Szpitale musiały się zbuntować i powiedzieć "nie" NFZ
06.01.2010
, aktualizacja: 06.01.2010 16:59
To logiczne następstwo ciągłego lekceważenia interesów placówek, które co roku walczyły o kontrakty wystarczające do przeżycia, by dowiedzieć się, że będzie jeszcze gorzej. Ważniejsze jest jednak pytanie, skąd olsztyński NFZ weźmie pieniądze na korzystniejsze umowy.
ZOBACZ TAKŻE
- Czekali na miliony i się doczekali. NFZ płaci za życie (28-01-11, 19:22)
- Znowu jesteśmy ostatni w nakładach na zdrowie (08-09-10, 21:17)
- Gorszy dostęp małych pacjentów do szpitalnych poradni (01-02-10, 18:57)
- Koniec buntu szpitali. Kontrakty z NFZ podpisane (22-01-10, 21:11)
- Lekarze dziecięcy czekają na lepszy kontrakt z NFZ (20-01-10, 19:38)
- Przerwa w rozmowach szpitali z NFZ na temat kontraktów (15-01-10, 18:58)
- W Pasłęku szpital z ograniczoną odpowiedzialnością (12-01-10, 18:00)
- Szpitale bez dodatkowych pieniędzy. Będą leczyć? (07-01-10, 17:48)
- Szpitale w regionie nie wierzą w Fundusz Zdrowia (16-12-09, 19:37)
- Bunt w szpitalach, NFZ obniża kontrakty na 2010 r. (08-12-09, 19:41)
- Dyrektorzy szpitali wstrzymują niektóre operacje (13-10-09, 20:11)
Nadzieję na pomyślne rozwiązanie dała zapowiedź minister Ewy Kopacz - przekazania dodatkowych pieniędzy na leczenie. Szybko jednak okazało się, że z prawie 51 mln zł szpitale mogą liczyć tylko na 29 mln. Ta suma miała wystarczyć na zachowanie nowych kontraktów na poziomie z 2009 r. Jednak i w tej propozycji kryła się pułapka. NFZ pieniądze na podwyżki dla szpitali wziął też z kontraktów dla przyszpitalnych przychodni specjalistycznych. W efekcie negocjacje toczyły się aż do 31 grudnia. Umowy podpisały wszystkie olsztyńskie szpitale, placówki w regionie, które podlegają marszałkowi i część lecznic powiatowych.
Proponowanych kontraktów nie zaakceptowało ostatecznie 12 szpitali nadzorowanych przez starostwa. Zwartą terytorialnie grupę stanowią szpitale ze wschodu regionu: Mazurskie Centrum Zdrowia Pro Medica z Ełku, Olmedica z Olecka, a także powiatowe lecznice z Giżycka, Węgorzewa, Mrągowa, Szczytna i Pisza. - Z taką populacją trzeba się liczyć - mówi Halina Sarul, dyrektorka mrągowskiego szpitala. Do tego grona dołączyły Nowe Miasto Lubawskie, Bartoszyce, Biskupiec, Dobre Miasto i Działdowo. Jak mówią dyrektorzy, trudna sytuacja powiatowych placówek wynika z traktowania ich po macoszemu. - Dostaliśmy tylko 10 proc. środków, resztę otrzymały szpitale wojewódzkie, dlatego im łatwiej było podpisać kontrakty - mówi jeden z szefów szpitala powiatowego.
To prawda, że wszystkie "marszałkowskie" szpitale zgodziły się na propozycje NFZ, jednak nie były to bezwarunkowe zgody. Do porozumienia doszło w ostatnich dniach grudnia, tuż przed upływem ostatecznego terminu. A i tak Szpital Dziecięcy nie podpisał umowy na 25 poradni specjalistycznych, z których kilka działa tylko przy tym szpitalu. - Bardzo się zdenerwowałam, kiedy dostałam faks z finansowaniem na przyszły rok, bo przecież z zapowiedzi ministra zdrowia wynika, że leczenie dzieci ma być traktowane priorytetowo - mówiła dyrektor Krystyna Piskorz-Ogórek. - Ale jak inaczej zareagować na propozycję zmniejszenia budżetu o 650 tys. zł, czyli 13 proc. z 5-milionowego kontraktu na ten rok. Nie mogę zaakceptować takich pieniędzy, kiedy już dzisiaj kolejki sięgają kilku miesięcy.
Inni twierdzą, że winnymi ich trudnej sytuacji są lekarze rodzinni, którym NFZ płaci od zeszłego roku potrójną stawkę za 163 tys. pacjentów z cukrzycą lub chorobami układu krążenia. To 288 zł rocznie, zamiast 96 zł na "zwykłego pacjenta". Jeśli przemnożyć dodatkowe 192 zł przez liczbę diabetyków i chorych na serce, otrzymujemy 31,296 mln zł.
- Wyposaża się w nadpłynność POZ, które otrzymało dodatkowe pieniądze, a nam się proponuje 8 proc. mniej - oburza się Halina Sarul. - Te pieniądze zostały wadliwie podzielone.
Andrzej Zakrzewski, dyrektor NFZ w Olsztynie, broni decyzji ministerstwa, które zdecydowało o dodatkowych pieniądzach dla lekarzy rodzinnych. - Warto na to spojrzeć szerzej - mówi. - Nie zapominajmy, że w 2008 nie otrzymali żadnych podwyżek, podczas gdy budżety szpitali wzrosły o ponad 20 proc. O tym się nie mówi.
Sami lekarze POZ są oburzeni zarzutami, że to z ich winy szpitale nie mogą dopiąć budżetów. - Bezsensowne jest takie konfliktowanie środowisk medycznych - uważa Ewa Zakrzewska z przychodni przy ul. Kajki. - Osoby, którym nie podoba się więcej pieniędzy na leczenie np. diabetyków zapominają, że to wiąże się także z obowiązkami. Należą do nich badania hemoglobiny glikolizowanej, które kosztują 25 zł, a należy je wykonywać co trzy miesiące. Drogie są też inne badania.
Wiceprzewodnicząca Okręgowej Rady Lekarskiej dodaje, że wyjściem z sytuacji może być zmiana podziału pieniędzy. - Ale to nie zależy już od nas. My nie mówimy, że szpitale dostają za dużo - mówi Zakrzewska. - Każdy powinien robić swoje, przecież leczymy tych samych pacjentów.
Trudno odmówić racji lekarzom rodzinnym, podobnie jak argumentom funduszu, że POZ nie miały podwyżek. Nie ma jednak wątpliwości, że determinacja szpitali stawia w trudnej sytuacji lokalny NFZ, którego budżet jest ustalany w warszawskiej centrali. Wygląda jednak na to, że olsztyńscy urzędnicy muszą postarać się o dodatkowe pieniądze. Inaczej znajdą się pod pręgierzem pacjentów, którzy będą musieli jeździć na planowe operacje do innych miast. A nawet jeśli uda się nakłonić szpitale do zaakceptowania obecnego planu, nie unikną krytyki, bo mniej pieniędzy oznacza wydłużenie i tak już niekiedy kilkuletnich kolejek.
Proponowanych kontraktów nie zaakceptowało ostatecznie 12 szpitali nadzorowanych przez starostwa. Zwartą terytorialnie grupę stanowią szpitale ze wschodu regionu: Mazurskie Centrum Zdrowia Pro Medica z Ełku, Olmedica z Olecka, a także powiatowe lecznice z Giżycka, Węgorzewa, Mrągowa, Szczytna i Pisza. - Z taką populacją trzeba się liczyć - mówi Halina Sarul, dyrektorka mrągowskiego szpitala. Do tego grona dołączyły Nowe Miasto Lubawskie, Bartoszyce, Biskupiec, Dobre Miasto i Działdowo. Jak mówią dyrektorzy, trudna sytuacja powiatowych placówek wynika z traktowania ich po macoszemu. - Dostaliśmy tylko 10 proc. środków, resztę otrzymały szpitale wojewódzkie, dlatego im łatwiej było podpisać kontrakty - mówi jeden z szefów szpitala powiatowego.
To prawda, że wszystkie "marszałkowskie" szpitale zgodziły się na propozycje NFZ, jednak nie były to bezwarunkowe zgody. Do porozumienia doszło w ostatnich dniach grudnia, tuż przed upływem ostatecznego terminu. A i tak Szpital Dziecięcy nie podpisał umowy na 25 poradni specjalistycznych, z których kilka działa tylko przy tym szpitalu. - Bardzo się zdenerwowałam, kiedy dostałam faks z finansowaniem na przyszły rok, bo przecież z zapowiedzi ministra zdrowia wynika, że leczenie dzieci ma być traktowane priorytetowo - mówiła dyrektor Krystyna Piskorz-Ogórek. - Ale jak inaczej zareagować na propozycję zmniejszenia budżetu o 650 tys. zł, czyli 13 proc. z 5-milionowego kontraktu na ten rok. Nie mogę zaakceptować takich pieniędzy, kiedy już dzisiaj kolejki sięgają kilku miesięcy.
Inni twierdzą, że winnymi ich trudnej sytuacji są lekarze rodzinni, którym NFZ płaci od zeszłego roku potrójną stawkę za 163 tys. pacjentów z cukrzycą lub chorobami układu krążenia. To 288 zł rocznie, zamiast 96 zł na "zwykłego pacjenta". Jeśli przemnożyć dodatkowe 192 zł przez liczbę diabetyków i chorych na serce, otrzymujemy 31,296 mln zł.
- Wyposaża się w nadpłynność POZ, które otrzymało dodatkowe pieniądze, a nam się proponuje 8 proc. mniej - oburza się Halina Sarul. - Te pieniądze zostały wadliwie podzielone.
Andrzej Zakrzewski, dyrektor NFZ w Olsztynie, broni decyzji ministerstwa, które zdecydowało o dodatkowych pieniądzach dla lekarzy rodzinnych. - Warto na to spojrzeć szerzej - mówi. - Nie zapominajmy, że w 2008 nie otrzymali żadnych podwyżek, podczas gdy budżety szpitali wzrosły o ponad 20 proc. O tym się nie mówi.
Sami lekarze POZ są oburzeni zarzutami, że to z ich winy szpitale nie mogą dopiąć budżetów. - Bezsensowne jest takie konfliktowanie środowisk medycznych - uważa Ewa Zakrzewska z przychodni przy ul. Kajki. - Osoby, którym nie podoba się więcej pieniędzy na leczenie np. diabetyków zapominają, że to wiąże się także z obowiązkami. Należą do nich badania hemoglobiny glikolizowanej, które kosztują 25 zł, a należy je wykonywać co trzy miesiące. Drogie są też inne badania.
Wiceprzewodnicząca Okręgowej Rady Lekarskiej dodaje, że wyjściem z sytuacji może być zmiana podziału pieniędzy. - Ale to nie zależy już od nas. My nie mówimy, że szpitale dostają za dużo - mówi Zakrzewska. - Każdy powinien robić swoje, przecież leczymy tych samych pacjentów.
Trudno odmówić racji lekarzom rodzinnym, podobnie jak argumentom funduszu, że POZ nie miały podwyżek. Nie ma jednak wątpliwości, że determinacja szpitali stawia w trudnej sytuacji lokalny NFZ, którego budżet jest ustalany w warszawskiej centrali. Wygląda jednak na to, że olsztyńscy urzędnicy muszą postarać się o dodatkowe pieniądze. Inaczej znajdą się pod pręgierzem pacjentów, którzy będą musieli jeździć na planowe operacje do innych miast. A nawet jeśli uda się nakłonić szpitale do zaakceptowania obecnego planu, nie unikną krytyki, bo mniej pieniędzy oznacza wydłużenie i tak już niekiedy kilkuletnich kolejek.
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
-
Szpitale musiały się zbuntować i powiedzieć "ni...
weganin11
07.01.10, 16:19
Zakrzewska kłamie, bo nie wiem gdzie i kto wykonuje badania hemoglobiny ,skoro pacjentom zazwyczaj przedłuża się tylko leki, bez żadnych badań.»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Kolejne cztery osoby zginęły jednym w wypadku
- Kierowca opla, w którym zginęły 4 osoby ...
- Prezydent tłumaczy się w sprawie lotniska
- Cztery osoby ranne w groźnym wypadku na ...
- Kortowiada: Czy to dobry znak firmowy ...
- Jakie tramwaje dla Olsztyna? Nadal nie wiemy
- Kortowiada. Jak studenci bawili się przez ...




