Brzeziny protestują przeciw nowym willom. Wolą las

Tomasz Kurs, Marcin Wojciechowski
12.01.2012 , aktualizacja: 12.01.2012 19:52
A A A Drukuj
Mieszkańcy starają się, by miasto zmieniło plany i ocaliło enklawę zieleni na ich osiedlu. Urzędnicy wolą przekształcić część tego terenu na działki budowlane
Lasek na Brzezinach, którego część miasto chce sprzedać pod budownictwo jednorodzinne
Fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta
Lasek na Brzezinach, którego część miasto chce sprzedać pod budownictwo jednorodzinne
O tym, że Urząd Miasta planuje zmienić przeznaczenie terenu pomiędzy ulicami Szostkiewicza i Dziamy i sprzedać go pod budownictwo jednorodzinne, mieszkańcy dowiedzieli się pod koniec 2011 r. Obecnie w dokumentach planistycznych tereny te figurują jako zieleń leśna. Ich reakcja była natychmiastowa. Czterdzieści osób podpisało się już pod prośbą skierowaną do prezydenta miasta o ocalenie kilkudziesięcioletnich drzew, które rosną na tej działce. Argumentują, że budowa domów oznaczać będzie nie tylko wycinkę drzew, ale też zniszczenie ostoi dzikiego ptactwa. - To piękne, ogólnodostępne miejsce. Teren jest dość dziki, ale zadbany. Sami go sprzątamy, gdy zachodzi taka potrzeba. Nie pozwolimy go zniszczyć - mówi Bożena Justyna z ul. Szostkiewicza.

Ratusz broni się, że teren, o którym mówią mieszkańcy, tylko w 20 procentach ma być przeznaczony na działki budowlane. - Planuje się przeznaczyć ten grunt na zabudowę jednorodzinną - wyjaśnia Aneta Szpaderska, rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Olsztynie. Reszta nadal będzie terenem zieleni publicznej.

Dokumenty, które wprowadzają tę zmianę, są obecnie przygotowywane do publicznej prezentacji. - Dlatego ostateczna decyzja zostanie podjęta dopiero po rozpatrzeniu wszystkich uwag i opinii w tej sprawie - zapewnia Szpaderska. - Teren ten faktycznie jest enklawą wśród zabudowy, jednocześnie jednak ten niewielki zespół budynków położony jest w otoczeniu rozległych obszarów zieleni otaczających osiedle Brzeziny.

Protestujący zwracają uwagę, że inwestycja pociągnie za sobą większe zmiany, niż sugerują urzędnicy. - Na razie ul. Dziamy istnieje tylko na papierze i żeby ją zbudować, trzeba będzie wyciąć kolejne drzewa. Jeszcze więcej ich padnie ofiarą budowy sieci kanalizacyjnych i gazowych. Maszyny budowlane po prostu rozjeżdżą ten las - przekonuje Bożena Justyna. - Uzbrojenie tego terenu będzie bardzo drogie, a przy okazji miasto straci zieleń. Tyle słyszymy, że na miejsce jednego wyciętego drzewa urzędnicy będą sadzić dwa. Po co to jednak robić, skoro drzewa tu są i nie ma powodu ich się pozbywać?

Mieszkańcy zwrócili się o pomoc i wsparcie do ekologa profesora Zbigniewa Endlera z uniwersytetu. Naukowiec zgadza się ze stanowiskiem mieszkańców. - Na tej działce rosną głównie kilkudziesięcioletnie brzozy, świerki, klony i olchy - mówi. - Stanowią one fantastyczną ochronę Łyny przed wpływem człowieka. Dzięki tej roślinności rzeka zachowuje na tym odcinku swój naturalny charakter, dlatego jestem za tym, żeby pozostawić leśną funkcję tego miejsca. I właśnie taki postulat przekazałem podczas rozmowy z prezydentem miasta.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 21 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos