Bat na dłużników zadziałał. Zaległości spłacone
2009-12-03
, aktualizacja: 03.12.2009 19:51
Do drzwi lokatorki z Jarot zapukał komornik. Miała być przeniesiona do mniejszego mieszkania. Groźba eksmisji poskutkowała, bo kobieta od razu spłaciła dług. - To przeczy opiniom, że dłużnicy to biedacy - mówią w spółdzielni
ZOBACZ TAKŻE
- Dłużnicy na czarną listę. Nie kupią na raty komórki (07-03-10, 18:01)
- Dłużnicy wystraszą sportowców na torze motocrossowym (21-02-10, 18:28)
- Spółdzielnia walczy z dłużnikami, lokatorzy pod zastaw (08-02-10, 19:13)
- Terakota to luksus - niech dłużnik mieszka w barakach (05-02-10, 20:12)
- Eksmisje uciążliwych lokatorów do baraku (12-01-10, 17:55)
Zadłużenie mieszkanki z wieżowca przy ul. Barcza 5 wraz z kosztami komornika sięgnęło ok. 20 tys. zł. To właśnie tę lokatorkę władze Jarot piętnowały w ostatnim wydaniu spółdzielczej gazetki, przypominając, że wyznaczano już jej wcześniej trzy terminy eksmisji. - Niestety chowa głowę w piasek, gdyż ani nie kontaktuje się, ani nie odbiera korespondencji, ani nie spłaca zadłużenia. Nie pozwolimy [lokatorce] już na zabawę w kotka i myszkę - ostrzegały w gazetce władze spółdzielni. I jak zapowiedziały, tak zrobiły. Kobieta miała zostać przeniesiona do mieszkania przy ul. Wańkowicza przygotowanego przez spółdzielnię dla kilku dłużników. W przypadku kobiety z ul. Barcza oznaczało to przeprowadzkę z lokalu o powierzchni ok. 60 m kw. do 10-metrowego pokoju z jedną - wspólną dla kilku osób - łazienką.
Wczoraj przed godz. 10 pod blok, w którym mieszka kobieta, przyjechał komornik w towarzystwie przedstawicieli spółdzielni. Dłużniczki nie było w mieszkaniu. Ślusarz przewiercił zamki i otworzył drzwi. Komornik musiał spisać całe wyposażenie - nawet rupiecie - by nie było oskarżeń, że w czasie eksmisji coś zginęło.
Kilkadziesiąt minut później do domu wróciła lokatorka. Przerażona, poprosiła o wstrzymanie wyprowadzki. Obiecała, że zaraz zbierze pieniądze i spłaci zadłużenie. Komornik dał jej niecałą godzinę na uregulowanie zaległości. Miała wrócić z potwierdzeniem spłaty wystawionym przez Romana Przedwojskiego, prezesa spółdzielni Jaroty. Dłużniczka wróciła, ale zamiast dokumentu od prezesa, pokazała egzekutorowi koperty z pieniędzmi. Komornik wysłał ją do administracji. - Dłużniczka spłaciła 15 tys. zł - usłyszeliśmy w południe w spółdzielni. - Do spłacenia zostało jeszcze ok. 5 tys. zł długu za niepłacone czynsze.
Szefostwo Jarot nie uległo. Albo dłużniczka spłaci wszystko, albo zostanie przeniesiona do mniejszego mieszkania. Groźba podziałała, bo kobieta dopłaciła brakujące 5 tys. zł. - Uważam, że to nasz sukces - cieszy się prezes Przedwojski. - To pierwszy taki przypadek, gdy doprowadziliśmy do eksmisji, ale zanim doszła ona do skutku, dłużnik spłacił zaległości. To przeczy obiegowym opiniom, że lokatorzy nie są w stanie płacić regularnie czynszu z powodu trudnych warunków materialnych. Ostrzegam pozostałych dłużników, że będą przenoszeni do wspólnych mieszkań dla dłużników. Niech regulują zadłużenie.
Antoni Szmidt, prowadzący poradnię mieszkaniową: - Na pewno wielu lokatorów stać na spłatę zadłużenia. Ten przypadek najlepiej pokazuje, jak wielki jest strach przed utratą dachu nad głową.
Władze Jarot nie zamierzają odpuszczać dłużnikom. Ma już kolejnych na celowniku. Na razie spółdzielnia zabrała się za lokatorów, pozbawionych w powodu długów prawa do lokalu. Ale planuje zająć się także dłużnikami z mieszkań własnościowych, administrowanych przez spółdzielnię. - Dopinamy właśnie szczegóły naszego planu wobec tych lokatorów. Niewykluczone, że wprowadzimy je w życie jeszcze w grudniu - zapowiada prezes Przedwojski.
Praktyka pokazuje, że procedura przekwaterowania ich do wspólnego mieszkania zajmuje nawet kilkanaście miesięcy.
Mieszkający w Jarotach zalegają z zapłatą na kwotę 6 mln zł. Jeszcze więcej - bo 12 mln zł - długów mają mieszkańcy z lokali komunalnych, czyli należących do miasta. Ale ratusz też stara się radzić sobie z dłużnikami. Zakład Lokali i Budynków Komunalnych należący do gminy - który jako pierwszy wpadł na pomysł przenoszenia zadłużonych rodzin do wspólnych mieszkań - szykuje się właśnie do kolejnych przekwaterowań. Przygotowuje dla dłużników trzypokojowe mieszkanie przy ul. Kościuszki, o powierzchni ponad 100 m kw. W każdym z pomieszczeń zamieszka sześć osób. Wcześniej ZLiBK do innego mieszkania przekwaterował 20 dłużników.
grzegorz.szydlowski@olsztyn.agora.pl
Napisz:
Czy popierasz pomysł eksmisji dłużników do wspólnych mieszkań?
redakcja@olsztyn.agora.pl
Wczoraj przed godz. 10 pod blok, w którym mieszka kobieta, przyjechał komornik w towarzystwie przedstawicieli spółdzielni. Dłużniczki nie było w mieszkaniu. Ślusarz przewiercił zamki i otworzył drzwi. Komornik musiał spisać całe wyposażenie - nawet rupiecie - by nie było oskarżeń, że w czasie eksmisji coś zginęło.
Kilkadziesiąt minut później do domu wróciła lokatorka. Przerażona, poprosiła o wstrzymanie wyprowadzki. Obiecała, że zaraz zbierze pieniądze i spłaci zadłużenie. Komornik dał jej niecałą godzinę na uregulowanie zaległości. Miała wrócić z potwierdzeniem spłaty wystawionym przez Romana Przedwojskiego, prezesa spółdzielni Jaroty. Dłużniczka wróciła, ale zamiast dokumentu od prezesa, pokazała egzekutorowi koperty z pieniędzmi. Komornik wysłał ją do administracji. - Dłużniczka spłaciła 15 tys. zł - usłyszeliśmy w południe w spółdzielni. - Do spłacenia zostało jeszcze ok. 5 tys. zł długu za niepłacone czynsze.
Szefostwo Jarot nie uległo. Albo dłużniczka spłaci wszystko, albo zostanie przeniesiona do mniejszego mieszkania. Groźba podziałała, bo kobieta dopłaciła brakujące 5 tys. zł. - Uważam, że to nasz sukces - cieszy się prezes Przedwojski. - To pierwszy taki przypadek, gdy doprowadziliśmy do eksmisji, ale zanim doszła ona do skutku, dłużnik spłacił zaległości. To przeczy obiegowym opiniom, że lokatorzy nie są w stanie płacić regularnie czynszu z powodu trudnych warunków materialnych. Ostrzegam pozostałych dłużników, że będą przenoszeni do wspólnych mieszkań dla dłużników. Niech regulują zadłużenie.
Antoni Szmidt, prowadzący poradnię mieszkaniową: - Na pewno wielu lokatorów stać na spłatę zadłużenia. Ten przypadek najlepiej pokazuje, jak wielki jest strach przed utratą dachu nad głową.
Władze Jarot nie zamierzają odpuszczać dłużnikom. Ma już kolejnych na celowniku. Na razie spółdzielnia zabrała się za lokatorów, pozbawionych w powodu długów prawa do lokalu. Ale planuje zająć się także dłużnikami z mieszkań własnościowych, administrowanych przez spółdzielnię. - Dopinamy właśnie szczegóły naszego planu wobec tych lokatorów. Niewykluczone, że wprowadzimy je w życie jeszcze w grudniu - zapowiada prezes Przedwojski.
Praktyka pokazuje, że procedura przekwaterowania ich do wspólnego mieszkania zajmuje nawet kilkanaście miesięcy.
Mieszkający w Jarotach zalegają z zapłatą na kwotę 6 mln zł. Jeszcze więcej - bo 12 mln zł - długów mają mieszkańcy z lokali komunalnych, czyli należących do miasta. Ale ratusz też stara się radzić sobie z dłużnikami. Zakład Lokali i Budynków Komunalnych należący do gminy - który jako pierwszy wpadł na pomysł przenoszenia zadłużonych rodzin do wspólnych mieszkań - szykuje się właśnie do kolejnych przekwaterowań. Przygotowuje dla dłużników trzypokojowe mieszkanie przy ul. Kościuszki, o powierzchni ponad 100 m kw. W każdym z pomieszczeń zamieszka sześć osób. Wcześniej ZLiBK do innego mieszkania przekwaterował 20 dłużników.
grzegorz.szydlowski@olsztyn.agora.pl
Napisz:
Czy popierasz pomysł eksmisji dłużników do wspólnych mieszkań?
redakcja@olsztyn.agora.pl
- 43 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
-
szlag trafia przez ta obłudę
mariusz2010
04.12.09, 14:12
Przed zmianą ustroju, biedna, socjalistyczna Polska zbudowała choć kilka tzw. samotniaków dla nie mających gdzie mieszkać. Dziś, nie patrząc na to, że uczciwy człowiek nie ma często »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Kolejne cztery osoby zginęły jednym w wypadku
- Kierowca opla, w którym zginęły 4 osoby ...
- Prezydent tłumaczy się w sprawie lotniska
- Cztery osoby ranne w groźnym wypadku na ...
- Kortowiada: Czy to dobry znak firmowy ...
- Jakie tramwaje dla Olsztyna? Nadal nie wiemy
- Kortowiada. Jak studenci bawili się przez ...




