Uścisk z prezesem, czyli skutki wigilijnego spotkania

Marcin Wojciechowski, tk
07.01.2012 , aktualizacja: 07.01.2012 12:06
A A A Drukuj
Gdy tuż przed świętami spotkałem na ulicy szefa Olsztyńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej zaczął mnie szarpać i grozić mi - opowiada spółdzielca. Prezes mówi, że to on został zaczepiony przez spółdzielcę. Jak było naprawdę? Tę skomplikowaną sprawę musi teraz wyjaśnić policja
Benedykt Butajło w miejscu na os. Mleczna, w którym
Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta
Benedykt Butajło w miejscu na os. Mleczna, w którym "spotkał się" z prezesem
Benedykt Butajło jest mieszkańcem OSM. Od kilku miesięcy walczy, by prezes spółdzielni ujawnił, ile zarabia. Ponieważ prezes nie chciał tego zrobić, sprawa została skierowana do sądu. Przypomnijmy, że sąd szefom dwóch innych największych spółdzielni w Olsztynie nakazał już ujawnienie zarobków. Temida sprawy Jerzego O. - nie zgodził się na ujawnianie swojego wizerunku i nazwiska w związku z tym procesem - jeszcze nie rozstrzygnęła.

W ostatnim czasie spór między Butajło a Jerzym O. przeniósł się z gmachu sądu na... ulicę. Była wigilia, 24 grudnia 2011 r. Benedykt Butajło, jak relacjonuje, około godz. 9.40 szedł ul. Iwaszkiewicza do sklepu na zakupy. - Na wysokości bloku przy ul. Iwaszkiewicza 26 zauważyłem prezesa OSM, który wyrzucał śmieci. Gdy mnie zobaczył, ruszył w moim kierunku - opowiada. - W pierwszej chwili pomyślałem, że chce mi złożyć życzenia świąteczne. Ale zamiast tego zaczął mnie szarpać i grozić, to wtedy w końcu odechce mi się pytania o jego zarobki. Ciągle się przy tym rozglądał nerwowo, czy ktoś nas nie widzi. Uznałem, że to już nie są żarty. Wyrwałem mu się i uciekłem do pobliskiej piekarni.

Kilka minut później obaj panowie spotkali się ponownie, tym razem w sklepie. - Zauważyłem go przy kasie, groził mi pięścią, dlatego zadzwoniłem po policję. Funkcjonariusze, którzy przyjechali, spisali moje dane i doradzili, żebym po świętach złożył na komendzie zawiadomienie w tej sprawie - opowiada.

Butajło postanowił poinformować o zdarzeniu nie tylko policję, ale także radę nadzorczą OSM. Napisał więc do niej list.

Inną wersję spotkania przedstawił prezes. Zaprzeczył, że szarpał i groził spółdzielcy. Wręcz przeciwnie. - Wynosiłem śmieci i to ten pan mnie zaczepił, a nie ja jego. On chce za wszelką cenę zaistnieć medialnie - mówi.

Przesłał też "Gazecie" swoją odpowiedź na list Butajły do rady nadzorczej w tej sprawie. "(...) zawarte w liście twierdzenia są nieprawdziwe i naruszają moje dobra osobiste (dobre imię, wizerunek). Chciałbym Panu przypomnieć, że po raz kolejny przypisuje mi Pan (na podstawie gołosłownych twierdzeń) działania sprzeczne z prawem, które nie mają pokrycia w rzeczywistości" - czytamy w piśmie.

Prezes zażądał też od Butajły skierowania do rady nadzorczej OSM pisma z przeprosinami. Co będzie jeśli spółdzielca tego nie zrobi? "(...) podejmę przewidziane prawem kroki mające na celu ochronę mojego dobrego imienia i wizerunku" - napisał.

Mariola Ostaszewska z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie: - Wydział kryminalny przyjął od pana Butajły zawiadomienie o groźbach karalnych, które były rzekomo kierowane w jego kierunku przez Jerzego O. W tej chwili prowadzone są czynności sprawdzające w tej sprawie.

Czy policjantom uda się zebrać inne dowody niż tylko słowa obu stron konfliktu? Dowiemy się tego prawdopodobnie jeszcze w tym miesiącu. Funkcjonariusze szukają świadków zdarzenia.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 25 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów