"Idą na noże". Deweloper zagroził sądem społeczniczce
28.01.2012
, aktualizacja: 29.01.2012 14:58
Zaostrza się konflikt wokół zagospodarowania okolic Podkówki na Redykajnach. Deweloper ostrzega społeczniczkę broniącej brzegów jeziora przed zabudową, że poda ją do sądu. - Naruszyła dobre imię naszej firmy - twierdzi.
ZOBACZ TAKŻE
- Mieszkańcy Redykajn nie obronili jeziora przed blokami (09-01-12, 16:54)
- Nic tak nie kręci internautów jak kredyty i mieszkania (12-02-12, 14:56)
- Deweloper nie powinien straszyć sądem mieszkanki (30-01-12, 22:00)
SERWISY
Inwestycję nad jednym z najpiękniejszych olsztyńskich akwenów planuje Warmińskie Przedsiębiorstwo Budowlane. Od kilku lat te zamierzenia torpedują okoliczni mieszkańcy.
Spór dotyczy okolic ul. Lawendowej, gdzie dominują domy, a bloków jest mało. Kolejne chce postawić WPB, które kilka tygodni temu w ratuszu złożyło wniosek o wydanie pozwolenia na rozpoczęcie prac. To jeszcze bardziej zmobilizowało mieszkańców. Ostatnio w tej sprawie zebrali się w ub. tygodniu na spotkaniu z władzami miasta. Prezydent Piotr Grzymowicz zapewnił, że jego urzędnicy uważnie przyjrzą się dokumentom przekazanym ratuszowi przez dewelopera. - Będziemy dążyć do ocalenia jeziora m.in. przez współpracę z ekologami z naszego uniwersytetu - mówił. - Uczeni opracują raport, który wskaże, co trzeba zrobić, by uchronić ten teren przed degradacją. Będziemy także rozmawiać z Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska.
Atmosfera była gorąca. Anna Mackowicz z zarządu rady osiedla Redykajn powiedziała wtedy jednej z lokalnych telewizji: - Myślę, że jest za duży wpływ interesu. Domyślam się, nie umiem tego udowodnić. Ale widzę, że nie może taki finansowy interes górować nad tym, co jest obowiązkiem każdego z nas, nawet nad poczuciem patriotyzmu lokalnego.
Deweloper uznał, że po tych słowach miarka się przebrała. - I zagroził mi sądem. Otrzymałam pismo przedprocesowe. Wynika z niego, że mam przeprosić spółkę za swoje wypowiedź, bo w ten sposób stawiam ją w złym świetle wśród mieszkańców. Jeżeli tego nie uczynię do środy sprawa zostanie skierowana do sądu, a na dodatek będę musiała zapłacić 50 tys. zł na cele charytatywne - mówi zaskoczona Mackowicz.
Zbigniew Cichy, prezes WPB, twierdzi, że nie mógł postąpić inaczej. - Wypowiedź pani Mackowicz naraziła naszą spółkę na utratę dobrego imienia - stwierdził. - Tak nie można postępować. W ten sposób zasugerowano, że prowadzimy jakieś podejrzane interesy. My tylko chcemy, by było przestrzegane prawo.
Społeczniczka nie składa broni. - Po konsultacji z prawnikiem przygotowałam już odpowiedź. Nie będę brała odpowiedzialności za czyjeś nadinterpretacje. Nikt mi nie udowodni, że wymieniałam nazwę dewelopera mówiąc o wpływie interesu. Nie zamierzam się poddać tym bardziej, bo jestem przekonana o tym, że walczę w słusznej sprawie lokalnej społeczności - stwierdziła Anna Mackowicz.
Działaniami dewelopera zbulwersowani są jej sąsiedzi. - To próba zamknięcia ust nam wszystkim - oburza się Dariusz Kondraczyk, mieszkający przy ul. Lawendowej wiceprzewodniczący rady osiedla Redykajny. I deklaruje: - Będziemy wspierać panią Anię wszelkim metodami.
Przypomnijmy, że WPB zwróciło się też do prokuratury o objęcie nadzorem postępowania prowadzonego przez ratusz. - W ten sposób chcemy mieć pewność, że przy rozpatrywaniu naszego wniosku przez urzędników nie powtórzy się sytuacja, jak przy poprzednich staraniach, o uzyskanie potrzebnych decyzji - prezes Cichy tłumaczył kilka dni temu "Gazecie" swoje postępowanie.
Szefowie WPB dziwią się zaangażowaniu władz miasta w sprawę brzegów Podkówki. - Prezydent nie widział powodu obrony interesów mieszkańców, którzy nie zgadzali się z budową wieżowca przy ul. Śliwy - mówi i przypomina wypowiedź Grzymowicza dla "Gazety" w października 2010 roku. Prezydent uznał wtedy, że protest nie miał merytorycznego uzasadnienia. "Wszyscy musimy pogodzić się z faktem, że mieszkamy w mieście. Jeżeli komuś to nie odpowiada, to w okolicach Olsztyna jest wiele ziemi, którą można kupić i tam zamieszkać" - powiedział.
Mimo prawnych kroków podjętych wobec społeczniczki prezes WPB deklaruje chęć rozmów z władzami miasta i mieszkańcami Redykajn. - W tej sprawie skontaktowałem się już z prezydentem miasta i umówiłem się na spotkanie - poinformował.
ZOBACZ TAKŻE: Mimo wszystko mieszkańcy próbują uratować jezioro

Spór dotyczy okolic ul. Lawendowej, gdzie dominują domy, a bloków jest mało. Kolejne chce postawić WPB, które kilka tygodni temu w ratuszu złożyło wniosek o wydanie pozwolenia na rozpoczęcie prac. To jeszcze bardziej zmobilizowało mieszkańców. Ostatnio w tej sprawie zebrali się w ub. tygodniu na spotkaniu z władzami miasta. Prezydent Piotr Grzymowicz zapewnił, że jego urzędnicy uważnie przyjrzą się dokumentom przekazanym ratuszowi przez dewelopera. - Będziemy dążyć do ocalenia jeziora m.in. przez współpracę z ekologami z naszego uniwersytetu - mówił. - Uczeni opracują raport, który wskaże, co trzeba zrobić, by uchronić ten teren przed degradacją. Będziemy także rozmawiać z Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska.
Atmosfera była gorąca. Anna Mackowicz z zarządu rady osiedla Redykajn powiedziała wtedy jednej z lokalnych telewizji: - Myślę, że jest za duży wpływ interesu. Domyślam się, nie umiem tego udowodnić. Ale widzę, że nie może taki finansowy interes górować nad tym, co jest obowiązkiem każdego z nas, nawet nad poczuciem patriotyzmu lokalnego.
Deweloper uznał, że po tych słowach miarka się przebrała. - I zagroził mi sądem. Otrzymałam pismo przedprocesowe. Wynika z niego, że mam przeprosić spółkę za swoje wypowiedź, bo w ten sposób stawiam ją w złym świetle wśród mieszkańców. Jeżeli tego nie uczynię do środy sprawa zostanie skierowana do sądu, a na dodatek będę musiała zapłacić 50 tys. zł na cele charytatywne - mówi zaskoczona Mackowicz.
Zbigniew Cichy, prezes WPB, twierdzi, że nie mógł postąpić inaczej. - Wypowiedź pani Mackowicz naraziła naszą spółkę na utratę dobrego imienia - stwierdził. - Tak nie można postępować. W ten sposób zasugerowano, że prowadzimy jakieś podejrzane interesy. My tylko chcemy, by było przestrzegane prawo.
Społeczniczka nie składa broni. - Po konsultacji z prawnikiem przygotowałam już odpowiedź. Nie będę brała odpowiedzialności za czyjeś nadinterpretacje. Nikt mi nie udowodni, że wymieniałam nazwę dewelopera mówiąc o wpływie interesu. Nie zamierzam się poddać tym bardziej, bo jestem przekonana o tym, że walczę w słusznej sprawie lokalnej społeczności - stwierdziła Anna Mackowicz.
Działaniami dewelopera zbulwersowani są jej sąsiedzi. - To próba zamknięcia ust nam wszystkim - oburza się Dariusz Kondraczyk, mieszkający przy ul. Lawendowej wiceprzewodniczący rady osiedla Redykajny. I deklaruje: - Będziemy wspierać panią Anię wszelkim metodami.
Przypomnijmy, że WPB zwróciło się też do prokuratury o objęcie nadzorem postępowania prowadzonego przez ratusz. - W ten sposób chcemy mieć pewność, że przy rozpatrywaniu naszego wniosku przez urzędników nie powtórzy się sytuacja, jak przy poprzednich staraniach, o uzyskanie potrzebnych decyzji - prezes Cichy tłumaczył kilka dni temu "Gazecie" swoje postępowanie.
Szefowie WPB dziwią się zaangażowaniu władz miasta w sprawę brzegów Podkówki. - Prezydent nie widział powodu obrony interesów mieszkańców, którzy nie zgadzali się z budową wieżowca przy ul. Śliwy - mówi i przypomina wypowiedź Grzymowicza dla "Gazety" w października 2010 roku. Prezydent uznał wtedy, że protest nie miał merytorycznego uzasadnienia. "Wszyscy musimy pogodzić się z faktem, że mieszkamy w mieście. Jeżeli komuś to nie odpowiada, to w okolicach Olsztyna jest wiele ziemi, którą można kupić i tam zamieszkać" - powiedział.
Mimo prawnych kroków podjętych wobec społeczniczki prezes WPB deklaruje chęć rozmów z władzami miasta i mieszkańcami Redykajn. - W tej sprawie skontaktowałem się już z prezydentem miasta i umówiłem się na spotkanie - poinformował.
ZOBACZ TAKŻE: Mimo wszystko mieszkańcy próbują uratować jezioro

- 33 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
21 głosów
-
Niebezpieczny deweloper " w klapkach "
mariusz2010
28.01.12, 10:31
Ten deweloper to rzeczywiście ktoś, kto ma klapki na oczach i widzi tylko własny interes.Wystarczy być średnio inteligentnym, by zauważyć, że głównym bogactwem Olsztyna jest jego »
-
"Dobre samopoczucie" to nie dobre imię develku....
johanek4e
28.01.12, 11:04
Panu developerowi pomyliło się dobre imię z dobrym samopoczuciem ,ciekawe ile to będzie "kosztować" w sądzie ?»
-
korupcja kolesiostwo nepotyzm
kacze_buty
28.01.12, 14:05
tym rządzi się ten kraj po obaleniu komuny, kraj pełen padalców»
Najczęściej czytane24 htydzień






