. - Chodzi o sprawdzenie stanu linii przesyłowych gazu i elektryczności.
Uczestnicy spotkania rozmawiali też o akcji ratunkowej. - Strażacy skarżyli się, że byli zaskoczeni zamurowanymi wejściami i oknami [w palącym się budynku - red.] - przyznaje Aneta Szpaderska.
- Sprawdzimy, czy te mury miały prawo tam stanąć - dodaje Aleksander Lachowicz, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego.
Obiekt obejrzą także przedstawiciele wojewódzkiego konserwatora zabytków, bo koszary są wpisane do rejestru. - Za stan budynku odpowiada właściciel [czyli w tym wypadku miasto - red.] - przypomina Kazimierz Sobaczewski z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków. - Zamierzamy też przeprowadzić kontrolę pozostałych obiektów na terenie koszar, bo jesteśmy zaniepokojeni tym, co się tam dzieje.
Kontrola jest potrzebna, bo jeszcze kilka miesięcy temu do niektórych z nich można było wejść bez większego problemu, więc o ich zniszczenie czy podpalenie nie było trudno. Przypomnijmy, że konserwatorzy sprawdzili w 2008 i 2009 roku kilka obiektów na terenie koszar. Nakazali wtedy zabezpieczyć je przed deszczem i wstępem postronnych osób. Wskazali też, że niektórzy najemcy niszczą zabytek. Chodziło m.in. o hurtownię drobiu. - Choć miasto wypowiedziało tej firmie umowę, nadal działa w tym samym miejscu - przyznaje Zbigniew Karpowicz, dyrektor Zarządu Lokali i Budynków Komunalnych.
Rok temu, w maju 2009 roku, spaliła się stajnia przy ul. Gietkowskiej. Zapytaliśmy administratora, czy po tamtym pożarze zabezpieczył pozostałe budynki. - Zgodnie z prawem budowlanym przeglądy są co roku, a co pięć lat bardziej szczegółowe. Podpisują się pod nimi osoby z uprawnieniami - mówi Karpowicz. - Zastanawiam się, czy teraz nie należy zlecić dodatkowej kontroli, ale to są koszty. Zresztą skoro przeglądy się odbywają, to nie bardzo mamy podstawy, żeby to kwestionować.
Takiemu podejściu dziwi się Aleksander Lachowicz. - Zaskakujące, że można się tylko na tym opierać. Podczas takich kontroli nikt nie sprawdza przecież, czy ktoś dokonywał przeróbek - mówi. - Właściciel też powinien pilnować swojego mienia. To tak, jakbym wynajmował komuś mieszkanie i nie sprawdził go po balandze, którą ktoś tam zorganizował.
Nie wiadomo, jakie były przyczyny sobotniego pożaru. Ustali to prokuratura. Na pewno trzeba będzie na to poczekać, skoro nadal nie poznaliśmy przyczyn ubiegłorocznego pożaru w koszarach. Z tego powodu miasto wciąż nie dostało odszkodowania z firmy ubezpieczeniowej, w której koszary są ubezpieczone. - Jak tylko dostaniemy informację o zakończeniu śledztwa, wystąpimy z wnioskiem o wypłatę pieniędzy - dodaje Zbigniew Karpowicz.
- W sprawie poprzedniego pożaru powołaliśmy biegłych, ale opinia była niepełna. Na dodatek pojawiła się inna opinia rzeczoznawcy ze strony ubezpieczyciela. Obie były sprzeczne - wyjaśnia Mieczysław Orzechowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie. - Pod koniec stycznia powołano następnego biegłego, który wyda opinię dotyczącą źródła ognia. Ma być gotowa w drugiej połowie kwietnia.
Komentarz Macieja Nowakowskiego
Urzędnicy idą na łatwiznę
Koszary przy ul. Dąbrowskiego i Gietkowskiej znam od czasów dzieciństwa. Przez kilka lat dzień w dzień koło nich przechodziłem. Wtedy były to zwykłe powojskowe budynki, niczym się szczególnym niewyróżniające. Dopiero gdy poznałem historię miasta, ze zwykłych budynków stały się ważnym świadectwem, które zostało po dawnych mieszkańcach Olsztyna. Jeszcze więcej dowiedziałem się o nich, gdy zacząłem je odwiedzać i spacerować po koszarowych dziedzińcach. Ostatni raz byłem tam jesienią i swojej 5-letniej córce pokazywałem budynki i koniowiązy, ślady po stacjonujących tu na przełomie XIX-XX wieku pułkach pruskich dragonów.
Dla mnie to miejsce, w którym historia wciąż żyje, choć budynki upadają. W 1991 roku pożar wybuchł w koszarowej ujeżdżalni. Skutki były na tyle poważne, że obiekt trzeba było rozebrać. Kilka miesięcy temu, w maju 2009 roku pożar strawił stajnię przy ul. Gietkowskiej 10. Jak na ironię był to jeden z najlepiej zachowanych obiektów w całym zespole koszarowym przy ul. Gietkowskiej. Już wtedy było jasne, że pożar to smutny finał serii urzędowych zaniechań. Spłonął budynek w jednym z najciekawszych - z historycznego punktu widzenia - kompleksów w Olsztynie, w miejscu, które daje mnóstwo możliwości, by wykorzystać zabytkową przestrzeń na kulturalną enklawę, galerie, sceny albo na centrum handlowe w starych murach. To sami urzędnicy rozbudzili w nas nadzieję, że to miejsce ma taką przyszłość, snując swoje marzenia. Więc niech się teraz nie dziwią, że tą nadzieją do dziś żyjemy. Tylko że po rzuceniu w powietrze atrakcyjnych haseł, trzeba zakasać rękawy i zacząć coś robić, by plany zrealizować. Ile będziemy czekać na decyzję, jak wykorzystać koszary? Rok temu, nieco złośliwie, zadaliśmy pytanie, czy przypadkiem nie do kolejnego pożaru? Jak się okazało, ta perspektywa była zbyt krótka.
Tym razem ogień dopadł najdłuższy z pozostałych w koszarach budynek. Do tego pożaru - wcześniej czy później - i tak by doszło. Marną mam satysfakcję z tego, że tę tragedię przewidzieliśmy niemal rok temu. Skoro zabytkowe budynki zostały przez Urząd Miasta zakwalifikowane jako magazyny czy zakłady usługowe i jako takie wynajęte różnym firmom i przedsiębiorcom, nie należało się spodziewać, że dzierżawcy będą ich pilnować jak oka w głowie. Dlatego to urzędnicy ratusza mają największy grzech na sumieniu. Najpierw koszary oddali na pewne zniszczenie - bo już widać, że większość dzierżawców zostawi je w opłakanym stanie - a potem nie byli w stanie upilnować, by ich nie zniszczyli. Co gorsza, nie tylko innych nie potrafili zmusić do zabezpieczenia zabytkowych murów. Także swoich budynków, które stoją puste, nie chronili jak należy. Dopiero konserwatorzy zabytków musieli ich - o czym pisaliśmy niemal dwa lata temu - do tego zmusić.
Dziś znów pytamy urzędników o przyszłość dawnych koszar dragonów. Nie wiem, jak długo to pytanie będzie aktualne. Wiem, dlaczego to pytanie wciąż musimy stawiać. Bo urzędnicy idą na łatwiznę. Łatwiej ogłosić przetarg na dzierżawę miejskiej własności, niż wymyślić, jak ją odnowić, albo znaleźć inwestora i przekonać go, by zechciał zabytkowy kompleks wyremontować i zaczął w nim swoją działalność. Skoro to takie trudne, najłatwiej z tego zrezygnować. Skutki są łatwe do przewidzenia.
Dobrze, że w mieście powstają nowe ulice, będą tramwaje i baseny. Szkoda, że ostatnio tak często strażackie syreny przypominają nam, że w pogoni za nowymi inwestycjami zapominamy o tym, co cennego zostawali nam inni.
Uczestnicy spotkania rozmawiali też o akcji ratunkowej. - Strażacy skarżyli się, że byli zaskoczeni zamurowanymi wejściami i oknami [w palącym się budynku - red.] - przyznaje Aneta Szpaderska.
- Sprawdzimy, czy te mury miały prawo tam stanąć - dodaje Aleksander Lachowicz, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego.
Obiekt obejrzą także przedstawiciele wojewódzkiego konserwatora zabytków, bo koszary są wpisane do rejestru. - Za stan budynku odpowiada właściciel [czyli w tym wypadku miasto - red.] - przypomina Kazimierz Sobaczewski z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków. - Zamierzamy też przeprowadzić kontrolę pozostałych obiektów na terenie koszar, bo jesteśmy zaniepokojeni tym, co się tam dzieje.
Kontrola jest potrzebna, bo jeszcze kilka miesięcy temu do niektórych z nich można było wejść bez większego problemu, więc o ich zniszczenie czy podpalenie nie było trudno. Przypomnijmy, że konserwatorzy sprawdzili w 2008 i 2009 roku kilka obiektów na terenie koszar. Nakazali wtedy zabezpieczyć je przed deszczem i wstępem postronnych osób. Wskazali też, że niektórzy najemcy niszczą zabytek. Chodziło m.in. o hurtownię drobiu. - Choć miasto wypowiedziało tej firmie umowę, nadal działa w tym samym miejscu - przyznaje Zbigniew Karpowicz, dyrektor Zarządu Lokali i Budynków Komunalnych.
Rok temu, w maju 2009 roku, spaliła się stajnia przy ul. Gietkowskiej. Zapytaliśmy administratora, czy po tamtym pożarze zabezpieczył pozostałe budynki. - Zgodnie z prawem budowlanym przeglądy są co roku, a co pięć lat bardziej szczegółowe. Podpisują się pod nimi osoby z uprawnieniami - mówi Karpowicz. - Zastanawiam się, czy teraz nie należy zlecić dodatkowej kontroli, ale to są koszty. Zresztą skoro przeglądy się odbywają, to nie bardzo mamy podstawy, żeby to kwestionować.
Takiemu podejściu dziwi się Aleksander Lachowicz. - Zaskakujące, że można się tylko na tym opierać. Podczas takich kontroli nikt nie sprawdza przecież, czy ktoś dokonywał przeróbek - mówi. - Właściciel też powinien pilnować swojego mienia. To tak, jakbym wynajmował komuś mieszkanie i nie sprawdził go po balandze, którą ktoś tam zorganizował.
Nie wiadomo, jakie były przyczyny sobotniego pożaru. Ustali to prokuratura. Na pewno trzeba będzie na to poczekać, skoro nadal nie poznaliśmy przyczyn ubiegłorocznego pożaru w koszarach. Z tego powodu miasto wciąż nie dostało odszkodowania z firmy ubezpieczeniowej, w której koszary są ubezpieczone. - Jak tylko dostaniemy informację o zakończeniu śledztwa, wystąpimy z wnioskiem o wypłatę pieniędzy - dodaje Zbigniew Karpowicz.
- W sprawie poprzedniego pożaru powołaliśmy biegłych, ale opinia była niepełna. Na dodatek pojawiła się inna opinia rzeczoznawcy ze strony ubezpieczyciela. Obie były sprzeczne - wyjaśnia Mieczysław Orzechowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie. - Pod koniec stycznia powołano następnego biegłego, który wyda opinię dotyczącą źródła ognia. Ma być gotowa w drugiej połowie kwietnia.
Komentarz Macieja Nowakowskiego
Urzędnicy idą na łatwiznę
Koszary przy ul. Dąbrowskiego i Gietkowskiej znam od czasów dzieciństwa. Przez kilka lat dzień w dzień koło nich przechodziłem. Wtedy były to zwykłe powojskowe budynki, niczym się szczególnym niewyróżniające. Dopiero gdy poznałem historię miasta, ze zwykłych budynków stały się ważnym świadectwem, które zostało po dawnych mieszkańcach Olsztyna. Jeszcze więcej dowiedziałem się o nich, gdy zacząłem je odwiedzać i spacerować po koszarowych dziedzińcach. Ostatni raz byłem tam jesienią i swojej 5-letniej córce pokazywałem budynki i koniowiązy, ślady po stacjonujących tu na przełomie XIX-XX wieku pułkach pruskich dragonów.
Dla mnie to miejsce, w którym historia wciąż żyje, choć budynki upadają. W 1991 roku pożar wybuchł w koszarowej ujeżdżalni. Skutki były na tyle poważne, że obiekt trzeba było rozebrać. Kilka miesięcy temu, w maju 2009 roku pożar strawił stajnię przy ul. Gietkowskiej 10. Jak na ironię był to jeden z najlepiej zachowanych obiektów w całym zespole koszarowym przy ul. Gietkowskiej. Już wtedy było jasne, że pożar to smutny finał serii urzędowych zaniechań. Spłonął budynek w jednym z najciekawszych - z historycznego punktu widzenia - kompleksów w Olsztynie, w miejscu, które daje mnóstwo możliwości, by wykorzystać zabytkową przestrzeń na kulturalną enklawę, galerie, sceny albo na centrum handlowe w starych murach. To sami urzędnicy rozbudzili w nas nadzieję, że to miejsce ma taką przyszłość, snując swoje marzenia. Więc niech się teraz nie dziwią, że tą nadzieją do dziś żyjemy. Tylko że po rzuceniu w powietrze atrakcyjnych haseł, trzeba zakasać rękawy i zacząć coś robić, by plany zrealizować. Ile będziemy czekać na decyzję, jak wykorzystać koszary? Rok temu, nieco złośliwie, zadaliśmy pytanie, czy przypadkiem nie do kolejnego pożaru? Jak się okazało, ta perspektywa była zbyt krótka.
Tym razem ogień dopadł najdłuższy z pozostałych w koszarach budynek. Do tego pożaru - wcześniej czy później - i tak by doszło. Marną mam satysfakcję z tego, że tę tragedię przewidzieliśmy niemal rok temu. Skoro zabytkowe budynki zostały przez Urząd Miasta zakwalifikowane jako magazyny czy zakłady usługowe i jako takie wynajęte różnym firmom i przedsiębiorcom, nie należało się spodziewać, że dzierżawcy będą ich pilnować jak oka w głowie. Dlatego to urzędnicy ratusza mają największy grzech na sumieniu. Najpierw koszary oddali na pewne zniszczenie - bo już widać, że większość dzierżawców zostawi je w opłakanym stanie - a potem nie byli w stanie upilnować, by ich nie zniszczyli. Co gorsza, nie tylko innych nie potrafili zmusić do zabezpieczenia zabytkowych murów. Także swoich budynków, które stoją puste, nie chronili jak należy. Dopiero konserwatorzy zabytków musieli ich - o czym pisaliśmy niemal dwa lata temu - do tego zmusić.
Dziś znów pytamy urzędników o przyszłość dawnych koszar dragonów. Nie wiem, jak długo to pytanie będzie aktualne. Wiem, dlaczego to pytanie wciąż musimy stawiać. Bo urzędnicy idą na łatwiznę. Łatwiej ogłosić przetarg na dzierżawę miejskiej własności, niż wymyślić, jak ją odnowić, albo znaleźć inwestora i przekonać go, by zechciał zabytkowy kompleks wyremontować i zaczął w nim swoją działalność. Skoro to takie trudne, najłatwiej z tego zrezygnować. Skutki są łatwe do przewidzenia.
Dobrze, że w mieście powstają nowe ulice, będą tramwaje i baseny. Szkoda, że ostatnio tak często strażackie syreny przypominają nam, że w pogoni za nowymi inwestycjami zapominamy o tym, co cennego zostawali nam inni.
- 31 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Zabytek poszedł z ogniem. I co dalej?
weganin11
02.03.10, 10:23
Skoro mamy Towarzystwo Wzajemnej Asekuracji, to nie ma co się dziwić że obiekty zabytkowe są dla nich solą w oku.Niedługo spalą wszystko a winnych niebędzie, bo Prokuratura ociąga się jak za»
-
Zabytek poszedł z ogniem. I co dalej?
fajnyartur108
02.03.10, 21:28
Na podpalenia nie ma rady. Jak branża meblowa byla w dołku pierwszym, bo teraz kolejny, to Mebelplast spalił się był:), nie jest tajemnicą że agd wobec internetowego handlu jest w dolku, »
Najczęściej czytane24 htydzień




