Brzeziny protestują przeciw nowym willom. Wolą las
12.01.2012
, aktualizacja: 12.01.2012 19:52
Mieszkańcy starają się, by miasto zmieniło plany i ocaliło enklawę zieleni na ich osiedlu. Urzędnicy wolą przekształcić część tego terenu na działki budowlane
ZOBACZ TAKŻE
- Powiedz władzy, co ci się nie podoba na twoim osiedlu (23-01-12, 21:00)
- Sąd: Brzegi jeziora Podkówka otwarte dla bloków (04-10-11, 19:08)
- Osiedla domów jednorodzinnych nie chcą masztu, drogi.. (17-03-10, 18:42)
- Lotnicy marzą o dłuższym lądowisku na Dajtkach (11-03-10, 19:07)
- Alarm na Brzezinach. Mieszkańcy boją się nowej arterii (04-03-10, 18:58)
O tym, że Urząd Miasta planuje zmienić przeznaczenie terenu pomiędzy ulicami Szostkiewicza i Dziamy i sprzedać go pod budownictwo jednorodzinne, mieszkańcy dowiedzieli się pod koniec 2011 r. Obecnie w dokumentach planistycznych tereny te figurują jako zieleń leśna. Ich reakcja była natychmiastowa. Czterdzieści osób podpisało się już pod prośbą skierowaną do prezydenta miasta o ocalenie kilkudziesięcioletnich drzew, które rosną na tej działce. Argumentują, że budowa domów oznaczać będzie nie tylko wycinkę drzew, ale też zniszczenie ostoi dzikiego ptactwa. - To piękne, ogólnodostępne miejsce. Teren jest dość dziki, ale zadbany. Sami go sprzątamy, gdy zachodzi taka potrzeba. Nie pozwolimy go zniszczyć - mówi Bożena Justyna z ul. Szostkiewicza.
Ratusz broni się, że teren, o którym mówią mieszkańcy, tylko w 20 procentach ma być przeznaczony na działki budowlane. - Planuje się przeznaczyć ten grunt na zabudowę jednorodzinną - wyjaśnia Aneta Szpaderska, rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Olsztynie. Reszta nadal będzie terenem zieleni publicznej.
Dokumenty, które wprowadzają tę zmianę, są obecnie przygotowywane do publicznej prezentacji. - Dlatego ostateczna decyzja zostanie podjęta dopiero po rozpatrzeniu wszystkich uwag i opinii w tej sprawie - zapewnia Szpaderska. - Teren ten faktycznie jest enklawą wśród zabudowy, jednocześnie jednak ten niewielki zespół budynków położony jest w otoczeniu rozległych obszarów zieleni otaczających osiedle Brzeziny.
Protestujący zwracają uwagę, że inwestycja pociągnie za sobą większe zmiany, niż sugerują urzędnicy. - Na razie ul. Dziamy istnieje tylko na papierze i żeby ją zbudować, trzeba będzie wyciąć kolejne drzewa. Jeszcze więcej ich padnie ofiarą budowy sieci kanalizacyjnych i gazowych. Maszyny budowlane po prostu rozjeżdżą ten las - przekonuje Bożena Justyna. - Uzbrojenie tego terenu będzie bardzo drogie, a przy okazji miasto straci zieleń. Tyle słyszymy, że na miejsce jednego wyciętego drzewa urzędnicy będą sadzić dwa. Po co to jednak robić, skoro drzewa tu są i nie ma powodu ich się pozbywać?
Mieszkańcy zwrócili się o pomoc i wsparcie do ekologa profesora Zbigniewa Endlera z uniwersytetu. Naukowiec zgadza się ze stanowiskiem mieszkańców. - Na tej działce rosną głównie kilkudziesięcioletnie brzozy, świerki, klony i olchy - mówi. - Stanowią one fantastyczną ochronę Łyny przed wpływem człowieka. Dzięki tej roślinności rzeka zachowuje na tym odcinku swój naturalny charakter, dlatego jestem za tym, żeby pozostawić leśną funkcję tego miejsca. I właśnie taki postulat przekazałem podczas rozmowy z prezydentem miasta.
Ratusz broni się, że teren, o którym mówią mieszkańcy, tylko w 20 procentach ma być przeznaczony na działki budowlane. - Planuje się przeznaczyć ten grunt na zabudowę jednorodzinną - wyjaśnia Aneta Szpaderska, rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Olsztynie. Reszta nadal będzie terenem zieleni publicznej.
Dokumenty, które wprowadzają tę zmianę, są obecnie przygotowywane do publicznej prezentacji. - Dlatego ostateczna decyzja zostanie podjęta dopiero po rozpatrzeniu wszystkich uwag i opinii w tej sprawie - zapewnia Szpaderska. - Teren ten faktycznie jest enklawą wśród zabudowy, jednocześnie jednak ten niewielki zespół budynków położony jest w otoczeniu rozległych obszarów zieleni otaczających osiedle Brzeziny.
Protestujący zwracają uwagę, że inwestycja pociągnie za sobą większe zmiany, niż sugerują urzędnicy. - Na razie ul. Dziamy istnieje tylko na papierze i żeby ją zbudować, trzeba będzie wyciąć kolejne drzewa. Jeszcze więcej ich padnie ofiarą budowy sieci kanalizacyjnych i gazowych. Maszyny budowlane po prostu rozjeżdżą ten las - przekonuje Bożena Justyna. - Uzbrojenie tego terenu będzie bardzo drogie, a przy okazji miasto straci zieleń. Tyle słyszymy, że na miejsce jednego wyciętego drzewa urzędnicy będą sadzić dwa. Po co to jednak robić, skoro drzewa tu są i nie ma powodu ich się pozbywać?
Mieszkańcy zwrócili się o pomoc i wsparcie do ekologa profesora Zbigniewa Endlera z uniwersytetu. Naukowiec zgadza się ze stanowiskiem mieszkańców. - Na tej działce rosną głównie kilkudziesięcioletnie brzozy, świerki, klony i olchy - mówi. - Stanowią one fantastyczną ochronę Łyny przed wpływem człowieka. Dzięki tej roślinności rzeka zachowuje na tym odcinku swój naturalny charakter, dlatego jestem za tym, żeby pozostawić leśną funkcję tego miejsca. I właśnie taki postulat przekazałem podczas rozmowy z prezydentem miasta.
- 21 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć