Misja komendanta: Odbudować relacje ze społeczeństwem
20.11.2009
, aktualizacja: 20.11.2009 18:23
- Wiem, że policjanci mogą teraz czuć się napiętnowani. Ale jestem przekonany, że profesjonalnością służby pokażemy społeczeństwu, że policja pracuje dobrze - mówi Mieczysław Wójcik, nowy szef komendy w Nowym Mieście Lubawskim
ZOBACZ TAKŻE
- Nowomiejski policjant z zarzutami - za dużo przemocy (10-01-10, 17:23)
- Nowy komendant ma zrobić porządek w N.M. Lubawskim (19-11-09, 19:03)
- Policjanci sami odeszli z komendy. "Dla ich bezpieczeństwa" (15-11-09, 21:00)
- Policjanci grożą koledze? (13-11-09, 01:00)
Dotychczasowy zastępca komendanta olsztyńskiej policji od piątku zaczął pełnić obowiązki szefa nowomiejskiej policji. Jego poprzednik złożył dymisję po emisji reportażu telewizyjnego, z którego wynikało, że tamtejsi policjanci biją zatrzymanych. Program wstrząsnął lokalną społecznością. Sławomir Mierzwa, komendant wojewódzki sytuację, która zapanowała po emisji programu, nazwał "kryzysową".
Marcin Wojciechowski: Jak pan zareagował, gdy komendant wojewódzki zaproponował panu wyjazd do Nowego Miasta Lubawskiego?
Mieczysław Wójcik: To było dla mnie duże zaskoczenie.
Długo zastanawiał się pan, czy objąć tę funkcję?
- Wolałbym nie odpowiadać na to pytanie. Ale nie ukrywam, że zgodziłem się na to, bo po prostu chcę tam pracować. Największy problem w tej sytuacji polega na skomplikowaniu życia prywatnego. Mam przecież żonę, która ma swoją pracę i dzieci, z którymi mieszkam w pobliżu Olsztyna. Ale jestem przecież mężczyzną i dam sobie radę, tym bardziej że, póki co, jestem tylko oddelegowany do pracy w nowomiejskiej komendzie. Zamieszkam w pobliżu Nowego Miasta Lubawskiego.
Czy szefowanie nowomiejskiej komendzie to dla pana awans, czy raczej zsyłka na prowincję?
- Osobiście odbieram to jako awans. Dla mnie to potwierdzenie, że komendant wojewódzki ufa mi i liczy, że poradzę sobie z kryzysową sytuacją w tamtejszej komendzie. Nie oceniam, czy to, co zostało pokazane w telewizyjnym reportażu jest prawdą, czy nie. Znają ją, póki co, jedynie te osoby, które w nagłośnionych sprawach miały brać udział. Ale niewątpliwie jedno jest pewne - oddźwięk medialny jest taki, że tam dzieje się źle. Głupio o tym mówić, ale tak właśnie jest, jeśli chodzi o odbiór społeczny.
Jakie zadania postawił przed panem komendant wojewódzki?
- Moja rola polega teraz przede wszystkim na tym, aby uspokoić sytuację w komendzie i odbudować relacje policjantów ze społeczeństwem. Natomiast kwestie, o których mowa była w reportażu, mają być rozstrzygnięte przez prokuraturę. Liczę, że będą one wyjaśnione szybko i definitywnie. Ja na pewno nie zamierzam prowadzić tam własnego dochodzenia w tej sprawie, bo moim zdaniem pogorszyłoby to tylko jeszcze bardziej atmosferę.
Pierwsze decyzje?
- Już ją podjąłem przyjeżdżając dzisiaj do pracy w tej komendzie. Postanowiłem też, że spotkam się ze wszystkimi pracownikami komendy. Ale z każdym z nich będę chciał porozmawiać indywidualnie, bo uważam, że tylko wtedy zorientuję się, jakie relacje wewnętrzne między nimi panują. Z nikim z tej komendy wcześniej nie pracowałem. Nie mam też rodziny, a chyba także i żadnych znajomych w Nowym Mieście. Ale to bardzo dobrze. Przyjeżdżając tu 20 listopada 2009 r. odkrywam coś, co można by nazwać nową kartą w historii nowomiejskiej jednostki. Postaram się przywrócić normalność w codziennej pracy tutejszych policjantów.
Nie będzie to łatwe. Wielu policjantów w rozmowie z "Gazetą" mówiło, że w mieście daje się odczuć teraz atmosferę bezkarności. Twierdzą, że ludzie po obejrzeniu reportażu o biciu zatrzymanych stracili do nich szacunek, bywają w stosunku do nich wulgarni, pokazują im obraźliwe gesty...
- Podejdę do tego problemu bardzo poważnie. Wiem, że policjanci mogą teraz czuć się napiętnowani. Ale jestem przekonany, że profesjonalnością służby pokażemy społeczeństwu, że policja w Nowym Mieście pracuje dobrze. Już teraz myślę nad formułą spotkania, które chciałbym zorganizować z lokalną społecznością. Rozumiem wagę całej tej sytuacji i wiem też, że cała Polska patrzy teraz na policję w Nowym Mieście Lubawskim.
Marcin Wojciechowski: Jak pan zareagował, gdy komendant wojewódzki zaproponował panu wyjazd do Nowego Miasta Lubawskiego?
Mieczysław Wójcik: To było dla mnie duże zaskoczenie.
Długo zastanawiał się pan, czy objąć tę funkcję?
- Wolałbym nie odpowiadać na to pytanie. Ale nie ukrywam, że zgodziłem się na to, bo po prostu chcę tam pracować. Największy problem w tej sytuacji polega na skomplikowaniu życia prywatnego. Mam przecież żonę, która ma swoją pracę i dzieci, z którymi mieszkam w pobliżu Olsztyna. Ale jestem przecież mężczyzną i dam sobie radę, tym bardziej że, póki co, jestem tylko oddelegowany do pracy w nowomiejskiej komendzie. Zamieszkam w pobliżu Nowego Miasta Lubawskiego.
Czy szefowanie nowomiejskiej komendzie to dla pana awans, czy raczej zsyłka na prowincję?
- Osobiście odbieram to jako awans. Dla mnie to potwierdzenie, że komendant wojewódzki ufa mi i liczy, że poradzę sobie z kryzysową sytuacją w tamtejszej komendzie. Nie oceniam, czy to, co zostało pokazane w telewizyjnym reportażu jest prawdą, czy nie. Znają ją, póki co, jedynie te osoby, które w nagłośnionych sprawach miały brać udział. Ale niewątpliwie jedno jest pewne - oddźwięk medialny jest taki, że tam dzieje się źle. Głupio o tym mówić, ale tak właśnie jest, jeśli chodzi o odbiór społeczny.
Jakie zadania postawił przed panem komendant wojewódzki?
- Moja rola polega teraz przede wszystkim na tym, aby uspokoić sytuację w komendzie i odbudować relacje policjantów ze społeczeństwem. Natomiast kwestie, o których mowa była w reportażu, mają być rozstrzygnięte przez prokuraturę. Liczę, że będą one wyjaśnione szybko i definitywnie. Ja na pewno nie zamierzam prowadzić tam własnego dochodzenia w tej sprawie, bo moim zdaniem pogorszyłoby to tylko jeszcze bardziej atmosferę.
Pierwsze decyzje?
- Już ją podjąłem przyjeżdżając dzisiaj do pracy w tej komendzie. Postanowiłem też, że spotkam się ze wszystkimi pracownikami komendy. Ale z każdym z nich będę chciał porozmawiać indywidualnie, bo uważam, że tylko wtedy zorientuję się, jakie relacje wewnętrzne między nimi panują. Z nikim z tej komendy wcześniej nie pracowałem. Nie mam też rodziny, a chyba także i żadnych znajomych w Nowym Mieście. Ale to bardzo dobrze. Przyjeżdżając tu 20 listopada 2009 r. odkrywam coś, co można by nazwać nową kartą w historii nowomiejskiej jednostki. Postaram się przywrócić normalność w codziennej pracy tutejszych policjantów.
Nie będzie to łatwe. Wielu policjantów w rozmowie z "Gazetą" mówiło, że w mieście daje się odczuć teraz atmosferę bezkarności. Twierdzą, że ludzie po obejrzeniu reportażu o biciu zatrzymanych stracili do nich szacunek, bywają w stosunku do nich wulgarni, pokazują im obraźliwe gesty...
- Podejdę do tego problemu bardzo poważnie. Wiem, że policjanci mogą teraz czuć się napiętnowani. Ale jestem przekonany, że profesjonalnością służby pokażemy społeczeństwu, że policja w Nowym Mieście pracuje dobrze. Już teraz myślę nad formułą spotkania, które chciałbym zorganizować z lokalną społecznością. Rozumiem wagę całej tej sytuacji i wiem też, że cała Polska patrzy teraz na policję w Nowym Mieście Lubawskim.
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
-
Misja komendanta: Odbudować relacje ze społecze...
tomo72
21.11.09, 22:45
Mieczysław, wierzę w Ciebie - powodzenia!»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Kolejne cztery osoby zginęły jednym w wypadku
- Kierowca opla, w którym zginęły 4 osoby ...
- Prezydent tłumaczy się w sprawie lotniska
- Cztery osoby ranne w groźnym wypadku na ...
- Kortowiada: Czy to dobry znak firmowy ...
- Jakie tramwaje dla Olsztyna? Nadal nie wiemy
- Kortowiada. Jak studenci bawili się przez ...


