Jerzy Szmit, wiceprezydent Olsztyna: "Nie" dla gejów
04.12.2009
, aktualizacja: 06.12.2009 10:15
- Miasto nie powinno propagować ideologii gejowskiej - uważa wiceprezydent Olsztyna z PiS. Za propagowanie uznał imprezę organizowaną przez Miejski Ośrodek Kultury o środowiskach wykluczonych społecznie.
Zamieszanie wybuchło dopiero teraz, choć impreza, która oburza Jerzego Szmita - Festiwal "Bez Tabu" - skończyła się tydzień temu. Były seanse, dyskusje i promocja literatury związanej ze środowiskami, które prezentowały się w czasie festiwalu. Na finał w sali kameralnej w amfiteatrze odbył się koncert drag queens, zespołu złożonego z mężczyzn przebranych za kobiety. Impreza była finansowana ze środków Miejskiego Ośrodka Kultury. Budżet festiwalu wyniósł 5350 zł.
Imprezę krytykuje wiceprezydent. - Jest duże oburzenie. Głosy krytyki dotarły do mnie choćby ze strony przedstawicieli Akcji Katolickiej - mówi Jerzy Szmit. - Miejska scena nie jest odpowiednim miejscem, żeby propagować ideologię gejowską. Nie ma moralnego przyzwolenia dla takich rzeczy.
Co nie spodobało się środowiskom, o których wspomina Szmit? - Zastrzeżenia budzi samo zjawisko. Występy facetów w rajstopach niespecjalnie mi się podobają i dziwię się, że Miejski Ośrodek Kultury otwiera się na taki dość dwuznaczny performance. To może być dobre dla podrzędnego kabaretu, a nie samorządowej placówki kulturalnej - twierdzi Bożena Ulewicz, znana działaczka Akcji Katolickiej. - Męsko-damskie przebieranki były uzasadnione w teatrze antycznym i elżbietańskim, bo wiadomo - panie nie miały wtedy wstępu na scenę. W wydaniu zaprezentowanym na scenie MOK to było po prostu niesmaczne.
Radny Grzegorz Smoliński, szef klubu Prawa i Sprawiedliwości w radzie miasta, jest bardziej zdystansowany. - Wiceprezydent nie rozmawiał ze mną na ten temat i trudno mi się do tego odnieść. Mogę powiedzieć tylko tyle, że są ciekawsze formy prezentacji artystycznej niż występy drag queens - mówi.
Szef MOK-u tłumaczy, że organizując festiwal, chciał przypomnieć o wykluczonych. Oprócz środowisk gejowskich, na spotkaniach była mowa o problemach niepełnosprawnych, kobiet oraz innych mniejszości. - W programie były projekcje filmów, dyskusje, spotkania, prelekcje, spektakl teatralny, koncert. Festiwal na wiele sposobów prezentował problem inności, odmienności, wykluczenia - wyjaśnia Marek Marcinkowski. - Miejski Ośrodek Kultury nie jest stroną w żadnym sporze ideologicznym. Nie zamierza się jednak uchylać od pokazywania współczesnego świata w całej jego różnorodności.
Jerzy Szmit zaznacza, że nie chodzi mu o wojnę ze środowiskiem gejów, lecz o zasady. - Nie zabraniam nikomu tańca w damskiej koszulce, jednak miasto nie powinno do tego przykładać ręki. Moim zdaniem nie ma to nic wspólnego z poszukiwaniami artystycznymi - mówi wiceprezydent. - Już umówiłem się na rozmowę w tej sprawie z prezydentem Piotrem Grzymowiczem i sądzę, że zainterweniuje w tej sprawie.
Prezydent unika jednak zajęcia jednoznacznego stanowiska. - Nie znam charakteru tej imprezy i trudno mi się do tego odnieść. Muszę najpierw porozmawiać z szefem MOK-u - wyjaśnia Piotr Grzymowicz i dodaje: - A pracę dyrektora Marka Marcinkowskiego oceniam pozytywnie. Mamy w mieście wiele imprez, a obiekty kulturalne tętnią życiem.
Jednak nie takiego życia oczekuje Szmit. - Miejski Ośrodek Kultury powinien organizować także imprezy środowisk broniących życie. Tymczasem nic takiego się nie dzieje - mówi.
KOMENTARZ
Magdalena Spiczak-Brzezińska
Miejski Ośrodek Kultury, jeśli czymś grzeszy, to na pewno nie brakiem otwartości na różne, nawet kontrowersyjne idee. Z inicjatywy MOK-u kilka miesięcy temu odbyła się przecież Parada Bosych Stóp, na której gwiazdą był krytykowany przez środowiska gejowskie Wojciech Cejrowski (lewicowe młodzieżówki i Kampania Przeciw Homofobii zorganizowała wtedy nawet antycejrowski happening). Teraz w MOK-u odbył się Festiwal "Bez Tabu". Bez tabu, bo poruszał sprawy, o których zwykle głośno się nie mówi, w tym o prawach gejów i lesbijek, ale też o seksualności niepełnosprawnych czy problemach kobiet.
Wiceprezydent Jerzy Szmit zarzuca jednak szefostwu MOK-u, że organizuje festiwal dla gejów, a zapomina o imprezach propagujących ochronę życia poczętego. W MOK-u nie domyślili się, że zastępca prezydenta z PiS jest zwolennikiem walki o prawa nienarodzonych.
MOK jako instytucja miejska zależy od władzy w ratuszu. Po poprzednich latach wiemy, jak duża jest pokusa, by imprezy Miejskiego Ośrodka Kultury służyły przede wszystkim rządzącym i ich promocji. Lepiej więc niech MOK robi imprezy ciekawe, a nie te, które podobają się prezydentowi czy wiceprezydentowi. A władza niech tego nie próbuje zmieniać.
Imprezę krytykuje wiceprezydent. - Jest duże oburzenie. Głosy krytyki dotarły do mnie choćby ze strony przedstawicieli Akcji Katolickiej - mówi Jerzy Szmit. - Miejska scena nie jest odpowiednim miejscem, żeby propagować ideologię gejowską. Nie ma moralnego przyzwolenia dla takich rzeczy.
Co nie spodobało się środowiskom, o których wspomina Szmit? - Zastrzeżenia budzi samo zjawisko. Występy facetów w rajstopach niespecjalnie mi się podobają i dziwię się, że Miejski Ośrodek Kultury otwiera się na taki dość dwuznaczny performance. To może być dobre dla podrzędnego kabaretu, a nie samorządowej placówki kulturalnej - twierdzi Bożena Ulewicz, znana działaczka Akcji Katolickiej. - Męsko-damskie przebieranki były uzasadnione w teatrze antycznym i elżbietańskim, bo wiadomo - panie nie miały wtedy wstępu na scenę. W wydaniu zaprezentowanym na scenie MOK to było po prostu niesmaczne.
Radny Grzegorz Smoliński, szef klubu Prawa i Sprawiedliwości w radzie miasta, jest bardziej zdystansowany. - Wiceprezydent nie rozmawiał ze mną na ten temat i trudno mi się do tego odnieść. Mogę powiedzieć tylko tyle, że są ciekawsze formy prezentacji artystycznej niż występy drag queens - mówi.
Szef MOK-u tłumaczy, że organizując festiwal, chciał przypomnieć o wykluczonych. Oprócz środowisk gejowskich, na spotkaniach była mowa o problemach niepełnosprawnych, kobiet oraz innych mniejszości. - W programie były projekcje filmów, dyskusje, spotkania, prelekcje, spektakl teatralny, koncert. Festiwal na wiele sposobów prezentował problem inności, odmienności, wykluczenia - wyjaśnia Marek Marcinkowski. - Miejski Ośrodek Kultury nie jest stroną w żadnym sporze ideologicznym. Nie zamierza się jednak uchylać od pokazywania współczesnego świata w całej jego różnorodności.
Jerzy Szmit zaznacza, że nie chodzi mu o wojnę ze środowiskiem gejów, lecz o zasady. - Nie zabraniam nikomu tańca w damskiej koszulce, jednak miasto nie powinno do tego przykładać ręki. Moim zdaniem nie ma to nic wspólnego z poszukiwaniami artystycznymi - mówi wiceprezydent. - Już umówiłem się na rozmowę w tej sprawie z prezydentem Piotrem Grzymowiczem i sądzę, że zainterweniuje w tej sprawie.
Prezydent unika jednak zajęcia jednoznacznego stanowiska. - Nie znam charakteru tej imprezy i trudno mi się do tego odnieść. Muszę najpierw porozmawiać z szefem MOK-u - wyjaśnia Piotr Grzymowicz i dodaje: - A pracę dyrektora Marka Marcinkowskiego oceniam pozytywnie. Mamy w mieście wiele imprez, a obiekty kulturalne tętnią życiem.
Jednak nie takiego życia oczekuje Szmit. - Miejski Ośrodek Kultury powinien organizować także imprezy środowisk broniących życie. Tymczasem nic takiego się nie dzieje - mówi.
KOMENTARZ
Magdalena Spiczak-Brzezińska
Miejski Ośrodek Kultury, jeśli czymś grzeszy, to na pewno nie brakiem otwartości na różne, nawet kontrowersyjne idee. Z inicjatywy MOK-u kilka miesięcy temu odbyła się przecież Parada Bosych Stóp, na której gwiazdą był krytykowany przez środowiska gejowskie Wojciech Cejrowski (lewicowe młodzieżówki i Kampania Przeciw Homofobii zorganizowała wtedy nawet antycejrowski happening). Teraz w MOK-u odbył się Festiwal "Bez Tabu". Bez tabu, bo poruszał sprawy, o których zwykle głośno się nie mówi, w tym o prawach gejów i lesbijek, ale też o seksualności niepełnosprawnych czy problemach kobiet.
Wiceprezydent Jerzy Szmit zarzuca jednak szefostwu MOK-u, że organizuje festiwal dla gejów, a zapomina o imprezach propagujących ochronę życia poczętego. W MOK-u nie domyślili się, że zastępca prezydenta z PiS jest zwolennikiem walki o prawa nienarodzonych.
MOK jako instytucja miejska zależy od władzy w ratuszu. Po poprzednich latach wiemy, jak duża jest pokusa, by imprezy Miejskiego Ośrodka Kultury służyły przede wszystkim rządzącym i ich promocji. Lepiej więc niech MOK robi imprezy ciekawe, a nie te, które podobają się prezydentowi czy wiceprezydentowi. A władza niech tego nie próbuje zmieniać.
- 160 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
29 głosów
-
Jerzy Szmit, wiceprezydent Olsztyna: "Nie" dla ...
vaaldo
05.12.09, 16:19
mając takie poglądy daleko nie zajedzie»
-
pedały, a osoby nepełnosprawne...
myl
06.12.09, 12:12
Stawianie znaku równości pomiędzy środowiskiem osób niepełnosprawnych, a pedałami jest uwłaczające dla osób kalekich...»
-
Nie dla pedałów i innych zboczeńców.
brzezie76
06.12.09, 12:20
To są chorzy ludzie,których trzeba leczyć,a nie propagować tych zboczeńców zpieniędzy podatników.»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Kolejne cztery osoby zginęły jednym w wypadku
- Kierowca opla, w którym zginęły 4 osoby ...
- Prezydent tłumaczy się w sprawie lotniska
- Cztery osoby ranne w groźnym wypadku na ...
- Kortowiada: Czy to dobry znak firmowy ...
- Jakie tramwaje dla Olsztyna? Nadal nie wiemy
- Kortowiada. Jak studenci bawili się przez ...


