Muzeum Warmii i Mazur ma tydzień by zdobyć 600 tys. zł
09.02.2012
, aktualizacja: 08.02.2012 18:39
Muzeum Warmii i Mazur otrzymało dotację na remont dachu nad południowym skrzydłem olsztyńskiego zamku. Placówka ma jednak tylko kilka dni, żeby znaleźć pieniądze na tzw. wkład własny, bo fundusze przepadną. - Zrobimy wszystko, by wyszukać w naszym budżecie potrzebną kwotę - zapewnia dyrekcja
ZOBACZ TAKŻE
- Za darmo o muzeum nie posłuchasz. "Byłam zdumiona" (17-02-12, 20:00)
- Poznaj fascynującą historię nowych nabytków muzeum (09-02-12, 18:09)
- Zamek Kopernika niszczeje, a właściciel o niego nie dba (18-01-12, 07:00)
- Ślady po kuźni - nowe odkrycie w olsztyńskim zamku (13-11-11, 15:12)
- Jeden zamkowy rarytas wyremontowany. Co z drugim? (12-09-11, 18:25)
- Zamek pokazał więźbę pamiętającą średniowieczne czasy (11-09-11, 18:34)
Remont pochodzącej z lat 1428-1429 więźby dachowej jest jednym z priorytetów marszałkowskiej placówki. Chodzi nie tylko o konserwację niezwykle cennego obiektu architektonicznego, ale także bezpieczeństwo przechodzących koło warowni. Miejski konserwator zabytków wydał nakaz prac, które zabezpieczą konstrukcję. Obecnie dach jest pochylony, a jego stan jest zły. Nic dziwnego, że 600 tys. zł przyznane przez ministra kultury bardzo ucieszyło muzealników: - W tym wypadku chodzi o oryginalną średniowieczną konstrukcję dachu, unikatem są także zachowane w Olsztynie hurdycje [elementy obronne - red.] - mówi Janusz Cygański, dyrektor Muzeum Warmii i Mazur. Z poddaszy można też podziwiać szczegóły konstrukcyjne sklepień sal.
Licząca sześć wieków konstrukcja wymaga specjalnego traktowania. - Dlatego nie będziemy "na siłę" jej prostować, lecz poszukamy najlepszych sposobów na jej wzmocnienie - mówi Janusz Cygański. - W ramach projektu więźba zostanie zabezpieczona i uzupełniona o brakujące elementy. Wymieniona będzie część dachówek i przemurowane fragmenty kominów.
Na szczęście muzeum ma już doświadczenie w tej dziedzinie, bo dwa lata temu remontowano jeszcze starszy dach, pochodzący z lat 1372-1373, nad skrzydłem północnym. - Wtedy udało nam się zachować ok. 98 proc. pierwotnej struktury - ocenia Cygański.
Choć pokrycie południowe jest nieco młodsze, to jego stan jest zły. Drewno jest wystawione na taką samą temperaturę i wilgotność, jaka panuje na zewnątrz. - Mamy tu do czynienia z korozją biologiczną, uszkodzonych jest też wiele elementów konstrukcji więźby - mówi Barbara Rams, specjalistka ds. zabytków w muzeum. - Niespodzianką może okazać się stan murów, na których opiera się dach. W jego wnętrzu znajduje się konstrukcja drewniana, jednak nie było możliwości dokładnego sprawdzenia, w jakiej jest ona kondycji.
Remont ma być przeprowadzony jeszcze w tym roku. Radość szybko ustąpiła jednak niepewności. Muzealnicy muszą bowiem pozyskać pieniądze na tzw. wkład własny, który wynosi drugie tyle, ile ministerialna dotacja. W przypadku poprzedniego remontu pieniądze takie przyznał samorząd województwa. Tym razem muzeum najwyraźniej nie może na to liczyć: - Żeby zabezpieczyć środki na ten cel w budżecie województwa, muzeum powinno wcześniej zasygnalizować, że będą one potrzebne. Takiej informacji jednak nie dostaliśmy - tłumaczy Zdzisław Fadrowski, dyrektor departamentu kultury w Urzędzie Marszałkowskim. - W tej sytuacji dyrektor musi sam szukać pieniędzy, np. przesuwając je z innych planowanych w tym roku zadań.
W efekcie, żeby naprawić dach, trzeba będzie zrezygnować z innych zamierzeń. Chodzi np. o remonty instalacji elektrycznej w Lidzbarku Warmińskim, Muzeum Przyrody czy konserwację północnego skrzydła zamku w Olsztynie. - Do tej pory zwracaliśmy się o wkład własny, kiedy już było wiadomo, jak będzie duży - tłumaczy Janusz Cygański. - Znaleźliśmy się w bardzo trudnej sytuacji. Na razie nie dopuszczam myśli o zrezygnowaniu z przyznanych już pieniędzy i zrobię wszystko, żeby znaleźć brakujące środki.
Placówka ma tydzień na znalezienie funduszy, bo inaczej dotacja powędruje do innego województwa.
Władze muzeum przyznają, że bez środków zewnętrznych w ogóle trudno byłoby myśleć o remontach i innej działalności. - Obecnie dotacja podstawowa nie wystarcza nawet na pokrycie kosztów utrzymania i płac - mówi Cygański. - Dlatego tak ważne są pieniądze pozyskiwane z innych źródeł. W ubiegłym roku było to np. 884 tys. zł. Chodzi m.in. o projekty ministerstwa, dofinansowanie od wojewódzkiego konserwatora zabytków, samorządów i sponsorów.
Licząca sześć wieków konstrukcja wymaga specjalnego traktowania. - Dlatego nie będziemy "na siłę" jej prostować, lecz poszukamy najlepszych sposobów na jej wzmocnienie - mówi Janusz Cygański. - W ramach projektu więźba zostanie zabezpieczona i uzupełniona o brakujące elementy. Wymieniona będzie część dachówek i przemurowane fragmenty kominów.
Na szczęście muzeum ma już doświadczenie w tej dziedzinie, bo dwa lata temu remontowano jeszcze starszy dach, pochodzący z lat 1372-1373, nad skrzydłem północnym. - Wtedy udało nam się zachować ok. 98 proc. pierwotnej struktury - ocenia Cygański.
Choć pokrycie południowe jest nieco młodsze, to jego stan jest zły. Drewno jest wystawione na taką samą temperaturę i wilgotność, jaka panuje na zewnątrz. - Mamy tu do czynienia z korozją biologiczną, uszkodzonych jest też wiele elementów konstrukcji więźby - mówi Barbara Rams, specjalistka ds. zabytków w muzeum. - Niespodzianką może okazać się stan murów, na których opiera się dach. W jego wnętrzu znajduje się konstrukcja drewniana, jednak nie było możliwości dokładnego sprawdzenia, w jakiej jest ona kondycji.
Remont ma być przeprowadzony jeszcze w tym roku. Radość szybko ustąpiła jednak niepewności. Muzealnicy muszą bowiem pozyskać pieniądze na tzw. wkład własny, który wynosi drugie tyle, ile ministerialna dotacja. W przypadku poprzedniego remontu pieniądze takie przyznał samorząd województwa. Tym razem muzeum najwyraźniej nie może na to liczyć: - Żeby zabezpieczyć środki na ten cel w budżecie województwa, muzeum powinno wcześniej zasygnalizować, że będą one potrzebne. Takiej informacji jednak nie dostaliśmy - tłumaczy Zdzisław Fadrowski, dyrektor departamentu kultury w Urzędzie Marszałkowskim. - W tej sytuacji dyrektor musi sam szukać pieniędzy, np. przesuwając je z innych planowanych w tym roku zadań.
W efekcie, żeby naprawić dach, trzeba będzie zrezygnować z innych zamierzeń. Chodzi np. o remonty instalacji elektrycznej w Lidzbarku Warmińskim, Muzeum Przyrody czy konserwację północnego skrzydła zamku w Olsztynie. - Do tej pory zwracaliśmy się o wkład własny, kiedy już było wiadomo, jak będzie duży - tłumaczy Janusz Cygański. - Znaleźliśmy się w bardzo trudnej sytuacji. Na razie nie dopuszczam myśli o zrezygnowaniu z przyznanych już pieniędzy i zrobię wszystko, żeby znaleźć brakujące środki.
Placówka ma tydzień na znalezienie funduszy, bo inaczej dotacja powędruje do innego województwa.
Władze muzeum przyznają, że bez środków zewnętrznych w ogóle trudno byłoby myśleć o remontach i innej działalności. - Obecnie dotacja podstawowa nie wystarcza nawet na pokrycie kosztów utrzymania i płac - mówi Cygański. - Dlatego tak ważne są pieniądze pozyskiwane z innych źródeł. W ubiegłym roku było to np. 884 tys. zł. Chodzi m.in. o projekty ministerstwa, dofinansowanie od wojewódzkiego konserwatora zabytków, samorządów i sponsorów.
- 8 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień






