Trwa proces Łukasza N. Kto groził Paulinie w liście?

Marcin Wojciechowski, pap
08.01.2010 , aktualizacja: 08.01.2010 19:19
A A A Drukuj
Drugi dzień procesu kierowcy oskarżonego o usiłowanie zabójstwa. Rowerzystka, którą jadący maluchem potrącił, a później wlókł kilkaset metrów, przed pierwszą rozprawą otrzymała list z pogróżkami.
O liście z pogróżkami, który Paulina otrzymała przed Bożym Narodzeniem, mówiła w piątek Justyna Zdziechowska, matka pokrzywdzonej. Znalazło się w nim m.in. stwierdzenie, że kolejny wypadek, który ją spotka, "nie będzie już bez skutku". - Paulina jest bardzo silna emocjonalnie. Ale to, że otrzymała taki list, zniosła źle, bardzo się przejęła. Nikomu nie otwiera drzwi, kiedy jest w domu sama, a gdy wychodzi na zewnątrz, to zawsze w czyjejś asyście - tłumaczyła.

Justyna Zdziechowska powiedziała też, że jej córka w grudniu przeszła drugą operację plastyczną uszkodzonej w wypadku powieki. - W styczniu ma mieć założony aparat, który będzie rozciągał szczękę, a za dwa lata ma mieć wstawiany implant zęba - dodała.

Przypomnijmy. 22 maja 2009 r. około godz. 20 Łukasz N., 27-letni mieszkaniec Gągławek pomimo sądowego zakazu kierował autem w drodze ze Stawigudy do Łańska. Jechał fiatem 126p. Według N. wracał wtedy z pracy i w pewnym momencie odwrócił wzrok, bo sięgnął po papierosa. W tej samej chwili miał uderzyć w rowerzystkę. Tłumaczył, że dziewczyna jechała środkiem jezdni, a on nie chciał jej zabić. Próbował natomiast hamować, a pomocy potrąconej nastolatce nie udzielił tylko dlatego, że się przestraszył. Łukasz N. zapewniał też, że był wówczas trzeźwy. Jednak nie można było tego sprawdzić, bo uciekł z miejsca zdarzenia i przez dwa dni się ukrywał.

Z relacji Pauliny, a także koleżanki, wyłania się zupełnie inny przebieg zdarzenia. Mianowicie Łukasz N., gdy zauważył rowerzystki, miał zmienić tor jazdy z prawego na lewy i czołowo uderzyć w Paulinę. Poszkodowana rowerzystka przed sądem zeznała też, że gdy prawą stroną twarzy uderzyła w przednią szybę, ta od razu stłukła się, a ona jedną ręką złapała się za deskę rozdzielczą, a drugą za miejsce, gdzie szyba była wybita. - Ale oskarżony zepchnął mnie z maski auta. Zaczepiłam ciuchami o coś wystającego z samochodu - zapewniała Paulina. Prokuratura ustaliła, że N. wlókł ją tak pod samochodem przez ponad 300 m. Śledczy oskarżyli go o usiłowanie zabójstwa.

Sąd przesłuchał w piątek także kolegę oskarżonego. Opowiadał on, że w dniu wypadku przez kilka godzin pracował w lesie z Łukaszem. Zeznał, że N. powiedział mu o wypiciu jednego piwa jeszcze przed południem. Krzysztof G. zapewniał, że w jego obecności oskarżony nie pił już alkoholu i nie było go od niego czuć.

W piątek zeznawał także dziadek pokrzywdzonej dziewczyny. Powiedział, że w miejscu zdarzenia zauważył na asfalcie krwawy ślad powstały po wleczeniu Pauliny. - Powiedziałem o tym policjantowi, który robił oględziny. Po kilku dniach cyfrowym aparatem nagrał film, na którym widoczne były jeszcze te ślady. W piątek nagranie odtworzył również sąd.

Następna rozprawa odbędzie się 9 lutego. Sąd na wniosek prokuratora zdecydował się wezwać na nią także dwóch policjantów, którzy pracowali na miejscu wypadku.

Podziel się

  • 20 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy