Wyniki sondażu: Nie mamy wpływu na własne miasto
15.01.2010
, aktualizacja: 15.01.2010 18:19
Większość olsztynian nie brała udziału w konsultacjach organizowanych przez ratusz. Na dodatek decyzje podejmowane przez rządzących nijak się mają do oczekiwań mieszkańców.
ZOBACZ TAKŻE
- Prof. Maksymowicz: Wykorzystajmy szansę rozwoju Olsztyna (04-02-10, 17:24)
- Dokąd zmierza Olsztyn? W Gazeta Cafe debata o rozwoju (22-01-10, 21:13)
- Sondaż o mieście: A w Olsztynie wciąż bez zmian (17-01-10, 18:57)
- Olsztyn nie ma lidera. Kto wygra najbliższe wybory? (14-01-10, 23:00)
- Sondaż: Źle myślimy o naszej lokalnej władzy (14-01-10, 04:00)
Badania zostały przeprowadzone w 32 największych miastach. Zapytaliśmy m.in. o to, czy władze chętnie konsultują trudne decyzje z mieszkańcami? W Olsztynie zaledwie co czwarty respondent odpowiedział na to pytanie twierdząco. Aż dwie trzecie badanych uznało natomiast, że władze nie pytają ich o radę. Tylko w siedmiu miastach odczucia pod tym względem są gorsze. Jeszcze słabiej wypadamy przy pytaniu: "Czy brał pan/pani udział w jakichkolwiek konsultacjach społecznych organizowanych przez władze miejskie?". Tutaj jedynie cztery miasta wypadły bardziej negatywnie. Aż 78,4 proc. badanych stwierdziło, że nie brało udziału w jakichkolwiek konsultacjach organizowanych przez władze.
Ludzie swoje, władza swoje
O tym, że Olsztyn ma zaległości w tym względzie, "Gazeta" pisała wiele razy. Sondaż tylko to potwierdził. Jeśli natomiast do takich spotkań już dochodzi, to okazuje się, że oczekiwania mieszkańców często rozmijają się z pomysłami władz. Wystarczy przypomnieć sobie kontrowersje, jakie towarzyszyły powstaniu basenu olimpijskiego. Okazało się, że olsztynianie wolą aquapark niż obiekt wyczynowy. Tylko co z tego, skoro część rekreacyjna jest tylko drobnym elementem sportowego na wskroś obiektu? Wciąż toczą się natomiast zaciekłe dyskusje o przebieg linii tramwajowej.
- Z badań wynika, że miasto nie uwzględnia mieszkańców przy planowaniu i decydowaniu o ważnych sprawach. Jeśli chodzi o potrzebę konsultacji, to jest to kwestia braku świadomości rządzących, ale także samych mieszkańców - uważa Bartłomiej Głuszak, prezes federacji organizacji socjalnych województwa warmińsko-mazurskiego SOS-a. - Po sondażu widać, że kontakty z samorządem przebiegają głównie na poziomie petenta, a nie współudziale w planowaniu.
Niepokojące jest to, że najmniejszy udział w takich konsultacjach deklarują ludzie młodzi (18-24 lata). Jedynie 4,4 proc. z nich przyznało, że uczestniczyło w takich spotkaniach. Pod tym względem wypadamy wyjątkowo blado na tle innych miast. Może to świadczyć o tym, że władze nie potrafią dotrzeć do młodzieży i włączyć ich w świadome uczestnictwo w życie Olsztyna.
Potwierdza to odpowiedź na inne pytanie: "czy czujesz się współodpowiedzialny za miejsce, w którym mieszkasz". "Tak" odpowiedziało jedynie 35 proc. mieszkańców w wieku 18-24 lat. W przypadku osób w wieku 60 i więcej lat jest to natomiast aż 70 proc. W Olsztynie mamy zatem do czynienia z niepokojącym zjawiskiem: młodzi nie czują się odpowiedzialni za swoje miasto.
Jesteśmy aktywni społecznie
To, że władze nie potrafią dotrzeć do społeczeństwa sprawia, że ludzie w dużej mierze zwracają się w stronę innych form działalności. Okazuje się, że mieszkańcy Olsztyna wyjątkowo często deklarowali swoją przynależność do organizacji pozarządowych. Tak odpowiedziało niemal 15 proc. pytanych. Liczba może nie imponująca, ale i tak jedna z największych wśród badanych miast. Optymistyczne jest także to, że młodzi najczęściej deklarowali uczestnictwo w obradach, spotkaniach bądź posiedzeniach takich organizacji. Ponad 20 proc. takich osób trzeba uznać za bardzo dobry wynik. Takie zaangażowanie należy do najwyższych w kraju.
Dość wysokie jest także zaufanie do działających w Olsztynie fundacji (69 proc.) i stowarzyszeń (60 proc.). W połączeniu z niskim zaufaniem do władz i polityków (pisaliśmy o tym w czwartek), może to świadczyć o tym, że olsztynianie odwracają się od oficjalnych władz w stronę tych właśnie instytucji.
- Duże uczestnictwo w takich organizacjach można także tłumaczyć tym, że ludzie są zmuszani do aktywności i organizowania się. Województwo jest jednym z uboższych, i samorządy nie radzą sobie same z rozwiązywaniem problemów - uważa Bartłomiej Głuszak. - Trzeba jednak jasno powiedzieć, że uczestnictwo w stowarzyszeniach i fundacjach jest u nas nadal dużo mniejsze niż na Zachodzie. Tam jest np. mnóstwo organizacji o charakterze hobbystycznym. Jednak z taką działalnością należy oswajać ludzi od dziecka.
Dla "Gazety"
Monika Falej, przewodnicząca rady organizacji pozarządowych Olsztyna
Nie dziwię się, że tak mało ludzi uczestniczy w konsultacjach. W takich działaniach kryje się bowiem "grzech pierworodny". Ludzie dostają gotowe dokumenty, na które urząd wydał wcześniej duże pieniądze, a konsultacje zaczynają się, kiedy mieszkańcy nie mają już w zasadzie wpływu na to, co się wydarzy. Tymczasem należałoby zaczynać od badania potrzeby ludzi. Tak naprawdę nie są to więc konsultacje, tylko zaznajamianie się z opinią mieszkańców. Nawet jeśli ktoś chce już uczestniczyć w takich spotkaniach, to szybko się zniechęca. Np. kilka lat temu mieliśmy współtworzyć strategię rozwoju Olsztyna. Mimo zapowiedzi zostaliśmy jako organizacje pozarządowe pominięci. Urzędnicy w ogóle nie uwzględnili naszych sugestii i uwag, tak, że w końcu przestaliśmy przychodzić na te "konsultacje". Dlatego nie dziwi mnie wcale, że ludzie nie chcą brać udziału w konsultacjach, bo gdy nie czują, że mają realny wpływ na decyzje, to się rozczarowują. Ja sama czuję się zniechęcona.
Tomasz Birezowski, wiceprezes Forum Rozwoju Olsztyna
Konsultacje powinny być prowadzone na zasadzie partnerstwa. Uważam, że miasto powinno się jej uczyć. Najlepszym wyjściem byłoby wynajęcie do prowadzenia konsultacji profesjonalnej firmy, która potrafi to robić. Oczywiście ma to sens pod warunkiem, że urzędnicy w ogóle chcą poważnie traktować takie działania, a nie tylko "odfajkować", że procedura się odbyła. Póki co pamiętam, że zawsze stawiano nas przed faktami dokonanymi: tak było z rewitalizacją miejskich placów, a ostatnio z koncepcją koszar przy ul. Gietkowskiej. Nie trzeba omawiać z mieszkańcami najdrobniejszych inwestycji, ale przy tak ważnych sprawach jest to konieczne. Dziwię się zresztą władzom, że nie korzystają z konsultacji dla własnej wygody. Można przecież dzięki nim znaleźć dobre pomysły i poparcie dla ich realizacji. W miastach na Zachodzie konsultacje to doceniana i ważna instytucja. U nas ciągle traktowana po macoszemu.
Maciej Felski, dyrektor Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej
Władza w ogóle rzadko pyta się obywateli o zdanie. To nie dotyczy tylko Olsztyna. Co prawda przeprowadzono jakieś konsultacje dotyczące tramwajów, ale odbyły się, gdy wszystko już było postanowione. Konsultacje pojawiają się dopiero wtedy, kiedy wymagane są przez konkretne przepisy, np. w przypadku rewitalizacji. Ciekawe, czy w innym wypadku byłyby w ogóle organizowane? Wszyscy mówią o tzw. partycypacji społecznej, ale nie ma wdrożonych mechanizmów, by ona funkcjonowała naprawdę. Niestety, nie widzę, żeby się to miało w najbliższym czasie zmienić, a to niestety błąd.
Ludzie swoje, władza swoje
O tym, że Olsztyn ma zaległości w tym względzie, "Gazeta" pisała wiele razy. Sondaż tylko to potwierdził. Jeśli natomiast do takich spotkań już dochodzi, to okazuje się, że oczekiwania mieszkańców często rozmijają się z pomysłami władz. Wystarczy przypomnieć sobie kontrowersje, jakie towarzyszyły powstaniu basenu olimpijskiego. Okazało się, że olsztynianie wolą aquapark niż obiekt wyczynowy. Tylko co z tego, skoro część rekreacyjna jest tylko drobnym elementem sportowego na wskroś obiektu? Wciąż toczą się natomiast zaciekłe dyskusje o przebieg linii tramwajowej.
- Z badań wynika, że miasto nie uwzględnia mieszkańców przy planowaniu i decydowaniu o ważnych sprawach. Jeśli chodzi o potrzebę konsultacji, to jest to kwestia braku świadomości rządzących, ale także samych mieszkańców - uważa Bartłomiej Głuszak, prezes federacji organizacji socjalnych województwa warmińsko-mazurskiego SOS-a. - Po sondażu widać, że kontakty z samorządem przebiegają głównie na poziomie petenta, a nie współudziale w planowaniu.
Niepokojące jest to, że najmniejszy udział w takich konsultacjach deklarują ludzie młodzi (18-24 lata). Jedynie 4,4 proc. z nich przyznało, że uczestniczyło w takich spotkaniach. Pod tym względem wypadamy wyjątkowo blado na tle innych miast. Może to świadczyć o tym, że władze nie potrafią dotrzeć do młodzieży i włączyć ich w świadome uczestnictwo w życie Olsztyna.
Potwierdza to odpowiedź na inne pytanie: "czy czujesz się współodpowiedzialny za miejsce, w którym mieszkasz". "Tak" odpowiedziało jedynie 35 proc. mieszkańców w wieku 18-24 lat. W przypadku osób w wieku 60 i więcej lat jest to natomiast aż 70 proc. W Olsztynie mamy zatem do czynienia z niepokojącym zjawiskiem: młodzi nie czują się odpowiedzialni za swoje miasto.
Jesteśmy aktywni społecznie
To, że władze nie potrafią dotrzeć do społeczeństwa sprawia, że ludzie w dużej mierze zwracają się w stronę innych form działalności. Okazuje się, że mieszkańcy Olsztyna wyjątkowo często deklarowali swoją przynależność do organizacji pozarządowych. Tak odpowiedziało niemal 15 proc. pytanych. Liczba może nie imponująca, ale i tak jedna z największych wśród badanych miast. Optymistyczne jest także to, że młodzi najczęściej deklarowali uczestnictwo w obradach, spotkaniach bądź posiedzeniach takich organizacji. Ponad 20 proc. takich osób trzeba uznać za bardzo dobry wynik. Takie zaangażowanie należy do najwyższych w kraju.
Dość wysokie jest także zaufanie do działających w Olsztynie fundacji (69 proc.) i stowarzyszeń (60 proc.). W połączeniu z niskim zaufaniem do władz i polityków (pisaliśmy o tym w czwartek), może to świadczyć o tym, że olsztynianie odwracają się od oficjalnych władz w stronę tych właśnie instytucji.
- Duże uczestnictwo w takich organizacjach można także tłumaczyć tym, że ludzie są zmuszani do aktywności i organizowania się. Województwo jest jednym z uboższych, i samorządy nie radzą sobie same z rozwiązywaniem problemów - uważa Bartłomiej Głuszak. - Trzeba jednak jasno powiedzieć, że uczestnictwo w stowarzyszeniach i fundacjach jest u nas nadal dużo mniejsze niż na Zachodzie. Tam jest np. mnóstwo organizacji o charakterze hobbystycznym. Jednak z taką działalnością należy oswajać ludzi od dziecka.
Dla "Gazety"
Monika Falej, przewodnicząca rady organizacji pozarządowych Olsztyna
Nie dziwię się, że tak mało ludzi uczestniczy w konsultacjach. W takich działaniach kryje się bowiem "grzech pierworodny". Ludzie dostają gotowe dokumenty, na które urząd wydał wcześniej duże pieniądze, a konsultacje zaczynają się, kiedy mieszkańcy nie mają już w zasadzie wpływu na to, co się wydarzy. Tymczasem należałoby zaczynać od badania potrzeby ludzi. Tak naprawdę nie są to więc konsultacje, tylko zaznajamianie się z opinią mieszkańców. Nawet jeśli ktoś chce już uczestniczyć w takich spotkaniach, to szybko się zniechęca. Np. kilka lat temu mieliśmy współtworzyć strategię rozwoju Olsztyna. Mimo zapowiedzi zostaliśmy jako organizacje pozarządowe pominięci. Urzędnicy w ogóle nie uwzględnili naszych sugestii i uwag, tak, że w końcu przestaliśmy przychodzić na te "konsultacje". Dlatego nie dziwi mnie wcale, że ludzie nie chcą brać udziału w konsultacjach, bo gdy nie czują, że mają realny wpływ na decyzje, to się rozczarowują. Ja sama czuję się zniechęcona.
Tomasz Birezowski, wiceprezes Forum Rozwoju Olsztyna
Konsultacje powinny być prowadzone na zasadzie partnerstwa. Uważam, że miasto powinno się jej uczyć. Najlepszym wyjściem byłoby wynajęcie do prowadzenia konsultacji profesjonalnej firmy, która potrafi to robić. Oczywiście ma to sens pod warunkiem, że urzędnicy w ogóle chcą poważnie traktować takie działania, a nie tylko "odfajkować", że procedura się odbyła. Póki co pamiętam, że zawsze stawiano nas przed faktami dokonanymi: tak było z rewitalizacją miejskich placów, a ostatnio z koncepcją koszar przy ul. Gietkowskiej. Nie trzeba omawiać z mieszkańcami najdrobniejszych inwestycji, ale przy tak ważnych sprawach jest to konieczne. Dziwię się zresztą władzom, że nie korzystają z konsultacji dla własnej wygody. Można przecież dzięki nim znaleźć dobre pomysły i poparcie dla ich realizacji. W miastach na Zachodzie konsultacje to doceniana i ważna instytucja. U nas ciągle traktowana po macoszemu.
Maciej Felski, dyrektor Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej
Władza w ogóle rzadko pyta się obywateli o zdanie. To nie dotyczy tylko Olsztyna. Co prawda przeprowadzono jakieś konsultacje dotyczące tramwajów, ale odbyły się, gdy wszystko już było postanowione. Konsultacje pojawiają się dopiero wtedy, kiedy wymagane są przez konkretne przepisy, np. w przypadku rewitalizacji. Ciekawe, czy w innym wypadku byłyby w ogóle organizowane? Wszyscy mówią o tzw. partycypacji społecznej, ale nie ma wdrożonych mechanizmów, by ona funkcjonowała naprawdę. Niestety, nie widzę, żeby się to miało w najbliższym czasie zmienić, a to niestety błąd.
- 28 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Wyniki sondażu: Nie mamy wpływu na własne miasto
ewa1-23
15.01.10, 18:47
"Jeśli chodzi o potrzebę konsultacji, to jest to kwestia braku świadomości rządzących" - arogancji, a nie "braku świadomości"!!! Świadomość, to władza ma - i to jaką! A może ktoś z UWM ruszy»
Najczęściej czytane24 htydzień




