"Dyrektorzy szkół zawyżają liczbę potrzebnych etatów"

Marta Bełza
23.02.2010 , aktualizacja: 23.02.2010 19:16
A A A Drukuj
W szkołach jest za dużo oddziałów, a dyrektorzy zawyżają liczbę potrzebnych etatów - wynika z analizy przygotowanej na zlecenie ratusza przez specjalistyczną firmę z Wrocławia.

Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta
Analizę organizacji olsztyńskich szkół podstawowych i gimnazjów oraz metody standaryzacji zatrudnienia przygotowała firma Vulcan. Autorzy przy jej sporządzeniu brali pod uwagę mnóstwo czynników, m.in. koszt lekcji i zajęć dodatkowych, zajęcia specjalne czy środki przeznaczane na wsparcie pedagogiczne. Ratusz zamówił takie opracowanie, gdyż - jak mówią urzędnicy - pieniądze na edukację nie są racjonalnie wykorzystywane. W ostatnich dziesięciu latach środki na edukację zwiększyły się o 10 mln zł, choć w szkołach jest o 5 tys. uczniów mniej.

Sytuację miała zmienić miejska reforma, która zakładała likwidację kilku placówek i połączenie wybranych szkół w zespoły. To pozwoliłoby zredukować liczbę etatów pracowników obsługi i administracji oraz dyrektorów. A zaoszczędzone pieniądze zostałyby przeznaczone na inne cele edukacyjne. Po licznych protestach mieszkańców urzędnicy ogłosili, iż odkładają na jakiś czas planowane zmiany. Zapowiadają jednak, że nie rezygnują z reformy miejskiej oświaty. W marcu mają odbyć się konsultacje w tej sprawie, w których wezmą udział przedstawiciele rad rodziców, pracownicy szkół i związkowcy. - Chcemy lepiej zarządzać budżetem, który jest przeznaczany na edukację, ale do tego potrzebne są zmiany - mówi wiceprezydent Jerzy Szmit.

Jakie wnioski zawiera opracowanie, którego przygotowanie zlecił ratusz? Oszczędności na pewno nie można szukać w strukturze zatrudnienia, tzn. przyjmować do pracy niedoświadczonych, gorzej wykwalifikowanych, ale za to tańszych nauczycieli. Takie rozwiązanie doprowadziłoby do tego, że dzieci byłyby uczone przez nauczycieli stażystów lub kontraktowych, nawet nieposiadających tytułu magistra. Oszczędzać należy zatem nie na jakości, ale na liczbie osób zatrudnianych w szkolnictwie, która powinna być dostosowywana do zmian demograficznych. Analiza pokazuje, że dyrektorzy olsztyńskich placówek, przygotowując arkusze organizacyjne, w których określają, ilu uczniów i oddziałów będzie w ich szkołach od nowego roku, a tym samym ilu pracowników potrzebują, zawyżają dane. "( ) Starają się wykazać jak największą ilość klas pierwszych. To pozwala na zwiększanie liczby nauczycieli i tworzenia etatów niepedagogicznych" [na jeden oddział przypada pół etatu - red.] - piszą w opracowaniu. To powoduje, że w placówkach, gdzie uczy się tyle samo uczniów, jest różna liczba oddziałów, a tym samym kadry. Jako przykład autorzy podają SP 9 i SP 13. W SP nr 9 jest średnio 39,2 etatów nauczycieli, a w SP nr 13 o 1,3 etatu mniej. W "dziewiątce" w klasach IV-VI są też najmniejsze oddziały, bo średnio 21-osobowe, podczas gdy np. w SP 29 średnio kształci się 27 uczniów.

Wojciech Tański, dyrektor SP 9 nie zgadza się ze stwierdzeniem, że nauczyciele zawyżają liczbę pierwszoklasistów w arkuszach egzaminacyjnych. - To niemożliwe, odkąd nabór jest prowadzony drogą elektroniczną - tłumaczy. - Dane ucznia wprowadza się do systemu, dzięki czemu dokładnie wiadomo, ile dzieci będzie w szkole. Urząd Miasta ma stały wgląd w te informacje, dlatego myślę, że taki wniosek to nadinterpretacja faktów.

Najbardziej nieekonomiczne szkoły podstawowe - według Vulcana - to SP 1 i SP 33. Z analizy wynika, że jest tam zatrudnionych zbyt wiele osób tzw. wsparcia pedagogicznego, czyli bibliotekarzy czy pracowników świetlicy. Autorzy opracowania podkreślają jednak, że na korzyść SP 1 przemawia, iż jest to placówka, gdzie z powodu określonej liczby dzieci w danej grupie wiekowej trudno umieścić wszystkich w jednej klasie.

Jeżeli chodzi o gimnazja, to najwięcej nauczycieli jest zatrudnionych w największym Gimnazjum nr 13. Gdyby o liczbie etatów decydowałaby ilość uczniów, to na drugim miejscu powinna być nieznacznie mniejsza "ósemka". Tymczasem jest to Gimnazjum nr 12, w którym uczy się o 50 uczniów mniej niż w "trzynastce".

Analiza przygotowana przez wrocławską firmę jest bardzo szczegółowa, dlatego przedstawienie propozycji zmian w edukacji i sposobu finansowania szkół wymaga czasu. - To materiał, który musi być przeanalizowany, poddany konsultacjom, na podstawie którego zapadną rozstrzygnięcia - zapowiada prezydent Piotr Grzymowicz.

Podziel się

  • 8 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów