Jaki jest Olsztyn? Jak kumpel, któremu się nie udało
19.02.2012
, aktualizacja: 19.02.2012 16:34
Portal kulturaolsztyna.pl zaprosił osoby, które były związane z Olsztynem, by podzieliły się swoimi opiniami na temat miasta. Cykl "Pamiętam takie miasto na O." otwiera tekst Grzegorza Giedrysa*
ZOBACZ TAKŻE
- "Olsztyn (jeszcze) kocham". Czytelnik o wadach miasta (08-03-12, 22:00)
- Dyskusja o Olsztynie. Tu nie lubią myślących inaczej (01-03-12, 23:00)
- "Olsztyn to przykład bierności, braku pomysłów..." (21-02-12, 14:00)
- Na Starym Mieście mamy parking zamiast salonu Olsztyna (16-02-12, 22:00)
- Olsztyn jak Bogota? Dyskusja o przyszłości Śródmieścia (12-02-12, 15:00)
- Kamienica przy placu Bema a kondycja Olsztyna (08-01-12, 14:59)
- Czytelnik: Olsztyn zielonym miastem? To już tylko mit (20-12-11, 14:00)
- Olsztyn za 50 lat. Czy uda się zachować to, co cenne? (30-11-11, 06:00)
Do miast rodzinnych wraca się w święta. W święta można wyjść z domu, zobaczyć, jak zmieniło się otoczenie, kiedy się tu nie było. Co nowego powstało, co rozsypało się w proch. Ludzie się nie zmienili - gdy wszyscy wokół bogacili się albo biednieli, oni zostali tacy sami. Z tą samą alkoholową rezygnacją w oczach, z olsztyńską sennością w mowie i geście, ze szczerą odpowiedzią "Nic nowego" na grzecznościowe i retoryczne pytanie: "Co tam?".
Tak jakby czas zatrzymał się w ostatnich latach liceum i zakonserwował szkolne gwiazdy socjometryczne. Które robią kariery jako pracownicy w firmach swoich ojców albo jako przedstawiciele handlowi z samochodem i prawem jazdy kategorii B. Których zastaje poranek następnego dnia w podłej knajpie prawie w centrum miasta. Olsztyn jest właśnie takim fajnym kumplem z liceum, któremu się nie powiodło. Bo gdy wszyscy wokół bogacili się albo biednieli, on w ogóle się nie ruszył z miejsca.
Najgorszy w tym mieście jest fatalizm. Olsztynianie przypominają trochę skazańca, którego prowadzi się na szafot. Mimo tego, że ma okazję do ucieczki i nawiązania równej walki z przeciwnikiem, będzie spokojnie szedł. Bo taki jego los.
Władza go rucha, on nie ruszy władzy, bo nie ma sensu ruszać władzy. Po co zmieniać władze, jak przyjdą po nich kolejne władze? Być może będą gorsze. Po co protestować, gdy prezydent ogłasza tak wielkie cięcia w budżecie kultury, że unicestwia kilka instytucji i cennych przedsięwzięć artystycznych? Ratusz i marszałek zabrali nam wszystko i nic nie mamy? Widać byliśmy za mało obrotni w tych okrutnych czasach. Dobrze, że dali święty spokój, że nie czepiali się. Mogło być gorzej. Dziękujmy za to, co mamy. Inni mają jeszcze mniej. Nie upominajmy się o nasze.
W Olsztynie "społeczeństwo obywatelskie" brzmi jak slogan z programu grantowego Fundacji Batorego. Samorząd wybiera się z obrzydzeniem, bo ani się obejrzymy, a nasi wybrańcy przestaną się mieścić w kategorii "My", a trafią do szufladki z napisem "Oni". Nie ma się zresztą co przejmować polityką - weźmy sobie do serca słowa tego Niemca Bismarcka: "Ludzie nie powinni widzieć, jak się robi kiełbasę i politykę". Bardzo ciekawa postawa w świecie, w którym wszystko jest polityczne. Niech tam sobie Oceania walczy z Euroazją, a Wschódazja z Oceanią. Za chwile się to wszystko pozmienia tak, że będziemy wiedzieli, po której stronie walczymy. Nie zabierajmy głosu, zróbmy to dla naszego dobra i milczmy.
Olsztynianin w swoim mieście czuje się jak w przedpokoju. Albo się wchodzi w nie głębiej, albo się je zostawia. Możliwe, że to spadek mentalny po tym, że większość mieszkańców nie wywodzi się z tego regionu. Ten emocjonalny bagaż przekazany przed dziadów przesiedleńców ze Wschodu, ta skaza w DNA, przekazywana nam jako zbiorowa mądrość pokoleń, skutecznie powstrzymuje olsztynian przed rozgoszczeniem się w Olsztynie. Tak jakby ktoś zakodował w mieszkańcach, że na wszelki wypadek nie należy się tutaj zakorzeniać, bo znów ktoś może załomotać kolbą w drzwi i dać pięć minut na wyprowadzenie najcenniejszych dzieci. Nie ma się co specjalnie przyzwyczajać, przyjdą dawni właściciele albo jeszcze gorsi, bo nowi.
Władze lubią władzę. Lubią formować się i rozformowywać. Reorganizować urząd pod pozorem remontu. Albo remontować pod pozorem reorganizacji. Rzesze urzędników niespecjalnie lubią zmiany. Przyjdzie nowe i będzie chciało nowego. Spróbuje modyfikować system, ale zrazi się po pierwszych niepowodzeniach.
Władza jest przemyślna. Literatura wspaniale się rozwija, wspaniale sobie radzi bez ingerencji państwa, więc zetnijmy jej dotacje. Muzycy coraz lepiej sobie poczynają, nie rozwijajmy infrastruktury koncertowej, wystarczy zamkowy amfiteatr. Pozarządówka chce rozmawiać o przyszłości miasta, zadeklarujmy gotowość do rozmowy, ale nie przesadzajmy z entuzjazmem. Inwestować można w papiery, na kulturę daje się jałmużnę, dla świętego spokoju.
O Olsztynie na ogół jest cicho, nie mówi się o nim w ogóle. Czasami jakiś zbłąkany artysta wspomni publicznie o nagrodzie na spotkaniach zamkowych, czasami ktoś dostrzeże pisarzy albo muzyk wygra w głośnym konkursie telewizyjnym. O wszystkich, którym się powiodło poza granicami miasta, mówi się źle. Najtrudniej się znosi sukcesy przyjaciół.
Gdy wszystko wokół bogacą się albo biednieją, miasto zostaje z zerowym balansem. Jest takie jak znajomy, który był matrymonialną rewelacją na giełdzie towarzyskiej w liceum. Jest niezmienne, jak prababka wilniucząca sobie z duchami na krzesełku w przedpokoju. Jak zapomniany członek rodziny, którego nie daje się wyprosić z imprezy.
Olsztyn przywieziony w bydlęcym wagonie poddaje się bez walki. Zna swoje wady, ale jest z siebie zadowolony. Musi się znaleźć ktoś, kto znajdzie choćby pęknięcie w tym kokonie i poprowadzi nóż do światła.
* Grzegorz Giedrys
Ur. 1979 roku w Olsztynie, poeta, prozaik, redaktor. Przez wiele lat związany z olsztyńską "Pracownią literacką", założyciel i współtwórca pisma "Undergrunt', które najpierw było wydawane w Olsztynie, później zostało przeniesione do Torunia. Absolwent polonistyki UMK w Toruniu. Mieszka w Toruniu, jest dziennikarzem lokalnej redakcji Gazety Wyborczej. W marcu 2006 roku toruński Teatr Wiczy wystawił sztukę na podstawie jego dramatu "Instant".
A według Ciebie...
Olsztyn to miasto sukcesu czy miasto, któremu się nie powiodło? Napisz na forum lub mailem na adres: redakcja@olsztyn.agora.pl
Tak jakby czas zatrzymał się w ostatnich latach liceum i zakonserwował szkolne gwiazdy socjometryczne. Które robią kariery jako pracownicy w firmach swoich ojców albo jako przedstawiciele handlowi z samochodem i prawem jazdy kategorii B. Których zastaje poranek następnego dnia w podłej knajpie prawie w centrum miasta. Olsztyn jest właśnie takim fajnym kumplem z liceum, któremu się nie powiodło. Bo gdy wszyscy wokół bogacili się albo biednieli, on w ogóle się nie ruszył z miejsca.
Najgorszy w tym mieście jest fatalizm. Olsztynianie przypominają trochę skazańca, którego prowadzi się na szafot. Mimo tego, że ma okazję do ucieczki i nawiązania równej walki z przeciwnikiem, będzie spokojnie szedł. Bo taki jego los.
Władza go rucha, on nie ruszy władzy, bo nie ma sensu ruszać władzy. Po co zmieniać władze, jak przyjdą po nich kolejne władze? Być może będą gorsze. Po co protestować, gdy prezydent ogłasza tak wielkie cięcia w budżecie kultury, że unicestwia kilka instytucji i cennych przedsięwzięć artystycznych? Ratusz i marszałek zabrali nam wszystko i nic nie mamy? Widać byliśmy za mało obrotni w tych okrutnych czasach. Dobrze, że dali święty spokój, że nie czepiali się. Mogło być gorzej. Dziękujmy za to, co mamy. Inni mają jeszcze mniej. Nie upominajmy się o nasze.
W Olsztynie "społeczeństwo obywatelskie" brzmi jak slogan z programu grantowego Fundacji Batorego. Samorząd wybiera się z obrzydzeniem, bo ani się obejrzymy, a nasi wybrańcy przestaną się mieścić w kategorii "My", a trafią do szufladki z napisem "Oni". Nie ma się zresztą co przejmować polityką - weźmy sobie do serca słowa tego Niemca Bismarcka: "Ludzie nie powinni widzieć, jak się robi kiełbasę i politykę". Bardzo ciekawa postawa w świecie, w którym wszystko jest polityczne. Niech tam sobie Oceania walczy z Euroazją, a Wschódazja z Oceanią. Za chwile się to wszystko pozmienia tak, że będziemy wiedzieli, po której stronie walczymy. Nie zabierajmy głosu, zróbmy to dla naszego dobra i milczmy.
Olsztynianin w swoim mieście czuje się jak w przedpokoju. Albo się wchodzi w nie głębiej, albo się je zostawia. Możliwe, że to spadek mentalny po tym, że większość mieszkańców nie wywodzi się z tego regionu. Ten emocjonalny bagaż przekazany przed dziadów przesiedleńców ze Wschodu, ta skaza w DNA, przekazywana nam jako zbiorowa mądrość pokoleń, skutecznie powstrzymuje olsztynian przed rozgoszczeniem się w Olsztynie. Tak jakby ktoś zakodował w mieszkańcach, że na wszelki wypadek nie należy się tutaj zakorzeniać, bo znów ktoś może załomotać kolbą w drzwi i dać pięć minut na wyprowadzenie najcenniejszych dzieci. Nie ma się co specjalnie przyzwyczajać, przyjdą dawni właściciele albo jeszcze gorsi, bo nowi.
Władze lubią władzę. Lubią formować się i rozformowywać. Reorganizować urząd pod pozorem remontu. Albo remontować pod pozorem reorganizacji. Rzesze urzędników niespecjalnie lubią zmiany. Przyjdzie nowe i będzie chciało nowego. Spróbuje modyfikować system, ale zrazi się po pierwszych niepowodzeniach.
Władza jest przemyślna. Literatura wspaniale się rozwija, wspaniale sobie radzi bez ingerencji państwa, więc zetnijmy jej dotacje. Muzycy coraz lepiej sobie poczynają, nie rozwijajmy infrastruktury koncertowej, wystarczy zamkowy amfiteatr. Pozarządówka chce rozmawiać o przyszłości miasta, zadeklarujmy gotowość do rozmowy, ale nie przesadzajmy z entuzjazmem. Inwestować można w papiery, na kulturę daje się jałmużnę, dla świętego spokoju.
O Olsztynie na ogół jest cicho, nie mówi się o nim w ogóle. Czasami jakiś zbłąkany artysta wspomni publicznie o nagrodzie na spotkaniach zamkowych, czasami ktoś dostrzeże pisarzy albo muzyk wygra w głośnym konkursie telewizyjnym. O wszystkich, którym się powiodło poza granicami miasta, mówi się źle. Najtrudniej się znosi sukcesy przyjaciół.
Gdy wszystko wokół bogacą się albo biednieją, miasto zostaje z zerowym balansem. Jest takie jak znajomy, który był matrymonialną rewelacją na giełdzie towarzyskiej w liceum. Jest niezmienne, jak prababka wilniucząca sobie z duchami na krzesełku w przedpokoju. Jak zapomniany członek rodziny, którego nie daje się wyprosić z imprezy.
Olsztyn przywieziony w bydlęcym wagonie poddaje się bez walki. Zna swoje wady, ale jest z siebie zadowolony. Musi się znaleźć ktoś, kto znajdzie choćby pęknięcie w tym kokonie i poprowadzi nóż do światła.
* Grzegorz Giedrys
Ur. 1979 roku w Olsztynie, poeta, prozaik, redaktor. Przez wiele lat związany z olsztyńską "Pracownią literacką", założyciel i współtwórca pisma "Undergrunt', które najpierw było wydawane w Olsztynie, później zostało przeniesione do Torunia. Absolwent polonistyki UMK w Toruniu. Mieszka w Toruniu, jest dziennikarzem lokalnej redakcji Gazety Wyborczej. W marcu 2006 roku toruński Teatr Wiczy wystawił sztukę na podstawie jego dramatu "Instant".
A według Ciebie...
Olsztyn to miasto sukcesu czy miasto, któremu się nie powiodło? Napisz na forum lub mailem na adres: redakcja@olsztyn.agora.pl
- 52 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
10 głosów
-
Re: Jaki jest Olsztyn? Jak kumpel, któremu się ni
bartdab
20.02.12, 08:32
O wielu miastach można tak napisać. Jestem z Bydgoszczy i również mam trochę podobne odczucia. Podobnie myślą mieszkańcy Lulina, Radomia, Szczecina, Białegostoku i wielu innych miast o »
Najczęściej czytane24 htydzień




