Jarmark minął, wróciły egipskie ciemności
2009-12-21
, aktualizacja: 21.12.2009 20:46
Urzędnicy i kupcy cieszą się, że zorganizowali imprezę, która chwalą olsztynianie. Mieszkańcy żałują jednak, że po imprezie znów na starówce zrobiło się ciemno
ZOBACZ TAKŻE
- Podczas jarmarku inaczej pojedziemy po Starym Mieście (08-12-10, 14:44)
- Takiego jarmarku jeszcze Olsztyn nie widział (01-12-10, 13:05)
- Warmiński Jarmark Świąteczny dłuższy dzięki Unii (30-07-10, 19:19)
- We Wrocławiu wiedzą, jak uwolnić starówkę od reklam (27-07-10, 17:34)
- Ratusz porządkuje wygląd miasta. Najpierw starówka (04-02-10, 18:25)
- Z listu do GW: Choinka, co woła o pomstę do nieba (21-12-09, 20:29)
- Bogato na święta. Przynajmniej na Jarmarku Warmińskim (15-12-09, 18:42)
Czterodniowy I Warmiński Jarmark Świąteczny to pomysł ratuszowego wydziału promocji. Na Starym Mieście można było kupić produkty nie tylko lokalnych twórców, spróbować regionalnych potraw, wziąć udział w koncertach, konkursach, zabawach. Hitem były iluminacje podświetlające kamienice od Wysokiej Bramy do mostu św. Jana, a także przy ul. Kołłątaja i na Targu Rybnym. To była propozycja staromiejskich restauratorów, którą podchwycili urzędnicy ratusza. Koszt tej kolorowej atrakcji to 58 tys. zł, z czego 50 tys. zł zapłacili kupcy, pozostałą kwotę sponsorzy znalezieni przez Miejski Ośrodek Kultury. Czy współpraca wyszła na dobre? - To świetny pomysł i bardzo dobrze, że doszło do takiego wydarzenia. Udało się stworzyć świąteczną atmosferę - podkreśla Andrzej Goździewski, prezes Stowarzyszenia Starówka Razem, prowadzący jedną ze śródmiejskich restauracji.
Przy okazji przypomniał, że starówka od kilku lat zamierała, popadała w coraz większy marazm. - Tak naprawdę oprócz kilku imprez letnich, niewiele się na niej działo - twierdzi. - Na własną rękę próbowaliśmy coś robić siedem-osiem lat temu, ale ze strony miasta nie było partnera do rozmów o tym, jak rozruszać starówkę. Dlatego tegoroczny jarmark jest dla nas przełomem w kontaktach z ratuszem.
Ale jak przyznaje, to samo można powiedzieć o staromiejskich restauratorach. Oni też się przebudzili. Goździewski mówi, że przez ostatnie lata trudno było o wspólne projekty z innymi przedsiębiorcami, a każdy z nich działał indywidualnie. - Tymczasem teraz w organizację jarmarku zaangażowało się 50-60 różnego rodzaju podmiotów ze Starego Miasta. To dla nas ogromny sukces, bo pokazał, że stać nas na współpracę - cieszy się prezes kupieckiego stowarzyszenia.
Restauratorzy zamierzają wykorzystać to, że nawiązali kontakty z miastem i od razu zaczęli się zastanawiać nad wspólnymi projektami na kolejne miesiące - także na lato.
Ale trzeba przyznać, że po trwającej cztery dni imprezie jeszcze dokładniej zobaczyli, czego miastu brakuje. - Teraz gołym okiem widać, że oświetlenie świąteczne w centrum Olsztyna nie jest rewelacyjne - mówi Goździewski.
Jak podaje ratusz, świąteczne iluminacje, które od kilku lat widać w centrum i na Starym Mieście, kosztowały budżet miasta ok. 44 tys. zł. Dla porównania iluminacje na osiedlu Jaroty to niewiele mniejszy wydatek, bo ok. 31 tys. zł. - Tymczasem starówka do czegoś zobowiązuje - zwraca uwagę przedsiębiorca ze Starego Miasta. Inny z kupców mówi wprost, że dekoracje przygotowane przez miasto na sezon świąteczny są do niczego. - Na Starym Mieście są jakieś dwa marne neony, choinka wygląda żałośnie - mówi. - Gdyby nie jarmark, to cały czas byłoby ciemno, ponuro i na pewno nie byłoby świątecznej atmosfery. Ratusz może jest zadowolony, że dzięki takim nędznym dekoracjom oszczędza parę groszy. Ale jak wygląda miasto...
Przedsiębiorcy nie zamierzają czekać tylko na to, co zrobi miasto. Chcą poprawić wygląd starówki, zaczynając zmiany od siebie. Pierwszym krokiem ma być poprawa oświetlenia niektórych fragmentów Starego Miasta. Rozmawiali już o tym z firmą zaangażowaną w wykonanie kolorowych iluminacji w czasie jarmarku, która miałaby oświetlenie zaprojektować i zainstalować.
Prezydent Piotr Grzymowicz zapowiada, że miasto jest otwarte na współpracę ze staromiejskimi przedsiębiorcami dotyczącą polepszenia świątecznej oprawy centrum miasta. - Czekam na propozycję, choć z drugiej strony nie chcę narazić się na protesty lokatorów kamienic, którym może przeszkadzać zbyt intensywne oświetlenie - przestrzega.
Maciej Rytczak, dyrektor ratuszowego wydziału promocji dodaje: - Po wielu latach udało się przełamać niemoc we wzajemnych kontaktach. Wszyscy zrozumieli, że trzeba łączyć siły, bo tylko działając wspólnie, można zorganizować ciekawe wydarzenie, z którego olsztynianie będą zadowoleni.
Władze miasta zapewniają, że Jarmark Świąteczny w 2010 roku będzie jeszcze lepszy, być może będzie trwać dłużej, bo aż dwa tygodnie. - Chcielibyśmy objąć iluminacjami także most św. Jana, park nad Łyną oraz przedzamcze i wiadukty - marzy Maciej Rytczak.
Urzędnicy chcą też wykorzystać powodzenie, jakim cieszyła się karuzela. W czasie przyszłorocznego jarmarku między starym ratuszem a apteką planują stworzyć secesyjne wesołe miasteczko. Póki co zgłosili iluminację, którą podziwialiśmy w czasie jarmarku do konkursu grupy Energa i Agory SA na najlepsze świąteczne oświetlenie polskiego miasta. Do finału przejdzie 16 miast - po jednym z każdego województwa. Głosować można na www.SwiecSie.pl.
Jaki to był jarmark? Zyski i braki
Urzędnicy są zadowoleni, że o jarmarku było głośno i mieszkańcy o nim mówili. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby akurat w dniu rozpoczęcia imprezy nie przyszły tak duże mrozy.
Oprócz tak chwalonego oświetlenia, które stało się magnesem przyciągającym mieszkańców, było sporo innych atrakcji. W niektórych lokalach, sklepach i restauracjach obowiązywały rabaty z okazji Jarmarku, standardowy wynosił 10 proc., ale bywały też wyższe. Ogromnym powodzeniem wśród dzieci cieszyła się wenecka karuzela ustawiona między starym ratuszem a apteką. Swoich widzów miały koncerty kolęd, przedstawienia dla dzieci i inne występy. Dużo ludzi odwiedzało wystawę stołów z warmińsko-mazurskimi potrawami, którą przygotował olsztynecki skansen. Podobała się aleja choinek ciągnąca się od Wysokiej Bramy do staromiejskiego rynku. Chwilami panował w niej taki tłok, że nie można było swobodnie przejść. - To takie proste, a jakie piękne - komentowała jedna z kobiet, z którą rozmawiałam na jarmarku. - Musiało minąć tyle lat, żeby ktoś zrozumiał, że na Starym Mieście powinniśmy poczuć świąteczną atmosferę.
Ale nawet urzędnicy przyznają, że niektóre szczegóły trzeba dopracować na przyszły rok, choć były i takie pomysły, które zupełnie się nie sprawdziły. Na przykład lodowisko na Targu Rybnym. Bez wypożyczalni łyżew nie przyciągnęło chętnych. Z powodu mrozu nie udało się też oświetlić starego ratusza i Wysokiej Bramy w tak efektowny sposób, jak planowano. A miała to być jedna z większych atrakcji w czasie jarmarku, bo takiej iluminacji podobno jeszcze w Olsztynie nie było. Narzekali kupcy, bo przygotowane przez miasto stragany, z których handlowali, nie sprawdziły się przy takim mrozie: było w nich zbyt zimno i niektórzy wytrzymywali na stanowisku tylko kilka godzin.
O ile w imprezę zaangażowali się przedsiębiorcy i urzędnicy, staromiejska rada osiedla została z boku. Jej przewodniczący przyznaje, że przegapili jarmark. - Ale tego błędu nie popełnimy już w przyszłym roku, bo impreza była strzałem w dziesiątkę. Mam nadzieję, że będzie okazja do nawiązania współpracy z restauratorami, z którymi dotychczas jakoś nam się nie układało - mówi Romuald Preger.
- Jesteśmy świadomi pewnych niedociągnięć i słabości - komentuje Rytczak. - Wynikało to także z tego, że impreza została zorganizowana w krótkim czasie. Jestem przekonany, że w przyszłym roku unikniemy podobnych potknięć.
Przy okazji przypomniał, że starówka od kilku lat zamierała, popadała w coraz większy marazm. - Tak naprawdę oprócz kilku imprez letnich, niewiele się na niej działo - twierdzi. - Na własną rękę próbowaliśmy coś robić siedem-osiem lat temu, ale ze strony miasta nie było partnera do rozmów o tym, jak rozruszać starówkę. Dlatego tegoroczny jarmark jest dla nas przełomem w kontaktach z ratuszem.
Ale jak przyznaje, to samo można powiedzieć o staromiejskich restauratorach. Oni też się przebudzili. Goździewski mówi, że przez ostatnie lata trudno było o wspólne projekty z innymi przedsiębiorcami, a każdy z nich działał indywidualnie. - Tymczasem teraz w organizację jarmarku zaangażowało się 50-60 różnego rodzaju podmiotów ze Starego Miasta. To dla nas ogromny sukces, bo pokazał, że stać nas na współpracę - cieszy się prezes kupieckiego stowarzyszenia.
Restauratorzy zamierzają wykorzystać to, że nawiązali kontakty z miastem i od razu zaczęli się zastanawiać nad wspólnymi projektami na kolejne miesiące - także na lato.
Ale trzeba przyznać, że po trwającej cztery dni imprezie jeszcze dokładniej zobaczyli, czego miastu brakuje. - Teraz gołym okiem widać, że oświetlenie świąteczne w centrum Olsztyna nie jest rewelacyjne - mówi Goździewski.
Jak podaje ratusz, świąteczne iluminacje, które od kilku lat widać w centrum i na Starym Mieście, kosztowały budżet miasta ok. 44 tys. zł. Dla porównania iluminacje na osiedlu Jaroty to niewiele mniejszy wydatek, bo ok. 31 tys. zł. - Tymczasem starówka do czegoś zobowiązuje - zwraca uwagę przedsiębiorca ze Starego Miasta. Inny z kupców mówi wprost, że dekoracje przygotowane przez miasto na sezon świąteczny są do niczego. - Na Starym Mieście są jakieś dwa marne neony, choinka wygląda żałośnie - mówi. - Gdyby nie jarmark, to cały czas byłoby ciemno, ponuro i na pewno nie byłoby świątecznej atmosfery. Ratusz może jest zadowolony, że dzięki takim nędznym dekoracjom oszczędza parę groszy. Ale jak wygląda miasto...
Przedsiębiorcy nie zamierzają czekać tylko na to, co zrobi miasto. Chcą poprawić wygląd starówki, zaczynając zmiany od siebie. Pierwszym krokiem ma być poprawa oświetlenia niektórych fragmentów Starego Miasta. Rozmawiali już o tym z firmą zaangażowaną w wykonanie kolorowych iluminacji w czasie jarmarku, która miałaby oświetlenie zaprojektować i zainstalować.
Prezydent Piotr Grzymowicz zapowiada, że miasto jest otwarte na współpracę ze staromiejskimi przedsiębiorcami dotyczącą polepszenia świątecznej oprawy centrum miasta. - Czekam na propozycję, choć z drugiej strony nie chcę narazić się na protesty lokatorów kamienic, którym może przeszkadzać zbyt intensywne oświetlenie - przestrzega.
Maciej Rytczak, dyrektor ratuszowego wydziału promocji dodaje: - Po wielu latach udało się przełamać niemoc we wzajemnych kontaktach. Wszyscy zrozumieli, że trzeba łączyć siły, bo tylko działając wspólnie, można zorganizować ciekawe wydarzenie, z którego olsztynianie będą zadowoleni.
Władze miasta zapewniają, że Jarmark Świąteczny w 2010 roku będzie jeszcze lepszy, być może będzie trwać dłużej, bo aż dwa tygodnie. - Chcielibyśmy objąć iluminacjami także most św. Jana, park nad Łyną oraz przedzamcze i wiadukty - marzy Maciej Rytczak.
Urzędnicy chcą też wykorzystać powodzenie, jakim cieszyła się karuzela. W czasie przyszłorocznego jarmarku między starym ratuszem a apteką planują stworzyć secesyjne wesołe miasteczko. Póki co zgłosili iluminację, którą podziwialiśmy w czasie jarmarku do konkursu grupy Energa i Agory SA na najlepsze świąteczne oświetlenie polskiego miasta. Do finału przejdzie 16 miast - po jednym z każdego województwa. Głosować można na www.SwiecSie.pl.
Jaki to był jarmark? Zyski i braki
Urzędnicy są zadowoleni, że o jarmarku było głośno i mieszkańcy o nim mówili. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby akurat w dniu rozpoczęcia imprezy nie przyszły tak duże mrozy.
Oprócz tak chwalonego oświetlenia, które stało się magnesem przyciągającym mieszkańców, było sporo innych atrakcji. W niektórych lokalach, sklepach i restauracjach obowiązywały rabaty z okazji Jarmarku, standardowy wynosił 10 proc., ale bywały też wyższe. Ogromnym powodzeniem wśród dzieci cieszyła się wenecka karuzela ustawiona między starym ratuszem a apteką. Swoich widzów miały koncerty kolęd, przedstawienia dla dzieci i inne występy. Dużo ludzi odwiedzało wystawę stołów z warmińsko-mazurskimi potrawami, którą przygotował olsztynecki skansen. Podobała się aleja choinek ciągnąca się od Wysokiej Bramy do staromiejskiego rynku. Chwilami panował w niej taki tłok, że nie można było swobodnie przejść. - To takie proste, a jakie piękne - komentowała jedna z kobiet, z którą rozmawiałam na jarmarku. - Musiało minąć tyle lat, żeby ktoś zrozumiał, że na Starym Mieście powinniśmy poczuć świąteczną atmosferę.
Ale nawet urzędnicy przyznają, że niektóre szczegóły trzeba dopracować na przyszły rok, choć były i takie pomysły, które zupełnie się nie sprawdziły. Na przykład lodowisko na Targu Rybnym. Bez wypożyczalni łyżew nie przyciągnęło chętnych. Z powodu mrozu nie udało się też oświetlić starego ratusza i Wysokiej Bramy w tak efektowny sposób, jak planowano. A miała to być jedna z większych atrakcji w czasie jarmarku, bo takiej iluminacji podobno jeszcze w Olsztynie nie było. Narzekali kupcy, bo przygotowane przez miasto stragany, z których handlowali, nie sprawdziły się przy takim mrozie: było w nich zbyt zimno i niektórzy wytrzymywali na stanowisku tylko kilka godzin.
O ile w imprezę zaangażowali się przedsiębiorcy i urzędnicy, staromiejska rada osiedla została z boku. Jej przewodniczący przyznaje, że przegapili jarmark. - Ale tego błędu nie popełnimy już w przyszłym roku, bo impreza była strzałem w dziesiątkę. Mam nadzieję, że będzie okazja do nawiązania współpracy z restauratorami, z którymi dotychczas jakoś nam się nie układało - mówi Romuald Preger.
- Jesteśmy świadomi pewnych niedociągnięć i słabości - komentuje Rytczak. - Wynikało to także z tego, że impreza została zorganizowana w krótkim czasie. Jestem przekonany, że w przyszłym roku unikniemy podobnych potknięć.
- 10 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Jarmark minął, wróciły egipskie ciemności
privus
22.12.09, 20:14
Trzeba oszczędzać licząc każdy grosz, skoro przez cały rok na koszt miasta oświetla się z animuszem galerianym od zmierzchu do świtu poranka kościoły w Olsztynie.»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Kolejne cztery osoby zginęły jednym w wypadku
- Kierowca opla, w którym zginęły 4 osoby ...
- Prezydent tłumaczy się w sprawie lotniska
- Cztery osoby ranne w groźnym wypadku na ...
- Kortowiada: Czy to dobry znak firmowy ...
- Jakie tramwaje dla Olsztyna? Nadal nie wiemy
- Kortowiada. Jak studenci bawili się przez ...




