Cel uniwersytetu: wyłapać wszystkich plagiatorów

Marcin Wojciechowski
2010-01-05 , aktualizacja: 05.01.2010 20:10
A A A Drukuj
... na razie wśród studentów. Studiujący na olsztyńskim uniwersytecie mają coraz mniejsze szanse, aby obronić nieuczciwie napisaną magisterkę. Program antyplagiatowy prześwietlać będzie więcej prac, a za rok co drugą przygotowaną na uczelni
Studenci UWM, z którymi rozmawialiśmy nie obawiają się programu antyplagiatowego
Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta
Studenci UWM, z którymi rozmawialiśmy nie obawiają się programu antyplagiatowego
Plagiat.pl to jedyny w kraju internetowy system antyplagiatowy. Korzysta z niego 99 uczelni wyższych, w tym najbardziej renomowane, np. Uniwersytet Warszawski, UMCS w Lublinie, akademie medyczne w Warszawie i w Gdańsku. W 2009 r. do tego grona dołączył Uniwersytet Warmińsko-Mazurski. Plagiat.pl przebadał 700 prac dyplomowych spośród 10 tys. bronionych przez olsztyńskich studentów rok temu. Wszystkie kontrolowane były przed obroną. Gdyby nieuczciwość studenta wyszła na jaw po obronie, na mocy nowej ustawy o szkolnictwie wyższym byłby ścigany z urzędu za popełnienie przestępstwa plagiatu.

Program porównuje treść prac dyplomowych z tym, co można znaleźć w internecie, oraz ze swoją bazą danych, w której jest ponad 250 tys. prac. Potem przygotowuje raport, w którym wylicza procent zapożyczeń z prac innych autorów i wskazuje, skąd te fragmenty zostały spisane. Oprócz raportu uczelnia dostaje protokoły z oceną oryginalności pracy dyplomowej. Wysoki procent zapożyczeń nie znaczy jeszcze jednak, że student popełnił plagiat. Dlatego z raportem zapoznają się promotorzy prac dyplomowych, którzy sprawdzają, czy wykorzystane fragmenty innych autorów zostały odpowiednio udokumentowane i zaznaczone jako przypisy. To promotor, a nie komputerowy program ostatecznie decyduje, czy praca może iść do obrony, czy też trzeba ją poprawić.

Przypomnijmy, że na UWM system antyplagiatowy w tym roku w 16 przypadkach uznał, że potrzebna jest interwencja promotora. Sześć z nich - ze względu na dużą liczbę zapożyczeń z internetu - trzeba było całkowicie wycofać, reszta po wprowadzeniu poprawek została dopuszczona do obrony. Jakie są ich losy? - Dotychczas nie dotarła do mnie żadna informacja, aby któryś z jej autorów przystąpił do obrony - mówi rektor Józef Górniewicz.

Jedną z niewielu krajowych uczelni, która w programie Plagiat.pl bada wszystkie swoje prace, jest Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Gorzowie Wlkp. W 2009 r. na blisko tysiąc napisanych tam prac trzy zostały wstrzymane przez promotorów, a tylko jedna nie została dopuszczona do obrony. Władze UWM uważają, że odsetek nierzetelnych prac wyłapanych przez Plagiat.pl na olsztyńskim uniwersytecie jest także bardzo niski. Mimo to chcą nim sprawdzać coraz więcej magisterek i licencjatów. W tym roku akademickim bronionych ma być na UWM tylko 8 tys. prac dyplomowych. Tysiąc z nich, czyli co ósma, zostanie sprawdzona przez system antyplagiatowy. - A za rok chcemy objąć programem połowę pisanych prac - zapowiada rektor.

Im więcej prac będzie kontrolowanych, tym uniwersytet będzie mniej płacił za sprawdzenie każdej. W 2010 r. cena wynosi 8,2 zł. - To taniej o 15 proc. w stosunku do tej, która zapisana była w pierwszej umowie [na rok 2009 - red.] - mówi Sebastian Kawczyński, prezes zarządu Plagiat.pl.

Studenci, z którymi rozmawialiśmy, pozytywnie reagowali na informację, że system antyplagiatowy zbada w tym roku więcej prac. - Wszyscy wiemy, że wśród nas są tacy, którzy pisząc próbują iść na łatwiznę - mówi Rafał Kostyk, student II roku studiów uzupełniających na zootechnice. - Ale kto podchodzi do tego uczciwie, nie ma się czego obawiać.

ROZMOWA Z PROMOTOREM

Marcin Wojciechowski: Jakie są szanse, by przy dzisiejszym rozwoju internetu i jego zasobach promotor zorientował się, że jego student zamiast samemu napisać magisterkę, korzystał z jakiejś pracy wyszukanej w sieci, a tego odpowiednio nie zaznaczył?

Prof. Stanisław Czachorowski, biolog z Katedry Ekologii i Ochrony Środowiska UWM: Przy sprawdzaniu krótkich tekstów da się to zrobić, wrzucając ich fragmenty do internetu i porównując je z tym, co się znajdzie. Sądzę jednak, że w przypadku badania całych prac magisterskich byłoby to dla promotora zbyt pracochłonne. Po to właśnie powstał system, jak Plagiat.pl, który w takich sytuacjach jest pomocny dla promotorów. Podkreślam jednak słowo "pomocny", bo studenci potrafią przepisywać także teksty, których nie znajdzie się w internecie. Rolą promotora, a nie programu komputerowego, jest wyłapać takie przypadki.

Przyłapał pan kiedyś studenta na plagiacie?

- Zdarzało się, że na etapie pisania pracy musiałem tłumaczyć studentowi, że jak już przepisuje czyjąś wypowiedź, to powinien to w odpowiedni sposób zacytować lub po prostu powołać się na czyjąś wypowiedź. Ale nie zakładałem wówczas, że ten student zrobił to ze złej woli.

Dlaczego więc studenci ukrywają źródła, z których korzystają w pracy? Przecież praca dyplomowa jest zwykle odtwórcza, a znajdujące się w niej przypisy są jak najbardziej pożądane, świadczą o tym, że jest dobrze udokumentowana, a student sięgnął do źródeł.

- Sądzę, że to może wynikać z niewiedzy, braku warsztatu i umiejętności pisania. Świadczy to o bezradności studenta, który jeśli już nie wie, jak coś zrobić, podpisuje się pod czyimś tekstem. Być może wynika to także z niskiej samooceny studenta i niewystarczającego wsparcia ze strony uczelni, która powinna uczyć go, jak pisać pracę i poprawnie korzystać ze źródeł.

Podziel się

  • 18 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy