Paulina: Pamiętam wzrok kierowcy, który mnie przejechał

Marcin Wojciechowski
07.01.2010 , aktualizacja: 07.01.2010 17:51
A A A Drukuj
Przed olsztyńskim sądem rozpoczął się proces kierowcy oskarżonego o usiłowanie zabójstwa 16-letniej rowerzystki. Łukasz N. nie zatrzymał się po zderzeniu. Zamiast tego przez ponad 300 metrów wlókł ją po asfalcie, gdy była uczepiona karoserii jego auta
Dramatyczne zdarzenia miały miejsce wieczorem 22 maja zeszłego roku. Około godz. 20 było jeszcze widno. 26-letni Łukasz N., karany dotąd już za drobne kradzieże, a także za jazdę po pijanemu, jechał drogą ze Stawigudy w kierunku Łańska, mimo sądowego zakazu. Siedział za kierownicą fiata 126p, którego kupił kilka dni wcześniej za 50 zł. Z zeznań, które złożył w trakcie śledztwa, a które odczytał wczoraj sąd, wynika, że wracał z pracy i w pewnym momencie odwrócił wzrok od kierunku jazdy, bo sięgnął po papierosa. W tej samej chwili miał uderzyć w rowerzystkę. Tłumaczył, że dziewczyna jechała środkiem jezdni, a on wcale nie chciał jej zabić. Próbował natomiast hamować, a pomocy potrąconej nastolatce nie udzielił tylko dlatego, że się przestraszył. Łukasz N. zapewniał też, że był wówczas trzeźwy. Jednak nie można było tego sprawdzić, bo N. uciekł z miejsca zdarzenia i przez dwa dni się ukrywał.

W czwartek przed sądem potwierdził, że wszystko, co w trakcie śledztwa powiedział prokuratorom o uderzeniu w rowerzystkę, jest prawdą.

Jednak zupełnie inną wersję tego zdarzenia przedstawia sama poszkodowana. Sąd przystał na prośbę jej matki, aby Paulina była przesłuchiwana pod nieobecność oskarżonego. Nastolatka mieszka w Stawigudzie i w tym roku ukończy gimnazjum. To, co spotkało ją tego feralnego dnia, nazywa "tragedią". - Najpierw jechałyśmy obok siebie z koleżanką prawą stroną jezdni, ale gdy z daleka usłyszałyśmy nadjeżdżający z naprzeciwka samochód, Ewelina wyjechała przede mnie - opowiadała w czwartek przed sądem. - W pewnym momencie zobaczyłam, jak biały maluch zjechał na nasz pas ruchu, a siedzący za jego kierownicą kierowca przykurczył się, dodał gazu, wyminął minął koleżankę i uderzył we mnie.

Paulina pamięta, że prawą stroną twarzy uderzyła w przednią szybę i dach. - Szyba rozbiła się od razu, dlatego jedną ręką złapałam się za deskę rozdzielczą, a drugą za miejsce, gdzie szyba była wybita - mówiła. - Ale oskarżony zepchnął mnie z maski auta. Widziałam wówczas jego ślepy wzrok, jakby był zupełnie pozbawiony uczuć. Gdy już mnie zepchnął, zaczepiłam ciuchami o coś wystającego z samochodu. Dalej już nic nie pamiętam, bo uderzyłam głową o asfalt.

Zszokowana koleżanka pobiegła po pomoc. Paulina po jakimś czasie ocknęła się. Ale w pobliżu nie było ani roweru, ani malucha, ani jego kierowcy. Wstała i ostatkiem sił przeszła ok. 2 km do Stawigudy, gdzie spotkana znajoma wezwała pogotowie. - Idąc widziałam na sobie strzępy spodni i masę krwi, czułam też, że mam wybite zęby - dodała.

Jacek Kozarzewski, ekspert, który oglądał auto po wypadku, powiedział, że do zderzenia doszło na lewym pasie ruchu dla kierunku jazdy samochodu, a rowerzystki jechały prawidłowo. Tłumaczył też, że brak było śladów hamowania, nie było też odłamków przedniej szyby na jezdni. - To, a także transport ciała pokrzywdzonej na samochodzie może wskazywać na przyspieszenie auta w chwili zderzenia, a nie na próbę hamowania - wyjaśnił biegły. - Skoro samochód jechał równolegle do lewej krawędzi jezdni wprost na czołowe zderzenie, to wniosek nasuwa się taki, że był to świadomy wybór toru jazdy.

Paulina została trwale oszpecona. Blizny są widoczne m.in. na jej twarzy, plecach oraz rękach. Dziewczyna ma teraz także problemy z chodzeniem, bo ciągniętą pod autem zdarła sobie do kości jedną piętę.

W piątek odbędzie kolejna rozprawa.

Podziel się

  • 58 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów