Życie rencisty: trzy lata ze szczurami w piwnicy
16.02.2010
, aktualizacja: 16.02.2010 18:18
Bez wody, okna, ogrzewania, łazienki. W ciasnej piwnicy przy ul. Okrzei, po kryjomu, od trzech lat mieszka rencista. Stara się o mieszkanie komunalne, ale jak na razie bezskutecznie
ZOBACZ TAKŻE
- "Szczur pogryzł psa" - plaga gryzoni w Policach (12-07-10, 12:35)
- Spółdzielnia walczy z dłużnikami, lokatorzy pod zastaw (08-02-10, 19:13)
- Eksmisje uciążliwych lokatorów do baraku (12-01-10, 17:55)
Piwnica jest tak mała, że wysoki człowiek ma problem z wyprostowaniem się. Maciej Andrzejczak wstawił tu wersalkę, stolik i niewielki regalik. Więcej się nie zmieści. Wszędzie czuć stęchliznę. W podłodze jest dziura, którą wchodzą szczury. - Muszę spać przy zapalonym świetle, bo w ciemności buszują - mówi rencista.
Prąd to jedyne udogodnienie, z jakiego w piwnicy korzysta. Korzystając z energii, może sobie coś ugotować na małej maszynce. Aby jednak pójść do łazienki i wykąpać się, musi prosić o pomoc znajomych. - Najczęściej chodzę do kolegi, który mieszka przy al. Warszawskiej - opowiada.
Pokazuje też kartę informacyjną ze szpitala. Lista chorób jest długa. Ma problemy z płucami, przeszedł zawał i cierpi na cukrzycę. - Dwa razy dziennie biorę insulinę w zastrzykach - pokazuje pudełko ze strzykawką. Jednak w warunkach, w jakich mieszka, zachowanie potrzebnej przy tym higieny jest wręcz niemożliwe. Wodę do picia czy umycia rąk najczęściej musi kupować. Nie za bardzo też może liczyć na pomoc sąsiadów, bo w piwnicy mieszka nielegalnie. - W tej klatce jest osiem rodzin. Tylko dwie wiedzą, że tu jestem - mówi. Boi się, że jak przewodniczący wspólnoty dowie się o tym, to go stąd wyrzuci. Dlatego zachowuje się bardzo cicho, by nikt więcej go nie wytropił.
Piwnicę zajął w 2008 roku. Wcześniej było to pomieszczenie, w którym sprzątaczki trzymały szczotki i inny sprzęt do sprzątania. - Jak stąd odchodziły, jedna, która wiedziała o moich problemach, dała mi po cichu klucz i dzięki temu mogłem się tu wprowadzić.
Kłopoty Macieja Andrzejczaka z mieszkaniem zaczęły się 2003 roku, gdy się rozwiódł. Spółdzielcze mieszkanie przypadło żonie, a on musiał się wyprowadzić i wymeldować. Już wtedy zaczął starania o mieszkanie komunalne od miasta. Ponieważ do tego potrzebny był także meldunek w Olsztynie, pomogła mu siostra. Zameldowała go u siebie i udostępniła kawałek kąta w kuchni. - Ale kiedy przekonała się, że mieszkania tak łatwo nie dostanę, musiałem się wyprowadzić - opowiada. Ale na razie wciąż jest zameldowany, więc nadal może się starać o komunalne lokum.
Jednak mimo składanych w ratuszu od lat wniosków nigdy nie został nawet wpisany na listę uprawnionych do otrzymania mieszkania. Za każdym razem dostawał pismo z takim samym uzasadnieniem, że społeczna komisja do spraw mieszkań komunalnych brała pod uwagę w szczególności sytuację rodzinną, zdrowotną, mieszkaniową i finansową oraz okres ubiegania się o lokal komunalny. A spośród ubiegających się wybrała osoby i rodziny znajdujące się w najtrudniejszej sytuacji. - A czy moja sytuacja nie jest trudna? - pyta.
Pan Maciej jest od 20 lat rencistą. Miesięcznie dostaje niewiele ponad 600 zł. Na razie nie korzysta z żadnej pomocy społecznej. Dlatego nie myślał o wynajęciu jakiegoś pokoju w prywatnym mieszkaniu. - Taniej niż za 300-400 zł niczego nie znajdę - odpowiada. Nie martwi się, że za mieszkanie komunalne też będzie musiał płacić. - Na pewno czynsz będzie mniejszy niż za wynajmowanie prywatnego mieszkania. Dam radę.
Sprawdziliśmy, co się dzieje ze sprawą pana Macieja w ratuszu. Rzecznik prasowa Urzędu Miasta Aneta Szpaderska przyznała, że rencista spełnia warunki, aby taki lokal otrzymać. To dlaczego tak długo nie może go dostać? - Nie jest to jedyna osoba, która stara się o mieszkanie komunalne, a kolejka jest długa. Komisja bierze pod uwagę czas oczekiwania na mieszkanie. Ten pan też czeka już dość długo, więc jest duża szansa, że jeszcze w tym roku je otrzyma - dodaje Szpaderska.
Prąd to jedyne udogodnienie, z jakiego w piwnicy korzysta. Korzystając z energii, może sobie coś ugotować na małej maszynce. Aby jednak pójść do łazienki i wykąpać się, musi prosić o pomoc znajomych. - Najczęściej chodzę do kolegi, który mieszka przy al. Warszawskiej - opowiada.
Pokazuje też kartę informacyjną ze szpitala. Lista chorób jest długa. Ma problemy z płucami, przeszedł zawał i cierpi na cukrzycę. - Dwa razy dziennie biorę insulinę w zastrzykach - pokazuje pudełko ze strzykawką. Jednak w warunkach, w jakich mieszka, zachowanie potrzebnej przy tym higieny jest wręcz niemożliwe. Wodę do picia czy umycia rąk najczęściej musi kupować. Nie za bardzo też może liczyć na pomoc sąsiadów, bo w piwnicy mieszka nielegalnie. - W tej klatce jest osiem rodzin. Tylko dwie wiedzą, że tu jestem - mówi. Boi się, że jak przewodniczący wspólnoty dowie się o tym, to go stąd wyrzuci. Dlatego zachowuje się bardzo cicho, by nikt więcej go nie wytropił.
Piwnicę zajął w 2008 roku. Wcześniej było to pomieszczenie, w którym sprzątaczki trzymały szczotki i inny sprzęt do sprzątania. - Jak stąd odchodziły, jedna, która wiedziała o moich problemach, dała mi po cichu klucz i dzięki temu mogłem się tu wprowadzić.
Kłopoty Macieja Andrzejczaka z mieszkaniem zaczęły się 2003 roku, gdy się rozwiódł. Spółdzielcze mieszkanie przypadło żonie, a on musiał się wyprowadzić i wymeldować. Już wtedy zaczął starania o mieszkanie komunalne od miasta. Ponieważ do tego potrzebny był także meldunek w Olsztynie, pomogła mu siostra. Zameldowała go u siebie i udostępniła kawałek kąta w kuchni. - Ale kiedy przekonała się, że mieszkania tak łatwo nie dostanę, musiałem się wyprowadzić - opowiada. Ale na razie wciąż jest zameldowany, więc nadal może się starać o komunalne lokum.
Jednak mimo składanych w ratuszu od lat wniosków nigdy nie został nawet wpisany na listę uprawnionych do otrzymania mieszkania. Za każdym razem dostawał pismo z takim samym uzasadnieniem, że społeczna komisja do spraw mieszkań komunalnych brała pod uwagę w szczególności sytuację rodzinną, zdrowotną, mieszkaniową i finansową oraz okres ubiegania się o lokal komunalny. A spośród ubiegających się wybrała osoby i rodziny znajdujące się w najtrudniejszej sytuacji. - A czy moja sytuacja nie jest trudna? - pyta.
Pan Maciej jest od 20 lat rencistą. Miesięcznie dostaje niewiele ponad 600 zł. Na razie nie korzysta z żadnej pomocy społecznej. Dlatego nie myślał o wynajęciu jakiegoś pokoju w prywatnym mieszkaniu. - Taniej niż za 300-400 zł niczego nie znajdę - odpowiada. Nie martwi się, że za mieszkanie komunalne też będzie musiał płacić. - Na pewno czynsz będzie mniejszy niż za wynajmowanie prywatnego mieszkania. Dam radę.
Sprawdziliśmy, co się dzieje ze sprawą pana Macieja w ratuszu. Rzecznik prasowa Urzędu Miasta Aneta Szpaderska przyznała, że rencista spełnia warunki, aby taki lokal otrzymać. To dlaczego tak długo nie może go dostać? - Nie jest to jedyna osoba, która stara się o mieszkanie komunalne, a kolejka jest długa. Komisja bierze pod uwagę czas oczekiwania na mieszkanie. Ten pan też czeka już dość długo, więc jest duża szansa, że jeszcze w tym roku je otrzyma - dodaje Szpaderska.
- 18 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Życie rencisty: trzy lata ze szczurami w piwnicy
koppom
16.02.10, 18:52
Uważam że nie ma żadnego problemu aby ten pan otrzymał należne od gminy mieszkanie .Gdyż właśnie na koszt MOPS tak MOPSu kończą remont kapitalny w mieszkaniu komunalnym przy ulicy Mazurska»
Najczęściej czytane24 htydzień




