Zadanie: tysiąc zawodników w Biegu Jakubowym
20.09.2011
, aktualizacja: 21.09.2011 09:01
- Frekwencja może przekroczyć i tysiąc osób, jeśli Bieg Jakubowy będzie półmaratonem - mówi Wojciech Jeger, koordynator marszobiegów w ramach akcji Olsztyn. Aktywnie!
ZOBACZ TAKŻE
- Promowanie przez bieganie. Będzie półmaraton (23-02-12, 21:00)
- Zanim zaczął biegać na 400 m, trenował futbol (04-10-11, 17:26)
- Aktywni opanowali las. Biegali, jeździli, spacerowali (25-09-11, 12:25)
- Tak się biega w Olsztynie. Uczestnicy zachwyceni trasą (18-09-11, 18:22)
- Biegiem i na rowerze. Kolejny tydzień dla zdrowia (15-09-11, 19:24)
- Zapowiada się rekordowa frekwencja na starcie (07-09-11, 17:57)
Wojciech Jeger jest nie tylko aktywnym biegaczem (choć uprawia mnóstwo innych dyscyplin sportu), ale także dyrektorem sieci sklepów Olimp, jednego wiodących sponsorów XIV Biegu Jakubowego. Dla niego niedzielny bieg był wyjątkowy także dlatego, że po raz pierwszy wziął udział w zawodach razem z synem.
Mikołaj Podolski: Wyszło fantastycznie, ale czy można zorganizować Bieg Jakubowy jeszcze lepiej?
Wojciech Jeger: Wszystko można poprawić, choć faktycznie bieg wypadł rewelacyjnie. Liczba około 600 uczestników jest niemal dwukrotnie wyższa niż rok wcześniej. I była sporym zaskoczeniem. Na pewno można coś ulepszyć, np. za mało było osób do podawania wody. Biegnąc z tyłu, widziałem, że część osób musiała zwalniać albo nawet zatrzymać się, aby dostać swój kubeczek. Szkoda też, że w tym roku trasa nie miała atestu Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. Wszystko przez to, że była ciągle zmieniana z powodu robót drogowych [przy nowej ul. Artyleryjskiej - red.], zanim ją ostatecznie ustalono. Wyniki więc można traktować tylko jako nieoficjalne.
Usytuowanie mety na Starym Mieście jest za to strzałem w dziesiątkę.
- Bieg niewątpliwie straciłby swój urok, gdyby kończył się np. na parkingu. Zawodnicy sami przyznawali, że dostawali skrzydeł na ostatnich metrach, widząc te tłumy przed metą.
W tym roku była jeszcze jedna atrakcja, czyli prezentacja po zakończeniu biegu drużyny siatkarzy Indykpolu AZS Olsztyn.
- To był świetny pomysł, bo większość kibiców będących na biegu interesuje się sportem i mogli zobaczyć zawodników i porozmawiać z nimi.
Niektórzy utyskiwali tylko, że brakowało na trasie napoi izotonicznych, choć były na mecie.
- Bo trzeba mieć na nie albo pieniądze, albo sponsora, który by je zafundował. Jasne, że lepiej, gdyby znalazły się na trasie. Najlepszym rozwiązaniem byłoby ustawienie na stoliku do wyboru wody mineralnej i napojów. Bo musimy pamiętać, że jeśli ktoś nie pił wcześniej napojów izotonicznych, to może mieć później problemy z żołądkiem, musi być więc jakiś wybór. Nie demonizowałbym jednak tego problemu, bo jeśli startujący dobrze nawodnił się w ciągu ostatnich dni przed biegiem, to po drodze może sobie co najwyżej przepłukać usta. To nie jest maraton. A część zawodników nie umie pić i dostaje potem kolki. Zauważyłem to również w niedzielę, gdy niektórzy z nich musieli przejść do truchtu lub nawet zatrzymać się właśnie za punktem nawadniającym.
Zwiększenie wpisowego rozwiązałoby problem?
- Wpisowe jest co prawda wyjątkowo niskie w porównaniu do innych biegów, ale tego bym nie zmieniał. W innych miastach udział w biegu kosztuje średnio 50-60 zł, a w Warszawie nawet 100 zł. Tam akurat te zawody są komercyjne i muszą na siebie zarobić. A nasz nie. Myślę, że powinniśmy się tego trzymać. Dodatkowych funduszy warto poszukać w budżecie miasta, zamiast sięgać do kieszeni biegaczy, bo o tak dużej frekwencji zaważyła też przystępna cena.
A czy na jeszcze większą frekwencję nie przełożyłoby się skrócenie dystansu do dziesięciu kilometrów (teraz jest 15 km)?
- Ja bym szedł w drugą stronę, czyli jego wydłużenia. Trwają już nawet przymiarki, by za rok Bieg Jakubowy był półmaratonem. Wystarczy przecież wydłużyć trasę o trochę ponad 6 km. Ranga zawodów bardzo by się podniosła. To z pewnością duże wyzwanie organizacyjne i finansowe, ale moim zdaniem warto, bo dzięki temu frekwencja w 2012 r. znacznie powinna przekroczyć tysiąc osób.
Mikołaj Podolski: Wyszło fantastycznie, ale czy można zorganizować Bieg Jakubowy jeszcze lepiej?
Wojciech Jeger: Wszystko można poprawić, choć faktycznie bieg wypadł rewelacyjnie. Liczba około 600 uczestników jest niemal dwukrotnie wyższa niż rok wcześniej. I była sporym zaskoczeniem. Na pewno można coś ulepszyć, np. za mało było osób do podawania wody. Biegnąc z tyłu, widziałem, że część osób musiała zwalniać albo nawet zatrzymać się, aby dostać swój kubeczek. Szkoda też, że w tym roku trasa nie miała atestu Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. Wszystko przez to, że była ciągle zmieniana z powodu robót drogowych [przy nowej ul. Artyleryjskiej - red.], zanim ją ostatecznie ustalono. Wyniki więc można traktować tylko jako nieoficjalne.
Usytuowanie mety na Starym Mieście jest za to strzałem w dziesiątkę.
- Bieg niewątpliwie straciłby swój urok, gdyby kończył się np. na parkingu. Zawodnicy sami przyznawali, że dostawali skrzydeł na ostatnich metrach, widząc te tłumy przed metą.
W tym roku była jeszcze jedna atrakcja, czyli prezentacja po zakończeniu biegu drużyny siatkarzy Indykpolu AZS Olsztyn.
- To był świetny pomysł, bo większość kibiców będących na biegu interesuje się sportem i mogli zobaczyć zawodników i porozmawiać z nimi.
Niektórzy utyskiwali tylko, że brakowało na trasie napoi izotonicznych, choć były na mecie.
- Bo trzeba mieć na nie albo pieniądze, albo sponsora, który by je zafundował. Jasne, że lepiej, gdyby znalazły się na trasie. Najlepszym rozwiązaniem byłoby ustawienie na stoliku do wyboru wody mineralnej i napojów. Bo musimy pamiętać, że jeśli ktoś nie pił wcześniej napojów izotonicznych, to może mieć później problemy z żołądkiem, musi być więc jakiś wybór. Nie demonizowałbym jednak tego problemu, bo jeśli startujący dobrze nawodnił się w ciągu ostatnich dni przed biegiem, to po drodze może sobie co najwyżej przepłukać usta. To nie jest maraton. A część zawodników nie umie pić i dostaje potem kolki. Zauważyłem to również w niedzielę, gdy niektórzy z nich musieli przejść do truchtu lub nawet zatrzymać się właśnie za punktem nawadniającym.
Zwiększenie wpisowego rozwiązałoby problem?
- Wpisowe jest co prawda wyjątkowo niskie w porównaniu do innych biegów, ale tego bym nie zmieniał. W innych miastach udział w biegu kosztuje średnio 50-60 zł, a w Warszawie nawet 100 zł. Tam akurat te zawody są komercyjne i muszą na siebie zarobić. A nasz nie. Myślę, że powinniśmy się tego trzymać. Dodatkowych funduszy warto poszukać w budżecie miasta, zamiast sięgać do kieszeni biegaczy, bo o tak dużej frekwencji zaważyła też przystępna cena.
A czy na jeszcze większą frekwencję nie przełożyłoby się skrócenie dystansu do dziesięciu kilometrów (teraz jest 15 km)?
- Ja bym szedł w drugą stronę, czyli jego wydłużenia. Trwają już nawet przymiarki, by za rok Bieg Jakubowy był półmaratonem. Wystarczy przecież wydłużyć trasę o trochę ponad 6 km. Ranga zawodów bardzo by się podniosła. To z pewnością duże wyzwanie organizacyjne i finansowe, ale moim zdaniem warto, bo dzięki temu frekwencja w 2012 r. znacznie powinna przekroczyć tysiąc osób.
- 13 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Re: Sposoby jeszcze większą frekwencję w biegu Ja
swiniara
21.09.11, 07:41
Co to za tytuł? Nie mogę zrozumieć, o co chodzi. "Sposoby jeszcze większą frekwencję w biegu Jakubowym". Czy we wszystkich gazetach analfabeci pracują?»
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć