Hydrozagadka: gdzie jest woda, za którą płacą ludzie
11.02.2012
, aktualizacja: 10.02.2012 19:41
Wodomierze zaczynają działać, gdy płynie co najmniej 10 litrów na godzinę. Gdy wody będzie mniej, licznik się nie zakręci.
Mieszkańcy SM "Pojezierze" zachodzą w głowę gdzie podziało się 71 tys. m sześc. wody, których nie zarejestrowały ich liczniki. - To małe jezioro, za które musimy zapłacić - denerwują się. Gdzie kryje się wyjaśnienie?
ZOBACZ TAKŻE
- Uwaga: Olsztyn ma bezawaryjny blok z wielkiej płyty (26-02-12, 15:00)
- Przez "rurę Procyka" podwyżki w Pojezierzu niemal pewne (12-06-11, 19:50)
Różnica między wskazaniem głównych wodomierzy w budynkach, a sumą wskazań indywidualnych wodomierzy w nomenklaturze spółdzielczej nazywa się "wodą niezbilansowaną". Wielu lokatorów "Pojezierza" do tej pory nie może wyjść z szoku, gdy dowiedzieli się, jak wielka jest ta rozbieżność.
Jednym z nich jest pan Bronisław z bloku przy ul. Wyszyńskiego. Niedawno otrzymał rozliczenie opłat za wodę, której zużycie nie wykazał domowy licznik w 2011 roku. - Wynika z niego, że wykorzystałem jej 9,6 m sześc. i muszę za to zapłacić prawie 82 zł - opowiada. - Na podstawie tego rozliczenia wnioskuje, że mieszkańcy mojego bloku zużyli w sumie ponad 1,3 tys. m sześc. "niczyjej wody".
Spółdzielca zastanawia się, co dzieje się z tak ogromną ilością. - Część jest wykorzystywana do sprzątania klatek schodowych, podlewania zieleni, a sporo pewnie marnuje się też przez nieszczelne krany i spłuczki - przypuszcza. - Jednak nigdy nie uwierzę, że w taki sposób można zużyć w ciągu roku ponad tysiąc metrów wody, bo to byłoby szalone marnotrawstwo.
Gdzie więc się podziała? - Na pewno nigdzie nie wyparowała. To woda, którą mieszkańcy rzeczywiście zużywają, choć nie jest rejestrowana przez ich indywidualne wodomierze - mówi Wiesław Barański, prezes SM "Pojezierze". - W 2011 r. w spółdzielni mieliśmy w sumie 71 tys. metrów sześc. wody niezbilansowanej, co stanowiło 8,8 proc. ogólnej ilości zużytej przez mieszkańców.
Dlaczego jest jej tak dużo? - Liczniki główne w budynkach są o dwie klasy lepsze niż te indywidualne zamontowane w poszczególnych mieszkaniach - wyjaśnia Barański.
Ale na tym nie koniec. Władze spółdzielni przekonują, że problem tkwi również w przeciekających kranach, czy zepsutych toaletach. - Wodomierze zaczynają działać, gdy płynie przez nie co najmniej 10 litrów na godzinę. Gdy w tym czasie wody będzie mniej, to licznik się nie zakręci - tłumaczy prezes "Pojezierza". - Tymczasem cieknąca stróżka o grubości zaledwie 1 mm powoduje, że w ciągu godziny wycieka 9 litrów wody. Licznik tego ubytku nie zarejestruje, a przecież w ciągu roku uzbiera się z tego 81 metrów sześc.
Barański na końcu wymienia kwestię związaną z namagnesowywaniem wodomierzy. - W przypadku jednego lokatora, który miał zaskakująco niski poziom zużycia wody, przy pomocy specjalnego urządzenia sprawdziliśmy, że licznik był pod wpływem silnego pola magnetycznego - mówi. - Zgłosiliśmy sprawę do prokuratury, ale została ona umorzona.
W ciągu dwóch ostatnich lat w "Pojezierzu" było w sumie ponad 150 tys. m sześc. wody, której nie policzyły domowe liczniki. Jak sprawdziliśmy taka objętość wypełniłaby zbiornik większy niż np. mieszczący 140 tys. m sześc. Jezioro Gągławskie pod Olsztynem.
A jak jest w innych spółdzielniach? - U nas woda niezbilansowana stanowi około 8 proc. z całości zakupionej wody - mówi Roman Przedwojski, prezes SM "Jaroty". - Taka ilość jest uznawana za normę, dlatego nikogo nie powinno to dziwić.
O tym, że nawet drobny wyciek może spowodować duże straty dobrze wiedzą w Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji. Anita Chudzińska, rzecznik komunalnej spółki obok małej precyzji mieszkaniowych liczników i montowania magnesów wymienia inne przyczyny "znikania" wody. Jedna z nich to brak możliwości przeprowadzenia odczytów w budynku w jednym terminie. - Np. PWiK Olsztyn dokonuje odczytu pierwszego dnia każdego miesiąca, a mieszkańcy podają wskazania np. między dniem 25 a 5 i są dokonywane z różną dokładnością - mówi Chudzińska.
Jednak zdaniem rzeczniczki wystarczy dbać o szczelność kranów, by straty były znacznie mniejsze. - Wystarczy, że z naszego kranu wycieka tylko jedna kropla wody na sekundę. W ciągu doby jest to już 16,8 litra, przez rok 6,1 metra sześciennego, czyli ponad 6 tys. litrów.
ZOBACZ TAKŻE: W OSM kąpiel nocą zabroniona. Żeby było taniej

Jednym z nich jest pan Bronisław z bloku przy ul. Wyszyńskiego. Niedawno otrzymał rozliczenie opłat za wodę, której zużycie nie wykazał domowy licznik w 2011 roku. - Wynika z niego, że wykorzystałem jej 9,6 m sześc. i muszę za to zapłacić prawie 82 zł - opowiada. - Na podstawie tego rozliczenia wnioskuje, że mieszkańcy mojego bloku zużyli w sumie ponad 1,3 tys. m sześc. "niczyjej wody".
Spółdzielca zastanawia się, co dzieje się z tak ogromną ilością. - Część jest wykorzystywana do sprzątania klatek schodowych, podlewania zieleni, a sporo pewnie marnuje się też przez nieszczelne krany i spłuczki - przypuszcza. - Jednak nigdy nie uwierzę, że w taki sposób można zużyć w ciągu roku ponad tysiąc metrów wody, bo to byłoby szalone marnotrawstwo.
Gdzie więc się podziała? - Na pewno nigdzie nie wyparowała. To woda, którą mieszkańcy rzeczywiście zużywają, choć nie jest rejestrowana przez ich indywidualne wodomierze - mówi Wiesław Barański, prezes SM "Pojezierze". - W 2011 r. w spółdzielni mieliśmy w sumie 71 tys. metrów sześc. wody niezbilansowanej, co stanowiło 8,8 proc. ogólnej ilości zużytej przez mieszkańców.
Dlaczego jest jej tak dużo? - Liczniki główne w budynkach są o dwie klasy lepsze niż te indywidualne zamontowane w poszczególnych mieszkaniach - wyjaśnia Barański.
Ale na tym nie koniec. Władze spółdzielni przekonują, że problem tkwi również w przeciekających kranach, czy zepsutych toaletach. - Wodomierze zaczynają działać, gdy płynie przez nie co najmniej 10 litrów na godzinę. Gdy w tym czasie wody będzie mniej, to licznik się nie zakręci - tłumaczy prezes "Pojezierza". - Tymczasem cieknąca stróżka o grubości zaledwie 1 mm powoduje, że w ciągu godziny wycieka 9 litrów wody. Licznik tego ubytku nie zarejestruje, a przecież w ciągu roku uzbiera się z tego 81 metrów sześc.
Barański na końcu wymienia kwestię związaną z namagnesowywaniem wodomierzy. - W przypadku jednego lokatora, który miał zaskakująco niski poziom zużycia wody, przy pomocy specjalnego urządzenia sprawdziliśmy, że licznik był pod wpływem silnego pola magnetycznego - mówi. - Zgłosiliśmy sprawę do prokuratury, ale została ona umorzona.
W ciągu dwóch ostatnich lat w "Pojezierzu" było w sumie ponad 150 tys. m sześc. wody, której nie policzyły domowe liczniki. Jak sprawdziliśmy taka objętość wypełniłaby zbiornik większy niż np. mieszczący 140 tys. m sześc. Jezioro Gągławskie pod Olsztynem.
A jak jest w innych spółdzielniach? - U nas woda niezbilansowana stanowi około 8 proc. z całości zakupionej wody - mówi Roman Przedwojski, prezes SM "Jaroty". - Taka ilość jest uznawana za normę, dlatego nikogo nie powinno to dziwić.
O tym, że nawet drobny wyciek może spowodować duże straty dobrze wiedzą w Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji. Anita Chudzińska, rzecznik komunalnej spółki obok małej precyzji mieszkaniowych liczników i montowania magnesów wymienia inne przyczyny "znikania" wody. Jedna z nich to brak możliwości przeprowadzenia odczytów w budynku w jednym terminie. - Np. PWiK Olsztyn dokonuje odczytu pierwszego dnia każdego miesiąca, a mieszkańcy podają wskazania np. między dniem 25 a 5 i są dokonywane z różną dokładnością - mówi Chudzińska.
Jednak zdaniem rzeczniczki wystarczy dbać o szczelność kranów, by straty były znacznie mniejsze. - Wystarczy, że z naszego kranu wycieka tylko jedna kropla wody na sekundę. W ciągu doby jest to już 16,8 litra, przez rok 6,1 metra sześciennego, czyli ponad 6 tys. litrów.
ZOBACZ TAKŻE: W OSM kąpiel nocą zabroniona. Żeby było taniej

- 19 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień


