Jerzy Szmit, wiceprezydent Olsztyna: "Nie" dla gejów

Tomasz Kurs
04.12.2009 , aktualizacja: 06.12.2009 10:15
A A A Drukuj
- Miasto nie powinno propagować ideologii gejowskiej - uważa wiceprezydent Olsztyna z PiS. Za propagowanie uznał imprezę organizowaną przez Miejski Ośrodek Kultury o środowiskach wykluczonych społecznie.
Zamieszanie wybuchło dopiero teraz, choć impreza, która oburza Jerzego Szmita - Festiwal "Bez Tabu" - skończyła się tydzień temu. Były seanse, dyskusje i promocja literatury związanej ze środowiskami, które prezentowały się w czasie festiwalu. Na finał w sali kameralnej w amfiteatrze odbył się koncert drag queens, zespołu złożonego z mężczyzn przebranych za kobiety. Impreza była finansowana ze środków Miejskiego Ośrodka Kultury. Budżet festiwalu wyniósł 5350 zł.

Imprezę krytykuje wiceprezydent. - Jest duże oburzenie. Głosy krytyki dotarły do mnie choćby ze strony przedstawicieli Akcji Katolickiej - mówi Jerzy Szmit. - Miejska scena nie jest odpowiednim miejscem, żeby propagować ideologię gejowską. Nie ma moralnego przyzwolenia dla takich rzeczy.

Co nie spodobało się środowiskom, o których wspomina Szmit? - Zastrzeżenia budzi samo zjawisko. Występy facetów w rajstopach niespecjalnie mi się podobają i dziwię się, że Miejski Ośrodek Kultury otwiera się na taki dość dwuznaczny performance. To może być dobre dla podrzędnego kabaretu, a nie samorządowej placówki kulturalnej - twierdzi Bożena Ulewicz, znana działaczka Akcji Katolickiej. - Męsko-damskie przebieranki były uzasadnione w teatrze antycznym i elżbietańskim, bo wiadomo - panie nie miały wtedy wstępu na scenę. W wydaniu zaprezentowanym na scenie MOK to było po prostu niesmaczne.

Radny Grzegorz Smoliński, szef klubu Prawa i Sprawiedliwości w radzie miasta, jest bardziej zdystansowany. - Wiceprezydent nie rozmawiał ze mną na ten temat i trudno mi się do tego odnieść. Mogę powiedzieć tylko tyle, że są ciekawsze formy prezentacji artystycznej niż występy drag queens - mówi.

Szef MOK-u tłumaczy, że organizując festiwal, chciał przypomnieć o wykluczonych. Oprócz środowisk gejowskich, na spotkaniach była mowa o problemach niepełnosprawnych, kobiet oraz innych mniejszości. - W programie były projekcje filmów, dyskusje, spotkania, prelekcje, spektakl teatralny, koncert. Festiwal na wiele sposobów prezentował problem inności, odmienności, wykluczenia - wyjaśnia Marek Marcinkowski. - Miejski Ośrodek Kultury nie jest stroną w żadnym sporze ideologicznym. Nie zamierza się jednak uchylać od pokazywania współczesnego świata w całej jego różnorodności.

Jerzy Szmit zaznacza, że nie chodzi mu o wojnę ze środowiskiem gejów, lecz o zasady. - Nie zabraniam nikomu tańca w damskiej koszulce, jednak miasto nie powinno do tego przykładać ręki. Moim zdaniem nie ma to nic wspólnego z poszukiwaniami artystycznymi - mówi wiceprezydent. - Już umówiłem się na rozmowę w tej sprawie z prezydentem Piotrem Grzymowiczem i sądzę, że zainterweniuje w tej sprawie.

Prezydent unika jednak zajęcia jednoznacznego stanowiska. - Nie znam charakteru tej imprezy i trudno mi się do tego odnieść. Muszę najpierw porozmawiać z szefem MOK-u - wyjaśnia Piotr Grzymowicz i dodaje: - A pracę dyrektora Marka Marcinkowskiego oceniam pozytywnie. Mamy w mieście wiele imprez, a obiekty kulturalne tętnią życiem.

Jednak nie takiego życia oczekuje Szmit. - Miejski Ośrodek Kultury powinien organizować także imprezy środowisk broniących życie. Tymczasem nic takiego się nie dzieje - mówi.

KOMENTARZ

Magdalena Spiczak-Brzezińska

Miejski Ośrodek Kultury, jeśli czymś grzeszy, to na pewno nie brakiem otwartości na różne, nawet kontrowersyjne idee. Z inicjatywy MOK-u kilka miesięcy temu odbyła się przecież Parada Bosych Stóp, na której gwiazdą był krytykowany przez środowiska gejowskie Wojciech Cejrowski (lewicowe młodzieżówki i Kampania Przeciw Homofobii zorganizowała wtedy nawet antycejrowski happening). Teraz w MOK-u odbył się Festiwal "Bez Tabu". Bez tabu, bo poruszał sprawy, o których zwykle głośno się nie mówi, w tym o prawach gejów i lesbijek, ale też o seksualności niepełnosprawnych czy problemach kobiet.

Wiceprezydent Jerzy Szmit zarzuca jednak szefostwu MOK-u, że organizuje festiwal dla gejów, a zapomina o imprezach propagujących ochronę życia poczętego. W MOK-u nie domyślili się, że zastępca prezydenta z PiS jest zwolennikiem walki o prawa nienarodzonych.

MOK jako instytucja miejska zależy od władzy w ratuszu. Po poprzednich latach wiemy, jak duża jest pokusa, by imprezy Miejskiego Ośrodka Kultury służyły przede wszystkim rządzącym i ich promocji. Lepiej więc niech MOK robi imprezy ciekawe, a nie te, które podobają się prezydentowi czy wiceprezydentowi. A władza niech tego nie próbuje zmieniać.

Podziel się

  • 160 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    29 głosów