Prawdziwe święto na mazurskich szutrach

Tomasz Kurs, greg, sewo, korm
28.06.2009 , aktualizacja: 28.06.2009 19:06
A A A Drukuj
Niesamowita atmosfera i fantastyczny doping tysięcy kibiców na trasie zauroczył kierowców. Orlen Platinum 66. Rajd Polski wygrał Fin Mikko Hirvonen, olsztynianin Krzysztof Hołowczyc zajął historyczne 6. miejsce.
Na trasach 66. Rajdu Polski pojawiło się ponad 100 tys. widzów, zagraniczni kibice byli zachwyceni i zaskoczeni ogromnym zainteresowaniem rajdami w Polsce.
Fot. Przemysław Skrzydło / AG
Na trasach 66. Rajdu Polski pojawiło się ponad 100 tys. widzów, zagraniczni kibice byli zachwyceni i zaskoczeni ogromnym zainteresowaniem rajdami w Polsce.
Nie mieli racji ci, którzy obawiali się, że nie poradzimy sobie z organizacją tak wielkiej imprezy. Zarówno kibice, jak i uczestnicy Rajdu Polski nie szczędzili pochwał.

Wypracowany sukces

Zainteresowanie imprezą było ogromne. Na trasach pojawiło się ponad 100 tys. widzów. Nawet kibice, którzy od lat jeżdżą po Europie na takie rajdy, nie ukrywają podziwu. - Przyznaję, że miałem obawy, jak wypadniemy. Na szczęście zarówno sportowo, jak i organizacyjnie osiągnęliśmy sukces - mówi Szymon Niestatek, kibic, który od lat bacznie śledzi imprezy samochodowe. - Byłem np. na chwalonym przez wielu Rajdzie Finlandii i sądzę, że nie mamy się czego wstydzić. Rozmawiałem teraz z kibicami z Czech. Są zachwyceni i zaskoczeni ogromnym zainteresowaniem rajdami w Polsce. Myślę, że to będzie nasz atut, kiedy światowe władze motoryzacyjne będą decydować, czy Mikołajki ponownie otrzymają prawo organizowania eliminacji mistrzostw świata.

- Rajd dopiero się skończył, ale już wiem, że bardzo podobał się kierowcom. Trasa była wymagająca i szybka - mówi Michał Wojdan, rzecznik imprezy. - Kierowcy podkreślali niesamowitą atmosferę i fantastyczny doping. Jak na debiutanta wypadliśmy świetnie.

Powody do radości ma także burmistrz Mikołajek. - Wiedzieliśmy od dawna, że warto inwestować w sport motorowy i to się teraz potwierdziło. O większej promocji w Europie i na świecie nie mogliśmy marzyć. Mówiły o nas stacje radiowe i telewizyjne - cieszy się Piotr Jakubowski, burmistrz miasta. - Teraz ci, którzy kibicowali, będą do nas wracać z rodzinami. Stolica województwa może żałować, że wypuściła z rąk taką imprezę.

Wielki piknik

Na rajdzie panowała sielska atmosfera. W sobotę w okolicach Wydmin kibice na karimatach, z lornetkami w rękach czekali na zawodników. I choć do pierwszego przejazdu było jeszcze grubo ponad 1,5 godziny, nikt się nie nudził. Jedni rozpalali grille, inni spali w wygodnych krzesełkach.

Na poboczu ustawili się z turystycznymi samochodami kibice z Czech. Zmagania kierowców obserwowali siedząc na krzesełkach ustawionych na dachach swoich camperów. Po drugiej stronie drogi swoje namioty rozstawili Szwedzi. Przy samej trasie zjawili się też Litwini. - Superimpreza, zobaczymy jeszcze odcinek w Gawlikach - mówi jeden z nich. - Wracamy wieczorem przez Augustów.

Na Rajdzie Polski nie zabrakło sportowych entuzjastów z Łodzi, Krakowa, czy Jeleniej Góry. - Tu są przepiękne tereny. Nawet nie wiedziałam, jak bardzo - przyznała pani Halina z tego ostatniego. Piknikowa atmosfera panowała również na łąkach i polach, które na czas rajdu zamieniły się w ogromne parkingi. Tam posilały się całe rodziny. - W piątek byliśmy na odcinku w Paprotkach Grabówce - opowiadają rozentuzjazmowani kibice z Inowrocławia i pokazują nagrane na kamerze filmy. - Staliśmy na górze wąwozu. Gdy przejeżdżał "Hołek" spod kół jego samochodu wyskoczył ogromny kamień. Na szczęście nikogo nie trafił. Ten filmik na pewno wrzucimy na YouTube.

- Bardzo pozytywnie oceniam zachowanie naszych gości - mówi właściciel kempingu w Mikołajkach. - Od razu widać, że są to zupełnie inni ludzie niż piłkarscy kibole.

Łyżka dziegciu

Okazało się jednak, że mazurskie drogi, choć świetnie sprawdzają się w rajdach, to kompletnie nie zdały egzaminu, gdy nasilił się ruch samochodowy. Świadczą o tym dochodzące do kilkunastu kilometrów korki pod Mikołajkami i Giżyckiem. Trzeba było stać ok. 1,5 godziny, żeby dojechać na miejsce.

Nie wszystkim podobało się też, że ceny w sklepach i za noclegi podskoczyły w czasie imprezy o kilkadziesiąt procent. - Kiełbaska na gorąco kosztowała aż 12 zł - mówi jeden z kibiców. A i tak wokół stoisk z żywnością kłębiły się tłumy.

Nie wszyscy restauratorzy przygotowali się na tak wielki najazd sportowych turystów. - Czekaliśmy ponad godzinę w knajpie, bo właściciel nie wziął pod uwagę, że ludzi będzie więcej niż zwykle. Niektórym zaczęły już puszczać nerwy - opowiada jeden z kibiców.

Część narzekała też na błoto w strefie serwisowej. Na szczęście pogoda okazała się i tak łaskawa dla organizatorów.

- Przy tej skali przedsięwzięcia można powiedzieć, że wszystko wypadło bardzo sprawnie. Mieliśmy jedynie interwencje przy drobnych wykroczeniach - mówi Anna Fic, rzecznik warmińsko-mazurskiej policji. - Nie było problemów z wykonywaniem poleceń policji i organizatorów.

Burmistrz Mikołajek choć zadowolony z sukcesu organizacyjnego, nie ukrywa jednak rozgoryczenia: - Tylko dzięki naszemu uporowi wszystko się udało. Do ostatniej chwili walczyliśmy z przeciwnościami i urzędami. Kibice odjadą, a my zostajemy z problemami. Ministerstwo Skarbu np. nie chce przedłużyć dzierżawy terenu, na którym zbudowaliśmy tor do jazdy równoległej. Cieszyłbym się, gdyby nam chociaż nie przeszkadzano...

Podziel się

  • 6 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów