Oficer na ćwierć etatu powalczy w ratuszu o rowerzystów
06.12.2011
, aktualizacja: 06.12.2011 17:08
Cykliści (na zdjęciu przejazd w ramach akcji Gazety "Olsztyn rowerzystów") oczekują zrozumienia swoich potrzeb
Prezydent chce zatrudnić urzędnika, który nie tylko będzie słuchał cyklistów i przekazywał ich postulaty, ale również przypilnuje, czy są realizowane. Tylko czy inni pracownicy magistratu będą chcieli przyjmować te uwagi?
ZOBACZ TAKŻE
- Wybory rowerowego oficera bez niespodzianki (12-01-12, 22:00)
- Specjalista od rowerów i planowania potrzebny od zaraz (19-12-11, 18:51)
- Osiedlowi działacze poróżnili się z rowerzystami (04-12-11, 18:22)
- Ścieżka rowerowa wzdłuż Nowowiejskiego jak autostrada (23-11-11, 18:14)
- Pełnomocnik ds. rowerzystów oburza się na drogowców (20-11-11, 11:00)
- Po wypadku na Sikorskiego. Rowerzyści winią drogowców (15-11-11, 17:22)
Prezydent Piotr Grzymowicz zapowiada, że w najbliższym czasie odbędzie się konkurs na oficera rowerowego. Tłumaczy, że takie rozwiązanie jest stosowane w innych miastach, dlatego nie ma sensu wymyślać nic nowego. Nowy urzędnik będzie pracował na 1/4 etatu. A problemów przez lata nazbierało się tak wiele, że trudno byłoby się z nimi uporać nawet grupie ludzi. W Olsztynie jest mało ścieżek, często niespodziewanie się urywają.
Aneta Szpaderska, rzeczniczka magistratu wyjaśnia, że na przyszłym pracowniku magistratu będzie ciążyła duża odpowiedzialność. - Nie tylko będzie reprezentował interesy rowerzystów, ale także będzie musiał pilnować tego, by były realizowane - mówi.
Informacja o tym, że władze chcą zatrudnić oficera, aby w końcu na poważnie zająć się kwestiami ruchu rowerowego w Olsztynie, brzmi obiecująco. Jednak kiedy przypomnimy sobie dotychczasową historię relacji urzędników z cyklistami, zapał stygnie. Nie wiadomo też, czy oficer otrzyma do dyspozycji jakiekolwiek budżet, by realizować swe zadania, czy też będzie musiał namawiać inne wydziały do tego, żeby w swojej kasie zastrzegły środki na realizację potrzeb rowerzystów. W większości miast taka osoba jest "podłączona" pod drogowców, aby na bieżąco kontrolować ich poczynania i w razie konieczności reagować. W stolicy Warmii i Mazur ma być inaczej i nowy urzędnik ma dołączyć do biura sportu i rekreacji.
Dotychczasowe dyskusje z rowerzystami były raczej trudne, bo przedstawiciele magistratu, mimo że często zapewniali o swojej dobrej woli i chęci współpracy, ostatecznie i tak wszelkie prośby czy wskazówki środowiska puszczali mimo uszu. Zbigniew Gustek, wicedyrektor Miejskiego Zarządu Dróg i Mostów, jednostki, która była najczęstszym adresatem tych postulatów przekonywał w rozmowie z "Gazetą", że ze strony urzędników nie ma mowy o żadnej złośliwości. - Żądając wprowadzenia pewnych rozwiązań, rowerzyści nie widzą nic poza czubkiem swojego nosa i nie zdają sobie sprawy z ich konsekwencji dla innych użytkowników dróg - wyjaśniał.
Przykładów podobnego podejścia było znacznie więcej. I to się nie zmienia, mimo że mijają kolejne lata. Niecały miesiąc temu Mirosław Arczak, społeczny pełnomocnik ds. rowerzystów, zaprotestował przeciwko temu, że urzędnicy próbują wykorzystywać jego funkcję do usprawiedliwiania swoich decyzji i źle prowadzonej polityki bezpieczeństwa.
Czy zatem sytuację ma szansę zmienić fakt, że wkrótce negocjować z magistratem będzie nie społecznik, ale urzędnik? Czy prezydent nada mu takie uprawnienia, że oficer będzie mógł oczekiwać, że jego polecenie zostanie wykonane, przeforsować jakieś rozwiązania, czy nadal będzie mógł tylko prosić o wysłuchanie? Wiele wskazuje na to, że jednak obowiązywać będzie druga wersja. Jak tłumaczą urzędnicy, niekoniecznie wszystko musi odbywać się w formie zakazu. Wystarczy pokazywać błędy i sprzeciwiać się złym projektom.
Tylko czy to wystarczy? Na oficera czeka wiele wyzwań, dlatego przydałaby się gwarancja, że przedstawiciel rowerzystów będzie poważnie traktowany. Musi być pewność, że urzędnicy nie będą mogli według własnego uznania decydować, czy jego pomysł jest dobry, czy też zły, ale będą musieli przyjąć do wiadomości, że to jest specjalista, którego zdanie jest dla nich wiążące. Że to nie jest jedynie luźna wskazówka. W przeciwnym razie powołanie urzędnika bez uprawnień będzie jedynie ładnym gestem pod publiczkę, a nie rzeczywistą chęcią poprawy sytuacji. Choć konkurs ma być ogłoszony w najbliższym czasie, a prezydent obiecuje, że poważnie podejdzie do sprawy, wciąż jest wiele znaków zapytania.
Aneta Szpaderska, rzeczniczka magistratu wyjaśnia, że na przyszłym pracowniku magistratu będzie ciążyła duża odpowiedzialność. - Nie tylko będzie reprezentował interesy rowerzystów, ale także będzie musiał pilnować tego, by były realizowane - mówi.
Informacja o tym, że władze chcą zatrudnić oficera, aby w końcu na poważnie zająć się kwestiami ruchu rowerowego w Olsztynie, brzmi obiecująco. Jednak kiedy przypomnimy sobie dotychczasową historię relacji urzędników z cyklistami, zapał stygnie. Nie wiadomo też, czy oficer otrzyma do dyspozycji jakiekolwiek budżet, by realizować swe zadania, czy też będzie musiał namawiać inne wydziały do tego, żeby w swojej kasie zastrzegły środki na realizację potrzeb rowerzystów. W większości miast taka osoba jest "podłączona" pod drogowców, aby na bieżąco kontrolować ich poczynania i w razie konieczności reagować. W stolicy Warmii i Mazur ma być inaczej i nowy urzędnik ma dołączyć do biura sportu i rekreacji.
Dotychczasowe dyskusje z rowerzystami były raczej trudne, bo przedstawiciele magistratu, mimo że często zapewniali o swojej dobrej woli i chęci współpracy, ostatecznie i tak wszelkie prośby czy wskazówki środowiska puszczali mimo uszu. Zbigniew Gustek, wicedyrektor Miejskiego Zarządu Dróg i Mostów, jednostki, która była najczęstszym adresatem tych postulatów przekonywał w rozmowie z "Gazetą", że ze strony urzędników nie ma mowy o żadnej złośliwości. - Żądając wprowadzenia pewnych rozwiązań, rowerzyści nie widzą nic poza czubkiem swojego nosa i nie zdają sobie sprawy z ich konsekwencji dla innych użytkowników dróg - wyjaśniał.
Przykładów podobnego podejścia było znacznie więcej. I to się nie zmienia, mimo że mijają kolejne lata. Niecały miesiąc temu Mirosław Arczak, społeczny pełnomocnik ds. rowerzystów, zaprotestował przeciwko temu, że urzędnicy próbują wykorzystywać jego funkcję do usprawiedliwiania swoich decyzji i źle prowadzonej polityki bezpieczeństwa.
Czy zatem sytuację ma szansę zmienić fakt, że wkrótce negocjować z magistratem będzie nie społecznik, ale urzędnik? Czy prezydent nada mu takie uprawnienia, że oficer będzie mógł oczekiwać, że jego polecenie zostanie wykonane, przeforsować jakieś rozwiązania, czy nadal będzie mógł tylko prosić o wysłuchanie? Wiele wskazuje na to, że jednak obowiązywać będzie druga wersja. Jak tłumaczą urzędnicy, niekoniecznie wszystko musi odbywać się w formie zakazu. Wystarczy pokazywać błędy i sprzeciwiać się złym projektom.
Tylko czy to wystarczy? Na oficera czeka wiele wyzwań, dlatego przydałaby się gwarancja, że przedstawiciel rowerzystów będzie poważnie traktowany. Musi być pewność, że urzędnicy nie będą mogli według własnego uznania decydować, czy jego pomysł jest dobry, czy też zły, ale będą musieli przyjąć do wiadomości, że to jest specjalista, którego zdanie jest dla nich wiążące. Że to nie jest jedynie luźna wskazówka. W przeciwnym razie powołanie urzędnika bez uprawnień będzie jedynie ładnym gestem pod publiczkę, a nie rzeczywistą chęcią poprawy sytuacji. Choć konkurs ma być ogłoszony w najbliższym czasie, a prezydent obiecuje, że poważnie podejdzie do sprawy, wciąż jest wiele znaków zapytania.
- 8 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Oficer na ćwierć etatu powalczy w ratuszu o row...
o0gurek
06.12.11, 22:08
Prostacki sposób na spacyfikowanie Arczaka. Szkoda że mu skisły arbuz umowy zlecenia nie zaproponuje.»
Najczęściej czytane24 htydzień


