Zostaliśmy w domu, wstyd przed całą Polską
09.06.2009
, aktualizacja: 09.06.2009 18:58
Na Warmii i Mazurach frekwencja w eurowyborach nie przekroczyła 19 proc. i była najniższa w kraju. Liderem bierności okazało się Kozłowo. - Padał deszcz i ludziom się nie chciało - mówi sekretarz gminy
Znów znaleźliśmy się w obywatelskim ogonie. 18,9-proc. frekwencja pokazuje, co ludzie myślą o polityce i jak świadomymi są obywatelami. Dużo nam brakuje do Mazowsza, gdzie frekwencja była najwyższa i wyniosła 29,6 proc., oraz Małopolski - 28 proc. Do przedostatnich regionów zabrakło nam nieco mniej niż 1 proc. - w Opolskiem do urn poszło 19,7 proc. wyborców, a w Lubuskiem 19,6 proc. A od frekwencji zależało, ilu będziemy mieli europosłów - dwóch, czy może nawet czterech. Efekt jest taki, że przez słabą frekwencję barwy regionu w Brukseli będzie reprezentować tylko dwóch eurodeputowanych - Krzysztof Lisek (PO) i Jacek Kurski (PiS). Podobnie było w poprzedniej kadencji europarlamentu.
W rankingu warmińsko-mazurskich powiatów najgorsza frekwencja była w pow. elbląskim. Tam zaledwie udało się przekroczyć 13 proc. W ogonie ciągną się także powiaty gołdapski, bartoszycki, węgorzewski, które nie pokonały poziomu 15 proc. Ponad 18 proc. wyborców głosowało w powiatach giżyckim, mrągowskim i ełckim.
W gminnym rankingu bierności obywatelskiej prym wiedzie gm. Kozłowo koło Nidzicy. Uprawnionych do głosowania było prawie 4,8 tys. mieszkańców, tymczasem w niedzielę do urn poszło zaledwie 400 osób. To 8,3 proc. wyborców. Gorsza frekwencja była tylko... w olsztyńskim areszcie przy ul. Opolskiej. Tam głosowało 7,3 proc. osadzonych. - Nikt z kandydatów, nawet z ostatniego miejsca, nie przyjechał do nas w czasie kampanii. Ludzie nie mieli pojęcia, na kogo głosować - twierdzi Bożena Judycka, sekretarz w Urzędzie Gminy w Kozłowie. - W poprzednich wyborach samorządowych były autobusy, którymi komitety dowoziły ludzi na głosowanie. Tym razem tego nie było. Do lokalu większość musiałaby jechać rowerem. Ale padał deszcz i ludziom się nie chciało.
Jak słaba była frekwencja na prowincji, na własne oczy widziała Dorota Białowąs, p.o. dyrektora Krajowego Biura Wyborczego w Olsztynie, która w wyborczą niedzielę odwiedzała komisje w regionie. - Kiedy wizytowałam powiat piski, w jednym z lokali głosowało od rana do godz. 16 niespełna dziesięć osób - mówi.
Jedyne, czym możemy się szczycić, to fakt, że to nie na Warmii i Mazurach była komisja wyborcza, do której nie przyszedł ani jeden wyborca. To się zdarzyło w Bieczynie w Zachodniopomorskiem, gdzie mieszkańcy zbojkotowali wybory w proteście przeciw lokalnym władzom, które nie wybudowały im drogi.
Tak jak w każdym województwie, także u nas frekwencję poprawiały miasta. W Olsztynie do urn poszło 29,2 proc. mieszkańców. To duży skok. W poprzednich wyborach do europarlamentu głosowało tylko 20,5 proc. olsztynian.
Wyborczym pępkiem regionu - żeby nawiązać do akcji poszukiwania miejscowości z najwyższą frekwencją - okazało się olsztyńskie os. Redykajny. W komisji przy ul. Hozjusza kartę do głosowania do urny wrzuciło aż 46 proc. mieszkańców. - Mamy wyjątkowy mikroklimat - żartuje Jan Piekarski, przewodniczący osiedla. - Wynik jest dobry, bo to osiedle głównie domków jednorodzinnych i dosyć młodych ludzi. Tutaj mieszkają bardzo świadomi obywatelsko ludzie, którzy dają nadzieję, że także w przyszłości frekwencja będzie tu wysoka.
W czołówce były także Brzeziny i Kortowo, gdzie frekwencja również przekroczyła 40 proc. Najgorzej w Olsztynie było w komisjach przy ul. Kołobrzeskiej i Małłków. W obu frekwencja nie przekroczyła 20 proc.
Dla Gazety
Jacek Poniedziałek, socjolog z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego
Jest cała lista powodów tak dramatycznej frekwencji w naszym województwie. Wyróżniamy się, bo Warmia i Mazury są specyficzne, jeśli patrzymy na nie przez pryzmat historii. Tutaj ludność napływowa od wojny nie identyfikuje się ze strukturami władzy. Identyfikujemy się z rodziną i sąsiadami, na tym koniec. W czasach realnego socjalizmu władza nie była zainteresowana, aby ludzie identyfikowali się z życiem politycznym. Było wręcz przeciwnie. Do tego, z województwa wciąż migrują młodzi ludzie.
Niska frekwencja to nie jest czerwona kartka dla Brukseli. To sprzeciw wobec naszej klasy politycznej. Społeczeństwo nie okazało się głupie i nie chce głosować na "spadochroniarzy". Ludzie nie identyfikują się z politykami spoza regionu i dlatego darowali sobie wybory. Olsztyn odstaje od reszty województwa i wypada coraz lepiej na tle kraju. Widać, że to miasto staje się coraz bardziej inteligenckie.
W rankingu warmińsko-mazurskich powiatów najgorsza frekwencja była w pow. elbląskim. Tam zaledwie udało się przekroczyć 13 proc. W ogonie ciągną się także powiaty gołdapski, bartoszycki, węgorzewski, które nie pokonały poziomu 15 proc. Ponad 18 proc. wyborców głosowało w powiatach giżyckim, mrągowskim i ełckim.
W gminnym rankingu bierności obywatelskiej prym wiedzie gm. Kozłowo koło Nidzicy. Uprawnionych do głosowania było prawie 4,8 tys. mieszkańców, tymczasem w niedzielę do urn poszło zaledwie 400 osób. To 8,3 proc. wyborców. Gorsza frekwencja była tylko... w olsztyńskim areszcie przy ul. Opolskiej. Tam głosowało 7,3 proc. osadzonych. - Nikt z kandydatów, nawet z ostatniego miejsca, nie przyjechał do nas w czasie kampanii. Ludzie nie mieli pojęcia, na kogo głosować - twierdzi Bożena Judycka, sekretarz w Urzędzie Gminy w Kozłowie. - W poprzednich wyborach samorządowych były autobusy, którymi komitety dowoziły ludzi na głosowanie. Tym razem tego nie było. Do lokalu większość musiałaby jechać rowerem. Ale padał deszcz i ludziom się nie chciało.
Jak słaba była frekwencja na prowincji, na własne oczy widziała Dorota Białowąs, p.o. dyrektora Krajowego Biura Wyborczego w Olsztynie, która w wyborczą niedzielę odwiedzała komisje w regionie. - Kiedy wizytowałam powiat piski, w jednym z lokali głosowało od rana do godz. 16 niespełna dziesięć osób - mówi.
Jedyne, czym możemy się szczycić, to fakt, że to nie na Warmii i Mazurach była komisja wyborcza, do której nie przyszedł ani jeden wyborca. To się zdarzyło w Bieczynie w Zachodniopomorskiem, gdzie mieszkańcy zbojkotowali wybory w proteście przeciw lokalnym władzom, które nie wybudowały im drogi.
Tak jak w każdym województwie, także u nas frekwencję poprawiały miasta. W Olsztynie do urn poszło 29,2 proc. mieszkańców. To duży skok. W poprzednich wyborach do europarlamentu głosowało tylko 20,5 proc. olsztynian.
Wyborczym pępkiem regionu - żeby nawiązać do akcji poszukiwania miejscowości z najwyższą frekwencją - okazało się olsztyńskie os. Redykajny. W komisji przy ul. Hozjusza kartę do głosowania do urny wrzuciło aż 46 proc. mieszkańców. - Mamy wyjątkowy mikroklimat - żartuje Jan Piekarski, przewodniczący osiedla. - Wynik jest dobry, bo to osiedle głównie domków jednorodzinnych i dosyć młodych ludzi. Tutaj mieszkają bardzo świadomi obywatelsko ludzie, którzy dają nadzieję, że także w przyszłości frekwencja będzie tu wysoka.
W czołówce były także Brzeziny i Kortowo, gdzie frekwencja również przekroczyła 40 proc. Najgorzej w Olsztynie było w komisjach przy ul. Kołobrzeskiej i Małłków. W obu frekwencja nie przekroczyła 20 proc.
Dla Gazety
Jacek Poniedziałek, socjolog z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego
Jest cała lista powodów tak dramatycznej frekwencji w naszym województwie. Wyróżniamy się, bo Warmia i Mazury są specyficzne, jeśli patrzymy na nie przez pryzmat historii. Tutaj ludność napływowa od wojny nie identyfikuje się ze strukturami władzy. Identyfikujemy się z rodziną i sąsiadami, na tym koniec. W czasach realnego socjalizmu władza nie była zainteresowana, aby ludzie identyfikowali się z życiem politycznym. Było wręcz przeciwnie. Do tego, z województwa wciąż migrują młodzi ludzie.
Niska frekwencja to nie jest czerwona kartka dla Brukseli. To sprzeciw wobec naszej klasy politycznej. Społeczeństwo nie okazało się głupie i nie chce głosować na "spadochroniarzy". Ludzie nie identyfikują się z politykami spoza regionu i dlatego darowali sobie wybory. Olsztyn odstaje od reszty województwa i wypada coraz lepiej na tle kraju. Widać, że to miasto staje się coraz bardziej inteligenckie.
- 30 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Komu wstyd? chyba tym co głosowali na spadochronia
tokida
09.06.09, 21:17
rzy... I tak się zastanawiam kto ma się bardziej wstydzić bezmyślny wyborca głosujący na pierwsze nazwisko na liście PO czy PIS bo mu szklane pudło tak kazało czy ten kto olał ten cały cyrk?»
Najczęściej czytane24 htydzień




